Przekleństwo charyzmy

Supergwiazdorstwo jest dobre dla szefów, ale wcale nie jest dobre dla firm.

To teza artykułu, który niedawno ukazał się w The Economist. Wiele amerykańskich korporacji przeżywa poważne kłopoty. Jednym ze sposobów na ich ratowanie ma być przyjmowanie nowych szefów. Jak zauważa The Economist, osoby, które ostatnio weszły w skład zarządów takich firm, raczej nie zostały wybrane ze względu na efektowną osobowość. Mowa tu o ludziach takich jak np. Glenn Tilton, który przeszedł z ChevronTexaco aby ratować UnitedAirlines – dyrektor ten określany jako „niezwykle pracowity”. Edward Breen, z Motoroli, który ma uporządkować sytuację zastaną po słynnym Dennisie Kozlowskim w Tyco czy Sir Nick Scheele, dyrektor wykonawczy w Fordzie, kontrastujący z ekscentrycznym Jacquesem Nasserem, prezentują raczej zestaw cech sugerujących bezpieczeństwo, a nie charyzmatyczny typ osobowości.

Skończył się również czas nerwowego poszukiwania „za wszelką cenę” charyzmatycznych przywódców. Jak pisze na łamach Harvard Business Review Rakesh Khunara, firmy przyjmują takie osoby, ponieważ wierzą, pomimo oczywistych dowodów na niesłuszność tej tezy, że szef może mieć niemal czarodziejski wpływ na wyniki firmy. Większość badań sugeruje, że w 10-20% wyniki zależą od klimatu ekonomicznego, a w 30-40% od kondycji danego sektora. Nadal jednak około 35-60% odpowiedzialności za pomyślność firmy spoczywa na niej samej.

Wiara w wielkie możliwości sprawcze szefów sprawia, że gdy sprawy zaczynają przybierać zły obrót, firmy ochoczo ich porzucają. Zwolnienia to 37% wszystkich zmian na stanowiskach dyrektorskich. Przedsiębiorstwa, które wyrzucają swoich dyrektorów są trzy razy bardziej skłonne niż pozostałe, zatrudnić na ich miejsce kogoś spoza firmy. Często wybór pada właśnie na jakąś ekscentryczną sławę. Jednak, jak twierdzi Margarete Wiersema z University of California, charyzmatyczni następcy wcale nie poprawiają wyników uzyskanych przez swoich poprzedników. „Nowi” wypracowują niewielką różnicę, jeśli w ogóle, w zyskach i cenach akcji.

Szacunek pracowników zdaje się być jedyną niezaprzeczalną korzyścią wynikającą z charyzmy przywódcy. Henri Tosi z University of Florida zbadał wpływ charyzmatycznych osobowości dyrektorów wykonawczych z 59 dużych amerykańskich firm na wyniki przedsiębiorstw. Okazało się, że trudno znaleźć jakiekolwiek zależności. Przy okazji wyszło na jaw, że ci charyzmatyczni mają większe pensje niż ich skromniejsi koledzy. Charyzma jest więc dobra dla szefów, natomiast mało opłacalna dla udziałowców firmy.


Zobacz również