Pierwsze polskie odtwarzacze MP3

"A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój mp3 player mają!" - można powiedzieć, parafrazując słowa Mikołaja Reja. 436 lat po jego śmierci i przeszło 10 od wynalezienia MP3, dwie polskie firmy zdecydowały się wprowadzić pod własną marką przenośne odtwarzacze plików zapisanych w tym formacie. Manta Demon i Devil's Horn oraz Optimus MP3 Player to pierwsze tego typu urządzenia sygnowane polską marką. Czy sprostają niełatwym wymaganiom odbiorców? Postaramy się na to pytanie odpowiedzieć.

Pierwsze wrażenia są dosyć pozytywne. Estetycznie opakowane odtwarzacze prezentują się ciekawie, choć od razu można zauważyć, że nie jest to sprzęt z najwyższej półki. Wszystkie urządzenia przeznaczone są dla użytkowników zarówno PC, jak i Macintoshy, każde z nich też bez problemu łączy się z komputerem bez użycia dodatkowych kabli. Ich design także jest interesujący, a kolorystyka nie pozostawia wiele do życzenia (Manty wpadające w ciepły burgund i stalowo czarny Optimus), ale, jak mawiali starożytni, de gustibus non est disputandum, czyli o gustach się nie dyskutuje.

Miłe złego początki...

...i pierwsze rozczarowania

Zawartość opakowań

W pudełkach, oprócz właściwych odtwarzaczy producenci umieścili słuchawki, kabel przedłużający USB, płytkę ze sterownikami i oprogramowaniem oraz instrukcję użytkownika. Niestety, tą Optimus dołącza jedynie w postaci cyfrowej na dodatkowym CD.

Niestety, tuż po wyjęciu urządzeń i przygotowaniu ich do pracy pojawił się pierwszy mankament. Otóż dołączone do nich słuchawki (wyglądające tak, jakby wyszły spod ręki jednego, chińskiego rzemieślnika) są niezwykle marnie wykonane. Reklamowany jako trwały i wygodny sznurek, do którego są przymocowane, w obu przypadkach jest tak krótki, że praktycznie uniemożliwia komfortowe użytkowanie. Ku naszej frustracji, znajdujące się na nim pudełeczko, na pierwszy rzut oka wyglądające na pilota, okazało się jedynie pojemniczkiem na klamerkę podtrzymującą wiszący na naszej szyi odtwarzacz. Co gorsza, w dwóch z trzech testowanych zestawów, przycisk, "uwalniający" klamerkę, natychmiast się zepsuł. Nie zważając jednak na te drobne trudności, wymieniliśmy słuchawki na lepsze i przystąpiliśmy do testowania.

Polskie diabły z Japonii

odtwarzacz Manta Devils Horn

odtwarzacz Manta Devils Horn

Pierwszy z modeli Manty, Devil's Horn, jest w zasadzie jedynie prostym układem flash, z możliwością odgrywania plików w formacie mp3. Brak w nim jakiegokolwiek wyświetlacza a cała obsługa ogranicza się do wykorzystania dwóch przycisków ( i dwóch przełączników: USB/MP3 oraz Hold on/off). Niestety, z niewiadomych dla nas powodów, producent wyposażył go w złącze USB 1.1 (a nie w popularny standard 2.0), zmniejszając znacząco jego funkcjonalność i prędkość zapisu. Na szczęście jakość odgrywania muzyki nie jest zła, a "Diabli Róg" jest urządzeniem przyjemnym w użytkowaniu i nie spowodował żadnych znaczących problemów. Jest mały (87x29x15 mm) i waży tylko 35 gramów. Zasilany jest wbudowanym, ładowanym poprzez USB akumulatorkiem, który pozwala na cztery godziny maksymalnego obciążenia. Cena - 189 PLN - także nie jest szokująca, choć mogłaby być niższa. Gdyby Devil's Horn kosztował 50 złotych mniej, byłby naprawdę ciekawą propozycją.

Manta Demon

Manta Demon

Demon, drugi produkt firmy, jest większy (31x101x23 mm), zasilany baterią AAA i znacznie bardziej skomplikowany. Oprócz odgrywania plików w większości popularnych formatów (szkoda, że brakuje tu OGG i AAC), potrafi także odbierać fale radiowe, wyposażony jest w dyktafon oraz niewielki wyświetlacz z możliwością wybrania jednego z siedmiu kolorów tła. Menu jawi się jako proste i czytelne, niestety w przeciwieństwie do jego obsługi. Przycisk (a raczej gałka) sterująca jest bardzo mała i niewygodna, zwłaszcza, gdy trzeba ją wcisnąć (a należy to robić przy potwierdzaniu każdej pozycji menu). Tego mikroskopijnego joga używamy też jeżeli chcemy przeskoczyć do następnego utworu czy skorzystać z którejkolwiek bardziej zaawansowanej funkcji odtwarzacza. Jakość dźwięku też nie zachwyca, jednak po zmianie słuchawek i podstawowych parametrów odtwarzacza oraz skorzystaniu z wbudowanego equalizera (miksera, z siedmioma fabrycznymi ustawieniami) zdecydowanie, nawet radykalnie się poprawiła. Dziwić może jedynie, że w niektórych przypadkach lepiej brzmiały pliki o wyższym stopniu kompresji... oraz to, ze podobnie jak w przypadku Devil's Horn pobieramy je z komputera przy pomocy złącza USB 1.1.


Zobacz również