Pochwała standardów

W połowie października płatający figle los zapędził mnie do Hongkongu. Tydzień pobytu w tym najbardziej chyba zachodnim z azjatyckich miast pozwolił nabrać dystansu do problemów użytkownika Macintoshy w Polsce i przyjrzeć się, jak to wygląda na Dalekim Wschodzie, choć nie tak dalekim jak Japonia, która - jak wiadomo - jest dla Apple'a drugim po USA rynkiem.

W połowie października płatający figle los zapędził mnie do Hongkongu. Tydzień pobytu w tym najbardziej chyba zachodnim z azjatyckich miast pozwolił nabrać dystansu do problemów użytkownika Macintoshy w Polsce i przyjrzeć się, jak to wygląda na Dalekim Wschodzie, choć nie tak dalekim jak Japonia, która - jak wiadomo - jest dla Apple'a drugim po USA rynkiem.

Otóż, Panie i Panowie, w Hongkongu światem rządzą pecety. Daleki jestem od twierdzenia, że poznałem dogłębnie tamtejszy rynek, ale po wizycie w kilku szanowanych instytucjach (giełda, banki, port towarowy) oraz w kilku naprawdę dużych "towarowych domach komputerowych" idę o zakład, że widziałem mniej więcej rynkową średnią. A owa średnia wypada blado dla Apple'a. W dzielnicy Kowloon (słynącej z taniej elektroniki) udało mi się nawet znaleźć salon, a właściwie salonik z Macintoshami - był i 17-calowy iMac LCD i wszystko, co w porządnym salonie z jabłuszkiem być powinno. W Wan Chai Computer Center (dwupiętrowy targ komputerowy) z typowo makowych rzeczy udało mi się zobaczyć jedynie plakat z iMakiem LCD. I rzecz istotna - w sklepach z oprogramowaniem są całkiem spore działy poświęcone Macintoshom, a więc nie jest zupełnie źle.

Jednak brak sklepów z Macintoshami to nie aż taka tragedia (w końcu salonów Lexusa też jest mniej niż dealerów Fiata), kiedy przyjrzeć się dokładnie temu, co można znaleźć w tych pecetowych sklepach.

Otóż okazuje się, że znaczna część sprzedawanych tam gadżetów działa zarówno z pecetami, jak i z Macami. Najrozmaitsze peryferia USB, FireWire, twarde dyski, nagrywarki - wszystko to zwykle można włożyć lub podłączyć do Macintosha, bo Apple od kilku lat hołduje standardom branżowym i chwała Jobsowi za to.

W ten oto sposób jako użytkownik Macintosha nie czuję się wyobcowany w komputerowym świecie i właściwie na każdym kroku przy odrobinie dobrej woli można dostrzec tego przykłady. Ot choćby podczas podróży - dostaję plan spotkań napisany w Wordzie na pececie. Word v. X na moim PowerBooku odczytuje go bez problemu. Siadam sobie w holu jednego z wieżowców i korzystam z uprzejmości jego kierownictwa, które udostępniło bezprzewodowy Internet dla gości. Otwieram PowerBooka z kartą Airport, rejestruję się przez przeglądarkę i po chwili ściągam pocztę, surfuję, gawędzę na iChacie. Błogosławieństwo standardu Wi-Fi - bo przecież ten Internet bierze się w holu nie ze stacji Airport Apple'a, ale na pewno z jakichś tańszych urządzeń Linksysa czy innej firmy, wytwarzanych w rejonie chińskiego Shenzen, na Tajwanie albo na Filipinach.

Ale standard, to standard - bez kłopotu więc mogłem utrzymywać łączność.

Na kontakt ze światem pozwalał mi także telefon komórkowy. Rosnąca popularność telefonów wielosystemowych sprawia, że obawy w rodzaju "czy moja komórka będzie działała w kraju X", wkrótce przyjdzie nam wspominać niczym zabawę w wojnę w dzieciństwie - to se ne vrati. Dziś o wiele bardziej interesowało mnie, czy w kraju X będę miał swobodny dostęp do transmisji danych (kolejny standard ułatwiający życie).

W przypadku Hongkongu - zgrzytem był brak dostępu przez GPRS, choć bez kłopotu można było ściągać dane, łącząc się przez lokalny numer w jednej z sieci. Ile to kosztowało, przekonam się już wkrótce, z kolejnym rachunkiem. Natomiast w Londynie, gdzie kilka godzin przyszło mi czekać na samolot - transmisja danych przez GPRS działa dokładnie tak samo, jak w Polsce. Jestem przekonany, że transmisja pakietowa w roamingu na całym świecie będzie dostępna szybciej, niż nam się wydaje. Takie są po prostu prawa rynku. Przy obecnym spowolnieniu gospodarczym operatorzy będą się chwytać każdej okazji, by skusić klientów do wydania paru groszy.

Tani Internet w zasięgu ręki, nawet na wakacjach w Hiszpanii czy Egipcie. Czyż to nie brzmi jak gotowy tekst reklamy?

Rzym? Monaco? Nowy Jork? Hamburg? Praga? A może Koluszki? Nie będzie miało znaczenia, gdzie przyjdzie mi akurat ochota sprawdzić pocztę. Wyciągam komputer, a komórki nawet nie wyciągam z kieszeni, bo łączę się przez Bluetooth. Przesadziłem? No może trochę. Po co wyciągać w podróży komputer, skoro pocztę można ściągać i wysyłać bezpośrednio z komórki...


Zobacz również