Panzer Commander

Symulatory czołgowe wyrastają ostatnio jak grzyby po deszczu. Tylko jaki to deszcz? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam wam.

Symulatory czołgowe wyrastają ostatnio jak grzyby po deszczu. Tylko jaki to deszcz? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam wam (mój adres na dole), przejdźmy do dalszych kwestii. W grze Panzer Commander staniemy się dowódcą plutonu tanków jednego z czterech mocarstw militarnych Drugiej Wojny Światowej. Czy będziesz Rosjaninem, Niemcem, Amerykaninem, czy poczciwym Anglikiem, biegu wojny nie zmienisz. Poprawisz sobie za to samopoczucie, lub wzrośnie w tobie rządza władzy. Przed tobą kilka kampanii, w każdej z nich około 30 misji, oraz możliwość grania misji pojedynczych i na sieci.

Co cechuje Panzer Commandera? Przede wszystkim centralizacja uwagi na twoim plutonie, nie zaś na działaniach na frontach wojny. To znaczy, oczywiście historia też opisana jest, z resztą w osobnym pliku znajdującym się na dysku. Natomiast każda misja komentowana jest pod kątem twoich osiągnięć. Druga sprawa to ilość pędzącego żelastwa - autorzy spędzili sobie sen z powiek, żeby stworzyć 24 czołgi, a w zasadzie 40, licząc wszystkie warianty. Trzeba przyznać, że modele są oddane dość realistycznie, przynajmniej z zewnątrz, bo nie przesiedziałem pół życia w czołgu, żeby komentować wnętrza. Do garnituru mobilnych potworów należą min.: Panzer III, Panzer IV, Tygrys I i II, Pantera II, T-34/76C, BT-5, KV-1, IS-2, M4A3-Sherman, M24-Chafee, Crusader I, Cromwell I oraz Churchill IV. Trzecia pozytywna cecha, to możliwość pozostawienia wszystkich zadań załodze. Nie myślcie sobie jednak, że w ten sposób przejdziecie całą kampanię. Przydatne jest to przy przeglądaniu mapy, czy szacowaniu zniszczeń - jednak radziłbym samemu celować i kierować. Tym bardziej, że gra dostrzega coś takiego jak morale i doświadczenie. Jeśli więc pozostawicie załodze wszystko, szybko zwątpi i zacznie grać w karty, zamiast czuwać jak ważka. Przy pewnej ręce wodza załoga czołgu, a co najważniejsze, całego plutonu pewnie brnie do przodu i siecze wroga celnie i w najwrażliwsze punkty.

Czołgi mają bowiem swoje słabsze i silniejsze miejsca odwzorowane w grze, jako pancerz przedni, tylni, boczny i górny oraz osobny pancerz wieżyczki. Tak więc warto przed grą przewertować instrukcję i wybrać najlepszy z możliwych wariantów. W trakcie gry pamiętajcie o swoich atutach i pięcie Achillesa, bo inaczej poczujecie swąd palącego się smaru... Polecam jeszcze lepszą znajomość pancerzy wrogich czołgów. Poza wszędobylskimi czołgami, napotkamy na swej drodze transportery opancerzone, ciężarówki, jeepy, piechotę, artylerię, bunkry, a przede wszystkim nowość - samoloty. Rzecz dość nowa jak na symulator czołgowy, a rzeczywiście nabieramy respektu przed wrogiem, kiedy usłyszymy pierwsze eksplozje bomb. Naloty są najbardziej uciążliwe kiedy stoimy w miejscu, a i podczas jazdy radzę dodać gazu. Ale nie uciekajcie tylko, bo najlepsza obrona to atak. Samoloty nie są łatwe w strącaniu, ale szybka seria w kadłub powinna odstraszyć eskadrę Spitfire'ów (ups, wydało się kim lubię grać).

Dobrym pomysłem, są także w Panzer Commanderze głosy załogi, nagrane w odpowiedniej do jej narodowości wersji językowej. A więc usłyszymy Anglików z flegmą, jazzowych Amerykanów, szosrstkich Germanów albo jeśli należymy do starszego pokolenia, swojskie "Agoń!". Co do polskiego udziału w wojnie, ograniczono się tu do "przydzielenia" Polskiej Armii wozów opancerzonych Renault. Dość optymistyczna wizja, ale i tak sukcesem należy określić poprawne odwzorowanie polskiej mapy z okresu II WŚ. W końcu jeszcze nie dawno stanowiło to nie lada wyzwanie dla zachodnich autorów gier, których fabuła było ulokowana w pobliżu naszych rubieży.

Gra należy zdecydowanie do nurtu gier bardziej rozrywkowych, niż hiperrealistycznych, choć dużo elementów daje wrażenie rzeczywistości. Choćby ślizganie się po błotnistej powierzchni, czy odrzut czołgu po oddaniu strzału z działa. Wzięte pod uwagę jest także nachylenie terenu i stan gąsienic - co więcej, manewrowość zależy nawet od stanu konkretnej gąsienicy. Czyli jeśli szwankuje nam prawa strona, możemy oczekiwać trudności w skrętach w prawo. Z kolei uszkodzenia wieżyczki ograniczają jej dokładność, a co za tym idzie celność działa.

W ramach epilogu, pozostało mi napisać, że Commander to bardzo porządna propozycja dla miłośników ciężkich maszyn, modeli w skali 1:72, lub militarystów. Strategom poleciłbym raczej serię Steel Panthers, czy Panzer General, a historykom książki Włodzimierza Wołoszańskiego.


Zobacz również