Piractwo - wielu narzeka, niewielu przeciwdziała

Nie wszyscy artyści są skłonni do aktywnego popierania inicjatyw antypirackich - ocenia Bartłomiej Witucki, rzecznik organizacji Business Software Alliance.

10 lutego 2011 r. w redakcji tygodnika Polityka odbyła się debata poświęcona zagadnieniu piractwa komputerowego.

Konferencja ta jest kolejną, po ubiegłorocznym spotkaniu "Piractwo (nie)dozwolone", debatą, w czasie której uczestnicy próbowali odpowiedzieć na pytanie, czy istnieje skuteczna metoda ograniczenia piractwa komputerowego w Polsce.

W konferencji "Piractwo - zagrożenie dla biznesu", podobnie jak w zeszłorocznym spotkaniu, wziął m.in. udział Bartłomiej Witucki, prawnik i koordynator organizacji Business Software Alliance, zrzeszającej producentów oprogramowania. Zapytaliśmy przedstawiciela BSA o to, co zmieniło się w kwestii piractwa przez rok ten rok, jaki dzielił obie debaty. B. Witucki udzielił zaskakującej odpowiedzi.

"Szczerze mówiąc nic się nie zmieniło, (ubiegłoroczna) debata nie wywarła żadnego efektu, poza tym, że się odbyła" - przyznaje rzecznik BSA. Co prawda spotkanie zakończyło się jednomyślną konkluzją, że należy wzmóc działania edukacyjne, aby sukcesywnie zmniejszać odsetek pirackich aplikacji czy filmów i muzyki ściąganej z Sieci, ale za deklaracjami nie zawsze idą czyny. "Nie chciałbym generalizować, ale odnoszę wrażenie, że nie wszyscy artyści są skłonni do aktywnego popierania inicjatyw antypirackich".

Zobacz wideo: wywiad z B. Wituckim.

Skala piractwa komputerowego w Polsce nadal jest istotnym problemem blokującym rozwój polskiego sektora informatycznego oraz sprzedaży oprogramowania. Ma to negatywny wpływ nie tylko na firmy z sektora IT, ale również budżet państwa, który traci sporą część należnych mu wpływów podatkowych z tytułu sprzedaży oprogramowania. Wypada mieć nadzieję, że lutowa debata w siedzibie Polityki przyniesie lepsze rezultaty, niż ta z ubiegłego roku.


Zobacz również