Pitfall: The Lost Expedition

Strategie dla strategów, strzelanki dla strzelających, a zręcznościówki dla masochistów!

Strategie dla strategów, strzelanki dla strzelających, a zręcznościówki dla masochistów!

Z taką opinią spotkałam się już nieraz: większość moich znajomych zastanawia się, co jest przyjemnego w ciągłym powtarzaniu tych samych elementów i mozolnym przebijaniu się przez kolejne poziomy? Już myślisz, że udało ci się przeskoczyć z jednej gałęzi na drugą! Ha! Znowu zabrakło paru milimetrów! Spróbuj jeszcze raz! Nie bądź mięczakiem, przecież to dopiero dziesiąta próba!

Heros z atarynki

Ty płoniesz, ja świecę. Dogadamy się jakoś

Ty płoniesz, ja świecę. Dogadamy się jakoś

Z czystym sumieniem mogę jednak powiedzieć, że nie ma to jak porządna zręcznościówka. Moim zdaniem, radości z ukończonego etapu czy wykonania trudnej sekwencji skoków nie zastąpi kolejny zabity przeciwnik w FPP czy przejęta baza przeciwnika w strategii. Szkoda tylko, że ostatnio platformówki królowały głównie na konsolach. A na PC można było sobie pograć w stare, ale bardzo dobre przeboje Disneya (nie tylko dla dzieci!). Nie przypuszczałam, że na horyzoncie szykuje się smakowity kąsek. Kiedy pojawił się Pitfall: The Lost Expedition, podeszłam do niego z dużą rezerwą. Po pierwsze, nie mam zaufania do kontynuacji dawnych przebojów, a Harry Pitfall to starszy pan, bo debiutował jeszcze na starutkich Atari. Po drugie, najpierw gra ukazała się na konsolach, a nie przepadam za konwersjami.

Bujaj się, Harry!

Sto lat, Harry! Harry zaczął karierę w 1982 r. na Atari 2600.

Sto lat, Harry! Harry zaczął karierę w 1982 r. na Atari 2600.

Pora przyznać się do pomyłki. Nowy Pitfall miło mnie zaskoczył. To jedna z gier, które oferują bardzo dobrą zabawę. Oczywiście, jeśli lubi się zręcznościówki. Miłośnicy strzelanek i strategii powinni trzymać się z dala od tej pozycji!

W Pitfall: The Lost Expedition znajdują się wszystkie obowiązkowe elementy dobrej, nowoczesnej gry zręcznościowej. Twórcy gry nie postawili na oryginalność, ale to zupełnie nie przeszkadza w dobrej zabawie. Jako dzielny Harry Pitfall, czyli taka Lara Croft w spodniach, bujasz się na lianach, przeskakujesz przez uzębione dziury (czyżby zmutowana wersja drapieżnej rosiczki?) i wspinasz się po górach. Przede wszystkim jednak skaczesz, skaczesz i jeszcze raz skaczesz po różnego rodzaju platformach. Oczywiście spadasz z nich, żeby podnieść się i grać dalej! Niektóre etapy można zbadać dopiero po zaopatrzeniu się w odpowiednie gadżety, takie jak lawoodporne buciki, pochodnia, rurka do oddychania pod wodą czy maska gazowa. Autorzy gry ciekawie opracowali ponad 40 poziomów, wśród których są m.in. dżungla, ruiny, góry.

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

Teraz Harry naprawdę się wkurzył. Jakaś małpa narobiła mu do gumowców

Teraz Harry naprawdę się wkurzył. Jakaś małpa narobiła mu do gumowców

Oczywiście nie mogło zabraknąć przeciwników, którzy zrobią wszystko, aby utrudnić ci życie. Na twojej drodze staną złośliwe małpy, niewychowani tubylcy, chciwi najemnicy i jadowite skorpiony. Harry zna jednak całkiem skuteczny zestaw kopniaków i ciosów, który dodatkowo uzupełnia w czasie zabawy np. o cios w stylu breakdance. Niestety, walka z przeciwnikami jest najgorzej dopracowanym elementem zabawy. Zbyt często polega ona na mozolnym uganianiu się za tubylcem kluczącym w krzakach (lub w innym elemencie krajobrazu). W czasie takich podchodów można łatwo stracić życie, co oczywiście wiąże się z powrotem do początku poziomu.

Kamera, która w większości przypadków zachowuje się całkiem przyzwoicie, w czasie walki często przeszkadza zamiast pomagać! Niedopracowane są także walki grupowe, które są jednym wielkim pokazem chaosu. Zmagania z małpami można przypłacić obłąkaniem, bo krzyki paru tych zwierzątek wykończą nawet najbardziej głuchego miłośnika dyskotek z muzyką techno.

Indiana Harry

Harry ćwiczy przed olimpiadą. Wystąpi w konkurencji 4 razy 400 dookoła bajorka

Harry ćwiczy przed olimpiadą. Wystąpi w konkurencji 4 razy 400 dookoła bajorka

Największą zaletą Pitfall: The Lost Expedition jest duża dawka humoru, która niezmiernie uatrakcyjnia zręcznościowe zmagania.

Harry, który bardzo przypomina Indianę Jonesa, jest błyskotliwy i sprytny. Wszystko co robi jest zabawne, bez względu na to, czy stroi miny w czasie rozmowy, teatralnie skrada się na paluszkach, próbuje uwolnić się z paszczy krokodyla czy schodzi (a właściwie zjeżdża) po drabinie, uderzając żuchwą w szczebelki. Animacje postaci rozbawią nawet największych ponuraków.

W zabawnym klimacie utrzymana jest też kolorowa grafika gry. Robi ona całkiem niezłe wrażenie, chociaż lepiej nie przyglądać się jej z bliska. Na każdym z poziomów jest wiele przyjemnych drobiazgów, takich jak np. skaczące żabki. W pewnym momencie można nawet poczuć się jak Alicja w Krainie Czarów, skacząc po platformach w kształcie... gigantycznych grzybów.

Od samego końca

Fabuła gry w wielu momentach stanowi doskonałą parodię poważnych filmów akcji. Zabawa zaczyna się zaskakująco, bo od samego środka (a może nawet końca?) czyli od przegranej walki Harry'ego z demoniczną bestią. Dopiero później dowiadujesz się, dlaczego twój bohater znalazł się w takiej niezręcznej sytuacji. Otóż leciał sobie do Peru i miło spędzał czas na pogawędkach z towarzyszami podróży, zwłaszcza z uroczą Nicole. Niestety, samolot miał awarię i rozbił się w dżungli. Harry, specjalista od trudnych zadań, postanowił uratować znajomych, co stało się początkiem zwariowanej przygody i wielu niebezpiecznych spotkań. Jak na dzielnego bohatera przystało, Pitfall oczywiście uratuje piękną księżniczkę i zdobędzie pół królestwa. Myślisz, że to nie ta bajka? Cóż, sam się przekonaj. Jeśli lubisz gry zręcznościowe, to Pitfall: The Lost Expedition na pewno cię nie zawiedzie!


Zobacz również