Płytowidy na start

Nagrywarki DVD na razie najliczniej reprezentowane są w sprzęcie komputerowym. Jednak ich głównym użytkownikiem ma być właściciel telewizora, a nie peceta. Dlatego prawdziwa wojna formatów rozgorzeje na rynku sprzętu stacjonarnego.

Nagrywarki DVD na razie najliczniej reprezentowane są w sprzęcie komputerowym. Jednak ich głównym użytkownikiem ma być właściciel telewizora, a nie peceta. Dlatego prawdziwa wojna formatów rozgorzeje na rynku sprzętu stacjonarnego.

Stacjonarne nagrywarki DVD, zwane też płytowidami, mimo ceny dwukrotnie wyższej od modeli komputerowych są spełnieniem marzeń o wygodnym, nowoczesnym zamienniku starego magnetowidu. Wszystko zamknięte jest w jednym pudełku podłączanym do każdego telewizora i sterowane pilotem z kanapy w pokoju dziennym. Przetestowaliśmy dwa modele stacjonarnych nagrywarek DVD, reprezentujące konkurencyjne formaty zapisu DVD: Panasonic DMR-E20 na płyty DVD-R i DVD-RAM oraz Philips DVDR1000 wykorzystujący DVD+RW. Wkrótce należy się spodziewać kolejnych modeli DVD+RW firm Sony i Thomson, a także urządzenia firmy Pioneer, nagrywającego w trzecim formacie, DVD-R/RW.

Jak magnetowid

Oba urządzenia są podobnych rozmiarów i przypominają konwencjonalne magnetowidy albo odtwarzacze DVD wysokiej klasy. Srebrne, aluminiowe panele czołowe sugerują, że mamy do czynienia z technologią najwyższej próby. Co ciekawe, Philips waży aż 8,8 kg - prawie dwukrotnie więcej niż Panasonic (5,6 kg).

Na płycie czołowej obu urządzeń znalazły się tylko podstawowe przyciski sterujące, bowiem resztę kontrolek wraz z dodatkowymi wejściami analogowymi audio/wideo typu cinch i S-video oraz cyfrowym i.Link (4-stykowe IEEE1394) ukryto pod odchylanymi panelami na spodzie części frontowej.

Philips i Panasonic oferują niemal identyczny zestaw gniazd połączeniowych: dwa złącza Scart, pary wejścia/wyjścia S-video, audio/wideo typu cinch oraz antenowego, a także optyczne, cyfrowe wyjścia audio (Philips ma ponadto wyjście koncentryczne). Do obsługi obu nagrywarek służą sporych rozmiarów piloty oraz ekranowe menu. Pilot zdalnego sterowania Philipsa z początku jest łatwiejszy w obsłudze niż odpowiednik z Panasonica, z czasem jednak okazuje się, że konstrukcja konkurencyjnego pilota jest wygodniejsza. Poruszanie się po menu w Panasonicu ułatwia niewielki joystick, który pełni swą funkcję znacznie lepiej niż cztery przyciski kierunku zastosowane w Philipsie.

Menu ekranowe w DVDR1000 jest funkcjonalne i przejrzyste, ale pod względem graficznym trochę siermiężne. Czasami jednak proste ikony w nim zastosowane są bardziej czytelne na ekranie niż eleganckie, kolorowe grafiki 3D Panasonica.

Zapiski z zapisu

Jedyną cechą wspólną nagrywania w Panasonicu i Philipsie jest właściwie tylko możliwość zapisywania i kasowania obrazów wideo. Nawet rozmiary i pojemność nośnika nie są identyczne, bowiem płyty DVD-RAM występują także w wersji dwustronnej (4,7 GB na stronę) i zmniejszonej (8 cm, 2,8 GB), ponadto umieszczone są w ochronnej kasecie (z możliwością wyjmowania).

Oba urządzenia oferują cztery tryby zapisu, różniące się jakością kodowania danych, a co za tym idzie - dostępnym czasem nagrywania. O ile tryby najwyższej i standardowej jakości dają w Panasonicu i Philipsie tyle samo miejsca na nośniku 4,7 GB (odpowiednio 1 i 2 godziny), to w trybach gorszej jakości Panasonic oferuje odpowiednio 4 i 6 godzin nagrania, Philips zaś - 3 i 4.

Do filmów z TV wystarczy tryb standardowy zbliżony jakością do DVD Video. Pozostałe programy można śmiało rejestrować z bardziej stratnym kodowaniem, ponieważ w trybie LP jakość i tak będzie lepsza niż w S-VHS, a w EP podobna do nagrań VHS. Programy z VHS mogą jednak być milsze dla oka, bo szumy analogowe są mniej irytujące od cyfrowych artefaktów. Mimo że obie nagrywarki odtwarzają sygnał Dolby Digital 5.1 i DTS, dźwięk na DVD zapisywany jest tylko dwukanałowo w systemie Dolby Digital, więc do pełni doznań DVD Video wciąż daleko.

Wybór trybu nagrywania w Panasonicu to po prostu wciśnięcie przycisku na pilocie podczas programowania czasowego, tuż przed włączeniem nagrywania lub po wstrzymaniu zapisu pauzą. Dla programowania czasowego można też włączyć tryb FR, automatycznie dostosowujący jakość do ilości wolnego miejsca. Tymczasem w Philipsie zmiany trybu dokonuje się tylko w ustawieniach ogólnych nagrywarki albo w programatorze czasowym. Jeśli więc zauważysz, że na rozpoczynający się właśnie program może zabraknąć miejsca na płycie, przełączenie trybu na niższą jakość zajmie sporo czasu.

Największe różnice występują jednak w sposobie nagrywania. Panasonic DMR-E20 sam znajduje wolne miejsce na krążku, w które "upycha" rejestrowany materiał. Philips natomiast zapisuje liniowo, co oznacza, że nagrywanie odbywa się jak w magnetowidzie: od wskazanego miejsca ciągle aż do końca programu. Taki system rejestracji to poważny minus DVDR1000, lecz gwarantuje zgodność płyty z odtwarzaczami DVD Video.

Panasonic DMR-E20 wyróżnia się bardzo wygodną i nowatorską funkcją jednoczesnego nagrywania i odtwarzania programów. W czasie nagrywania można oglądać wcześniej zapisany program albo właśnie rejestrowany. Funkcja Time Slip pozwala natomiast na szybki podgląd materiału zarejestrowanego 30 sekund wcześniej. Co więcej, można jednocześnie oglądać nagrywany program i już zapisany dzięki PIP (obraz w obrazie).

Edycja specjalna

Inna zasada działania widoczna jest też w sposobie edycji zapisanych programów. Philips opiera się na klasycznym podziale na ścieżki (programy) i rozdziały: podczas nagrywania co 5 minut wstawiane są znaczniki rozdziałów. Funkcję tę można wyłączyć, a znaczniki wstawiać ręcznie w trakcie zapisu lub edycji nagranego programu. DVDR1000 pozwala na ukrywanie - ale nie usuwanie - wskazanych rozdziałów, np. zawierających reklamy, jak również podzielenie programu na osobne ścieżki (programy), które można usuwać. By zapewnić zgodność z formatem DVD Video i innymi czytnikami, po edycji płyty należy wykonać "standaryzację", która trwa od kilku do kilkunastu minut.

Panasonic zamiast rozdziałów oferuje znaczniki ulubionych miejsc oraz tzw. play listy, czyli graficzny stół montażowy, w którym z nagranego materiału widocznego w oknie podglądu wybierasz najciekawsze sceny (na zasadzie od-do) i układasz w pożądanej kolejności na liście. Sceny daje się przenosić, usuwać, modyfikować i dodawać nowe. Możesz również skorzystać z funkcji częściowego kasowania. Nagrywarka pokaże okno podglądu programu i po wskazaniu punktu początkowego oraz końcowego zbędnej sceny można usunąć wybrany fragment. Odtwarzanie zmodyfikowanego programu jest płynne, w przeciwieństwie do płytowidu Philipsa, w którym wyraźny jest przeskok przez np. ukryty rozdział.

Zgodny, niezgodny

Philips DVDR1000 jest mniej wygodny w użytkowaniu niż Panasonic DMR-E20. Ma jednak dwie wielkie zalety: nagrane nim płyty DVD+RW są czytane przez większość odtwarzaczy DVD (szczególnie nowych), czyste nośniki zaś nie wymagają formatowania (po pierwszym nagraniu potrzeba tylko 2 minut na zapisanie niezbędnych informacji). W Panasonicu natomiast sformatowanie krążka DVD-RAM zajmuje od minuty (jeśli był zupełnie czysty) do aż 70 minut (gdy wcześniej sformatowano go w innym systemie plików niż UDF 2.0). Na dodatek zapisane w Panasonicu płyty mogą być odczytane tylko w napędach zgodnych z formatem DVD-RAM Video, a jest to dosłownie kilka modeli. Komputerowe napędy DVD-RAM oraz czytniki DVD firm Hitachi czy Toshiba odczytują zawartość krążka, ale jedynie najnowsze wersje niektórych dekoderów MPEG2 są w stanie odtworzyć programy, bo nie są one zgodne z DVD Video. Jeśli zależy Ci na zgodności z odtwarzaczami DVD, musisz nagrywać na płytach DVD-R jednorazowego zapisu. Wówczas jednak tracisz część funkcji dostępnych dla rejestracji na DVD-RAM i będziesz musiał dokonać finalizacji płyty, co trwa do 15 minut i uniemożliwia zapis kolejnych programów.

Wyrok bez wyroku

Trudno przesądzić, które z testowanych urządzeń jest lepsze. Większą wygodę obsługi zapewnia Panasonic DMR-E20, lecz nagrane nim płyty DVD-RAM można odtworzyć w niewielu czytnikach DVD. Philips DVDR1000 zapewnia większą zgodność z istniejącym sprzętem DVD, ale ustępuje konkurentowi pod względem funkcji i łatwości obsługi. Obie nagrywarki kosztują zbyt wiele jak na kieszeń przeciętnego użytkownika, a na dodatek promują niezgodne ze sobą formaty. Wygląda na to, że na prawdziwego, uniwersalnego następcę magnetowidu trzeba jeszcze poczekać przynajmniej rok.


Zobacz również