Producenci drukarek mogli łamać nasze prawa

Mieszkańcy Unii Europejskiej powinni być wdzięczni swoim władzom. Szpiegujące użytkowników drukarki laserowe wywołały burzę na całym świecie, jednak tylko na Starym Kontynencie Komisja Europejska postanowiła poważniej przyjrzeć się sprawie.

Żółte punkty wyprodukowane przez Xeroksa

Żółte punkty wyprodukowane przez Xeroksa

Problem wypłynął w 2005 roku, gdy organizacja EEF podała listę urządzeń, które znakują wydruki czyniąc je niepowtarzalnymi, a ich twórców - łatwymi do wytropienia. Producenci tłumaczyli się wtedy, że urządzenia robią to, by utrudnić pracę fałszerzom (patrz: "Twoja drukarka też Cię szpieguje!").

Choć intencje były dobre, nie da się ukryć, że ucierpiała na tym również prywatność normalnych obywateli. Agencje rządowe nigdy nie zdradziły, czy niemal niewidoczne żółte kropki służą tylko do ścigania oszustów, czy może stosuje się je w jeszcze jakichś dochodzeniach.

Przedstawiciele politycznych mniejszości obawiali się wręcz, że są bezustannie "namierzani".

Unia Europejska bada zagadnienie

Komisja Europejska ma zamiar bliżej przyjrzeć się znakowanym wydrukom. Zdaniem zajmującego się sprawą komisarza producenci drukarek prawdopodobnie nie popełnili żadnego wykroczenia - kolejne badania mają zadecydować, czy nie złamali praw człowieka, a zwłaszcza prawa do prywatności.

Warto przypomnieć, że aby odczytać żółte znaki, nie trzeba dysponować specjalistycznym sprzętem. Wystarczy lupa i odrobina cierpliwości.

Patrz też: "Powrót szpiegujących laserówek"


Zobacz również