"Prawo do bycia zapomnianym" stwarza dziwne sytuacje

Decyzja Trybunału Sprawiedliwości UE o "prawie do zapomnienia internauty" przez Google przyjęta została entuzjastycznie. Wiadomo - prywatność rzecz święta. Ale jego wprowadzenie wywołało nieprzewidziane skutki.

Jak informuje The Guardian, z wyników wyszukiwania przez Google znikają strony z artykułami i felietonami gazety. Teksty te zawierają nazwiska osób, które nie chcą być znalezione w sieci. Zarówno The Guardian, jak i BBC oraz Daily Mail otrzymały powiadomienie (poprzez Google Webmaster Tools) następującej treści: "Z przykrością zawiadamiamy, że z powodów prawnych nie możemy dłużej pokazywać następujących stron z waszej witryny:" - i tu następuje lista linków. Na nich znajduje się między innymi artykuły o piłkarskim sędzim Dougiem McDonaldzie, który popełnił poważny błąd podczas jednego z meczów ligi szkockiej. Po tej aferze został wyrzucony z zawodu, jednak przez "prawo do zapomnienia" nie będzie można teraz odnaleźć żadnych tekstów na ten temat, które widniały w internetowych wydaniach wymienionych gazet.

O ile spraw sędziego to "lżejszy kaliber", o tyle prawo do zapomnienia będzie obowiązywać również w przypadku sprawców przestępstw oraz rozmaitych afer. Od momentu wejścia w życie "prawa do bycia zapomnianym" Google otrzymało 70 tysięcy żądań usunięcia linków. Pierwszego dnia było to 12 tysięcy, potem ilość szybko spadała i obecnie wynosi ok. 1000 dziennie. Zarówno Daily Mail, jak i The Guardian nazwały usunięcie linków do ich tekstów "cenzurą, która narusza wolność prasy".


Zobacz również