Pod czujnym okiem cyfrowego szpiega

Według ekspertów wywiadowczych ze Stanów Zjednoczonych i Europy, globalny program zwany Projekt Echelon skanuje ruch w Internecie, komórkowe rozmowy telefoniczne, faksy i długodystansowe rozmowy telefoniczne w poszukiwaniu informacji o działaniach terrorystów i międzynarodowej przestępczości.

Program elektronicznego szpiegowania zwany Projekt Echelon realizowany jest przez amerykańską National Security Agency (NSA) oraz jej oddziały w Australii, Kanadzie, Nowej Zelandii i Wlk. Brytanii i polega na permanentnym skanowaniu i monitorowaniu wszelkich form elektronicznej komunikacji na świecie.

"Szukają gangsterów i narkotyków" - twierdzi John Pike, ekspert od zabezpieczeń i wywiadu Federacji Amerykańskich Naukowców (Federation of American Scientists). Szpiegowanie terrorystów i przestępców czy zdobywanie informacji o innych potencjalnych zagrożeniach dla społeczeństwa i państwa to teoretycznie szczytny cel, który w praktyce sprowadza się jednak do nieograniczonego wglądu w listy i rozmowy telefoniczne zwykłych obywateli. Echelon wykorzystuje system filtrowania informacji na podstawie słów kluczowych, takich jak np. "bomba", "broń", "amunicja", ale niewiele wiadomo na temat mechanizmu, za pomocą którego Echelon odróżnia wiadomości przesyłane przez prawdziwych przestępców od np. listu elektronicznego, opisującego wrażenia z najnowszej powieści Toma Clancy czy ostatniego odcinka "Nowojorskich gliniarzy", gdzie mogą pojawić się słowa "pistolet", "zamach", "spisek" itp.

Z serii raportów stworzonych w ramach programu Scientific and Technological Options Assessment prowadzonego przez Parlament Europejski wynika, że Echelon może przetworzyć milion wiadomości w ciągu 30 minut, wykorzystuje technologię "voiceprint" do skanowania rozmów telefonicznych oraz potężne mechanizmy wyszukiwania zwane "słownikami" do selekcji słów kluczowych, mogących wzbudzić zainteresowanie służb wywiadowczych.

"Tak naprawdę Echelon to czarna skrzynka i nikt spoza środowiska agentów wywiadu nie ma właściwie pojęcia, co jest w środku. Cel jego istnienia jest bardzo rozległy i sprowadza się do wszystkiego, co może wzbudzić zainteresowanie amerykańskiego rządu i reszty angielskojęzycznego świata. Nikt jednak nie ma pojęcia, co oni robią z tymi informacjami" - twierdzi Barry Steinhardt z ACLU (American Civil Liberties Union).


Zobacz również