Prognozy na rok 2005

Inwestorzy, konsumenci i przedsiębiorcy mieli wiele problemów w 2004 roku: wysokie ceny ropy naftowej, zbyt wolny przyrost nowych miejsc pracy, wahania na rynkach akcji. Znaleźli się w znacznie gorszej sytuacji, niż 4 lata temu. Jednak wiele wskazuje na to, że rok skończył się dobrze. Ceny ropy spadły w grudniu, wzrosło zatrudnienie, poprawiły się wyniki firm - pisze Knowledge at Wharton.

Czy negatywne trendy ubiegłego roku znajdą kontynuację w 2005 roku? Zdaniem czwórki ekspertów z Uniwersytetu Wharton, nadchodzący rok przyniesie przyzwoite, choć nie oszołamiające korzyści ze wzrostu gospodarczego, poprawę na giełdach. Dostrzegają jednak niebezpieczeństwo w rosnącym deficycie budżetowym i w spadku wartości dolara.

"Wygląda to dość dobrze" - komentuje sytuację gospodarczą i rynek akcji Jeremy Siegel, profesor w katedrze finansów. "Możemy mieć 3,5 do 4% realnego wzrostu (PKB), z bardzo umiarkowaną inflacją na poziomie 2,5%" - dodaje. Liderzy korporacji ankietowani niedawno przez Business Roundtable, mają podobne oczekiwania - wzrost gospodarczy na poziomie 3,5%.

Profesor finansów i ekonomii w Wharton, Richard Marston twierdzi, że w 2005 roku "zdrowa gospodarka będzie w środkowym stadium ekspansji". Zyski przedsiębiorstw nie będą rosły jednak tak szybko jak w roku 2004.

Siegel przewiduje, że rynek akcji wygeneruje w przyszłym roku przeciętne zyski, zwrot na poziomie 6-10%. Spaść może natomiast wartość amerykańskich obligacji, jeśli Fed będzie nadal podnosił stopy procentowe.

Zdaniem profesora z katedry finansów, Marshalla E. Blume'a, mimo, że inwestorzy raczej nie powtórzą stylu osiągania zysków na giełdzie z lat 90., w tym roku prawdopodobnie nie będą cierpieć z powodu głębokich dołków, które charakteryzowały rynki w ostatnich latach. "Można oczekiwać powolnego, stabilnego wzrostu. Poziom ryzyka rynkowego jest niski. Nie należy obawiać się jakichś niespodzianek" - uważa Blume. Jego zdaniem poprawi się sytuacja na rynku pracy.

Oczywiście ten rok nie będzie usłany różami, pojawi się kilka problemów, które będą nękać gospodarkę. Na przykład, jeśli Fed podniesie stopy procentowe, aby aby zmniejszyć liczbę kredytów i zredukować inflację, może nastąpić ograniczenie wydatków konsumenckich i wydatków przedsiębiorstw. W dodatku w ostatnich latach rosnący rynek nieruchomości pomagał w utrzymaniu wzrostu gospodarczego. Teraz ekonomiści przewidują pogorszenie sytuacji na tym rynku z powodu wysokich cen i podwyżek stóp procentowych. Miliony Amerykanów wzięło kredyty hipoteczne o zmiennej stopie oprocentowania, a gdy zobaczą jak rosną miesięczne raty w rytm decyzji Fed, zamienią mieszkania na tańsze.

Profesor finansów, David Musto, stwierdził, że wysokie oprocentowanie kredytów hipotecznych, spadające ceny domów lub oba te czynniki jednocześnie, mogą mieć poważne skutki, nie do końca uświadamiane w tej chwili. Ludzie ugrzęzną w sytuacji, w której będą posiadaczami domów nie wartych już swojej ceny, będą się martwić rosnącymi kosztami kredytów hipotecznych, i mogą raczej pogrążyć się w stagnacji niż zmieniać pracę. A migracja ludzi do miejsc pracy, w których są najbardziej produktywni, jest bardzo korzystna dla gospodarki.

Poza innymi dość oczywistymi niebezpieczeństwami, takimi jak pogarszająca się sytuacja w Iraku czy ataki terrorystyczne na USA, Marston martwi się możliwością kontynuacji trendu spadkowego kursu USD. Tani dolar pomaga amerykańskim firmom eksportować. Jednak jeśli nadal będzie się osłabiał, zagraniczni inwestorzy, w tym rządy Chin, Japonii, mogą zacząć wyprzedawać amerykańskie obligacje skarbowe i dolar będzie spadał nadal. Aby przyciągnąć inwestorów, obligacje będą musiały zdrożeć, powodując wzrost kosztów kredytów hipotecznych i innych, co spowoduje spowolnienie wzrostu gospodarczego.

Na podstawie Knowledge at Wharton "The economic outlook for 2005"


Zobacz również