Pełna synchronizacja

Od kiedy pamiętam wszelkie numery telefonów, e-maile i inne przydatne dane adresowe zapisywałem na rozmaitych karteluszkach, które prędzej czy później (zwykle prędzej) ginęły bezpowrotnie.

Od kiedy pamiętam wszelkie numery telefonów, e-maile i inne przydatne dane adresowe zapisywałem na rozmaitych karteluszkach, które prędzej czy później (zwykle prędzej) ginęły bezpowrotnie.

Wstyd przyznać, ale jakoś nigdy nie mogłem zmusić się do założenia porządnego notesu. Gorzej, kilka razy nawet udało mi się sprawić sobie taki śliczny notes, ale to była dopiero połowa sukcesu (i to ta mniejsza). Trzeba jeszcze wyrobić w sobie nawyk zapisywania danych w takim notesie.

Jakieś trzy lata temu wydawało mi się, że nastąpił przełom i moje adresowe bałaganiarstwo wreszcie się skończy. Za niemałe wówczas pieniądze kupiłem sobie Palma - podręczny komputer mieszczący się w kieszeni i - co więcej - umiejący wymieniać dane z komputerem.

Kiedy jakiś czas później pojawiły się pierwsze komórki z rozbudowaną książką adresową i zdolne wymieniać (przez podczerwień) dane z Palmem, sądziłem, że oto jestem panem sytuacji. Niestety - jak to usłyszałem niedawno w radiu "pies leży pogrzebany w szczegółach". Wszystkie te urządzenia współpracujące ze sobą w teorii, w praktyce pokazywały rogi. Stosunkowo najprościej było zmusić do współpracy Palma i komórkę (Nokia 7110). Dane teleadresowe można było przesyłać w jedną i w drugą stronę przez port podczerwieni.

Cóż z tego jednak, skoro można to było robić tylko pojedynczo? Przy kilkuset wpisach do książki adresowej zrobienie kopii zapasowej na Palmie trwało wieki. Zarówno komórka, jak i Palm miały wbudowany kalendarz. Sęk w tym, że każdy z nich działał w innym standardzie i nie było możliwości przeniesienia wpisów z jednego do drugiego.

Jeszcze gorzej wyglądała sprawa synchronizacji komórki z komputerem (wówczas iBookiem typu "mydelniczka") czy też Palma z tym samym iBookiem. Problemy zaczynały się już na poziomie kabelka. I Palm, i komórka mają podczerwień. iBook - nie ma. Kabelka do połączenia Nokii z iBookiem przez USB nie udało mi się znaleźć. Za chore pieniądze udało mi się kupić przejściówkę pozwalającą podłączyć Palma (kabel szeregowy) z portem USB w iBooku. Sęk w tym, że Palm Computing wypuścił wówczas nowy program do synchronizacji Palmów z Macintoshami, który zawierał błąd akurat w module współpracy przez USB. Na odpowiednią poprawkę użytkownicy czekali kilka tygodni.

Kiedy już się pojawiła, też nie działała stuprocentowo bezbłędnie. Było to na tyle niewygodne, że nie wyrobiłem w sobie nawyku korzystania z Palm Desktop, a Palm powoli zaczął kurzyć się w kącie. W końcu sprzedałem go na Allegro.

Od kilku tygodni używam innego zestawu narzędzi do prowadzenia danych teleadresowych i - odpukać w niemalowane drewno - na razie ten układ sprawdza się doskonale: PowerBook G4 z Mac OS X 10.2 (Jaguar) i przejściówką Bluetooth oraz telefon SonyErisccon T68i. Jaguar zawiera rozbudowaną książkę adresową i elektroniczny kalendarz (iCal), a od kilku dosłownie dni (w chwili kiedy to piszę) program do synchronizacji iSync.

Kluczem do współpracy wszystkich tych aplikacji i urządzeń jest standard SyncML. SonyErisccon jako jeden z pierwszych producentów wyposażył weń swoje telefony, ale można mieć pewność, że SyncML będzie coraz popularniejszy. Dzięki niemu komputer i komórka mogą wymieniać się danymi w uniwersalnym standardzie i dotyczy to zarówno książki adresowej, jak i kalendarza. Dzięki Bluetooth do wymiany danych nie potrzeba żadnych cudacznych kabelków. iSync jest dopiero w wersji beta i ma parę drobnych błędów (zdarzyło mu się przesunąć godzinę w kalendarzu przy synchronizacji z komórką), ale nie ma wątpliwości, że rozwiąże on - przynajmniej moje - problemy z synchronizacją danych: wystarczy jedno kliknięcie, by komputer sam porównał, jakie zmiany zaszły w książce adresowej czy kalendarzu na PowerBooku, w komórce. Ale nie koniec na tym - synchronizować można także iPoda (ten odtwarzacz MP3 Apple'a ma wbudowany także kalendarz i książkę adresową) oraz konto na .Mac. Jedno kliknięcie i koniec z problemem synchronizacji i robieniem kopii zapasowej danych teleadresowych i kalendarza.

I to chyba koniec z bałaganiarstwem.


Zobacz również