Polska gra

Kilka lat temu śmialiśmy się z prymitywnych gierek powstających u naszych sąsiadów wschodnich i południowych. Dziś twórcy takich hitów zza miedzy, jak Mafia, Stalker czy Hegemonia, przeskoczyli nas o całą epokę.

Kilka lat temu śmialiśmy się z prymitywnych gierek powstających u naszych sąsiadów wschodnich i południowych. Dziś twórcy takich hitów zza miedzy, jak Mafia, Stalker czy Hegemonia, przeskoczyli nas o całą epokę.

Czy w Polsce powstają dobre gry komputerowe? Znalazłoby się wiele ciekawych, ale żadna nie zasłużyła na miano hitu. O sukcesie gry można mówić przy sprzedaży co najmniej 200-300 tysięcy egzemplarzy, a przekroczyć tej granicy nie udało się prawie żadnej polskiej produkcji. Nasi sąsiedzi tworzą coraz lepsze, coraz bardziej dopracowane tytuły. Operation Flashpoint, Mafia to tylko niektóre z hitów, które odniosły sukces na Zachodzie. Dlaczego nie ma wśród nich polskich gier, skoro w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i kilku miastach działają studia, które od lat zajmują się tworzeniem gier?

Adrian Chmielarz - People Can Fly
Zespołów tworzących gry komputerowe uzbiera się w Polsce kilkanaście. W sumie to środowisko liczące około 200-300 osób. Niestety, krajowy rynek jest osłabiony przez piratów i za mały, aby opłacało się tworzyć gry komputerowe przeznaczone tylko do rozpowszechniania w Polsce. Dlatego nasi producenci opracowują gry z myślą o zachodnich rynkach. Oczywiście, zespoły tworzące gry są za małe i za słabe, aby mogły myśleć o samodzielnym wydawaniu swych tytułów. Grę zwykle sprzedaje wydawca, który bierze na siebie dystrybucję i marketing. Często pojawia się też producent. Finansuje powstanie gry i szuka wydawców w różnych krajach.

Z przychodów ze sprzedaży tworzonych w Polsce gier za granicą w sumie uzbiera się kilka milionów dolarów rocznie, poprawiających wicepremierowi Kołodce ujemny bilans zagranicznej wymiany handlowej. Suma ta jest znaczącą pozycją w niskim poziomie eksportu polskiego oprogramowania (to być może również jedna z odpowiedzi, dlaczego nie potrafimy robić supergier - po prostu w ogóle bardzo mało innowacyjnego software'u powstaje w Polsce). Produkcja gier jednak ma mało wspólnego z tworzeniem programów informatycznych. "To dziedzina zdecydowanie bliższa show-biznesowi niż informatyce" - uważa Grzegorz Miechowski z Metropolis Software. "Tworzenie gier komputerowych staje się przemysłem, podobnie jak kiedyś stało się to z filmem" - dodaje Paweł Kalinowski z Mirage Interactive. Niestety, do tego etapu nam daleko. Tworzone w Polsce gry powstają prawie wyłącznie na komputery PC, bo produkcja jest kilkakrotnie tańsza niż w przypadku konsol. Tymczasem udział platformy PC w światowym rynku gier spada, a my daliśmy się wyprzedzić sąsiadom. Ten podział staje się coraz bardziej drastyczny - Czesi, Węgrzy i Rosjanie tworzą coraz lepsze gry i otrzymują coraz więcej pieniędzy na ich produkcję. Odwrotnie niż u nas, gdzie słabe gry przynoszą małe zyski i nie pozwalają na dalszy rozwój zespołów.

"Polscy developerzy szukają swojej drogi na przeżycie. Mam świadomość, że nasza nowa gra World Wide War nie zostanie oceniona wysoko, ale nie da się zrobić lepszej w tych warunkach, w jakich się znajdujemy" - szczerze przyznaje Paweł Kalinowski. Niektórzy wolą skupić się na tworzeniu prostszych rzeczy, na przykład gier dla dzieci czy produkcji słabych gier dla mniej zasobnych klientów. Chodzi przede wszystkim o skrócenie czasu powstawania gry do kilku miesięcy, dzięki czemu produkcja danego tytułu jest tańsza.

Ci, którzy jeszcze nie zrezygnowali z ambicji, zdają sobie sprawę, że potrzebują sukcesu jak nigdy dotąd. Zarówno Techland z budzącym wielkie oczekiwania Chrome, jak i Topware z Polanie II wiele ryzykują w przypadku niepowodzenia swoich projektów. Zespoły developerskie zainwestowały bowiem w te gry ogromne środki.

Po pierwsze, nie ma armat

Paweł Kalinowski - Mirage Interactive
Prawie wszyscy developerzy są zgodni, wskazując na podstawową przyczynę obecnej mizerii. Rzecz sprowadza się do braku pieniędzy. "Realia są takie, że przeciętny polski developer cieszy się, jeśli w ogóle uda mu się podpisać umowę na grę, a ponieważ przeważnie jest to umowa na projekt tani, z byle kim, byle tylko przetrwać, byle tylko było co robić, marzenia o podbiciu świata trzeba włożyć między bajki" - uważa Adrian Chmielarz z People Can Fly.

Niestety, do tej pory nie zdarzyło się, aby w tworzenie gier zechciał zainwestować ktoś spoza branży. "Gdybym poszedł do banku, prosząc o sfinansowanie projektu tworzenia gry komputerowej, to pewnie pękaliby ze śmiechu" - mówi Grzegorz Miechowski. "Banki i inne tego rodzaju instytucje w Polsce nie zainwestują w przedsięwzięcia wirtualne" - twierdzi Tomasz Mazur, prezes Cenega Poland, jednego z większych wydawców gier w naszym kraju.

Do zrobienia dobrej gry potrzebne są: zapał, dobry zespół, błyskotliwy pomysł, ale to nie wszystko. "Nie oszukujmy się, że można stworzyć dobrą grę komputerową bez pieniędzy" - dodaje Tomasz Mazur. Ile potrzeba dokładnie?

W polskich warunkach co najmniej

200 tysięcy dolarów. Niewiele zespołów ma do dyspozycji takie środki - i tak skromne w porównaniu z budżetami, jakimi dysponują developerzy za granicą. Gdy nie ma innego źródła finansowania, za grę musi płacić producent, a pensje zespołu, komputery, drogie oprogramowanie potrzebne do tworzenia gier pochłaniają zasoby pieniężne bardzo szybko. Producent musi więc mieć zaufanie, że developer zrobi dobrą grę i nie zmarnuje powierzonych mu środków.

Ale skąd miałaby brać źródło owa dobra opinia, skoro brakuje tytułów z Polski rodem, które odniosłyby znaczący sukces? Tak zamyka się zaklęte koło niemożności. Bez pieniędzy nie zrobi się dobrej gry, a skoro nie było dobrej gry, to trudno o pieniądze na następną. "W niektórych przypadkach zwyczajnie zabrakło naszym firmom szczęścia. Miały dobre produkty, ale zawiedli wydawcy, którzy nie potrafili zadbać o ich dobrą sprzedaż" - mówi Tomasz Mazur. Problem w tym, że czas działa na naszą niekorzyść. Dawniej rynek nie był tak zatłoczony. Gry na PC powstawały jedynie w USA, obecnie wydawcy mogą przebierać jak w ulęgałkach produkty zespołów developerskich z różnych krajów. Co gorsza, ta nadprodukcja sprawia, że wydawcy coraz częściej chcą płacić tantiemy od sprzedaży, nie zaś finansować produkcję i płacić konkretne sumy za gotowy produkt. "Na świecie bankrutują znane firmy z tej branży. Jeszcze niedawno to było nie do pomyślenia" - mówi Tomasz Mazur. Można by więc rzec, że nasze przysłowiowe 5 minut już minęło.

W tej sytuacji polskim developerom pozostaje jedynie tworzenie gier, które być może mogą zapewnić trwanie poszczególnym zespołom, ale nie zyskają sławy i nie odniosą sukcesów, które sprawią, że na kolejne produkcje znajdą się większe środki finansowe.

Teoretycznie szansą dla nas mogłyby być produkty stanowiące przełom, inne od wszystkiego, co dostępne dzisiaj na rynku. Gdyby taki nowatorski pomysł chwycił, gra od razu stałaby się widoczna, nawet gdyby miała na przykład słabą grafikę. Niestety, na przeszkodzie stoi, po pierwsze, sytuacja na rynku gier komputerowych, również dotkniętych recesją. Wydawcy i producenci stawiają na pewniaki, a więc gry łatwe do natychmiastowego zaszufladkowania do określonej kategorii. Po drugie, polskim twórcom brakuje pomysłów. Do tej pory nie byli w stanie wyrwać się ze znanych schematów i wszystkie produkcje, nad którymi zaczynają pracę, to kalki znanych gier (przykładem są The Roots i Fistful of Gold).

Dlatego Paweł Zawodny z Techlandu uważa, że nie można wszystkiego sprowadzać do pieniędzy.


Zobacz również