Porno - nie tak wiele, jak myślano

Zgodnie z przeprowadzonymi właśnie badaniami, w których wzięto pod lupę zapytania kierowane do wyszukiwarek Microsoftu i Google oraz skoków na przypadkowo dobrane witryny, zaledwie ok. 1 procent stron w Sieci zawiera pornografię.

Testy przeprowadził Philip B. Stark, profesor statystyki na University of California (Berkeley, USA). Jego wyniki niezbyt zadowoliły Departament Sprawiedliwości, który domaga się kar więzienia dla twórców pornowitryn, zgodnie zresztą z podpisaną przez Billa Clintona w 1998 roku ustawą Children's Online Protection Act.

Akt zaskarżono jako niezgodny z konstytucją i do 2005 roku toczyły się na jego temat dyskusje m.in. w Sądzie Najwyższym. Wtedy to został odesłany z powrotem do sądu niższej instancji, by jeszcze raz przyjrzano mu się z uwzględnieniem mechanizmów filtrowania treści.

Zgodnie z badaniem Starka zaledwie 6 procent wszystkich zapytań powoduje wyświetlenie wyników odsyłających do pornografii, choć ona sama cieszy się sporym wzięciem. Profesor zauważył również, że mechanizmy filtrujące blokują dużą liczbę godnych uwagi witryn, które pornografii nie zawierają.

Jeden z obserwatorów całej akcji podsumował badanie stwierdzeniem, iż właśnie udowodniono, że - wbrew temu, co podejrzewają niektórzy ludzie - Internet jest tak samo przesycony seksualnością jak jego twórca: człowiek.


Zobacz również