Przemiana Disneya

Nowe szaty króla to dowód, że studio Disneya, chcąc dorównać coraz mocniejszej konkurencji, stawia na nowych bohaterów - bardziej przebojowych i o wiele bliższych współczesnym, wygadanym dzieciakom.

Nowe szaty króla to dowód, że studio Disneya, chcąc dorównać coraz mocniejszej konkurencji, stawia na nowych bohaterów - bardziej przebojowych i o wiele bliższych współczesnym, wygadanym dzieciakom.

Nowe szaty króla to historia młodego i aroganckiego księcia Kuzco, który popada w konflikt ze starą doradczynią Ysmą. W międzyczasie zraża do siebie skromnego i dobrego chłopa Pacho. Ysma pragnie się pozbyć księcia. Pomaga jej w tym sługa - świetnie gotujący, dobrze zbudowany Kronko. Zachodzi jednak pomyłka. Kuzco zamiast umrzeć w cierpieniach przemienia się w lamę. Przypadkowo trafia na wóz Pachy. Od tej pory zaczyna się wędrówka, dzięki której Kuzco zmieni się w dobrego władcę. W jego poszukiwaniu wyrusza Kronko wraz z Ysmą. Oto cztery główne postacie, wokół których toczy się akcja. Ich imiona brzmią egzotycznie, bo wszystko dzieje się w plenerach któregoś z państw Ameryki Południowej, prawdopodobnie graniczącego z Andami.

Na dworze

Nowe szaty króla to produkcja studia Disneya, wykonana nieco zadziwiającą kreską. Przypomina nieco Drogę do El Dorado, ale nie chodzi o symbole, lecz właśnie o główne postacie. Z Disneya zachowała się prostota w zabudowie drugiego planu. Metoda ta z pewnością ułatwia skoncentrowanie się na głównych bohaterach i wątkach.

Po tej produkcji widać, że skostniałe studio Disneya poszukuje nowych pomysłów, stosując różne techniki prezentacji i ujęć niczym z filmu sensacyjnego z elementami teledysku w scenach muzycznych. Przez ostatnie lata, poza produkcjami w stylu Króla lwa, w studiu tworzono głównie drugie części dobrze znanych przebojów filmowych albo takich spektakularnych historii, jak Dinozaur. Niestety, Nowe szaty króla nie mają rewolucyjnego potencjału. Są jednak wyrazem poszukiwań, w efekcie których zdecydowano się przełamać dość konserwatywną, a może zbyt klasyczną formułę. Film, przy tym wszystkim, jest z pewnością zabawny i pomysłowy.

W głąb dżungli

Obraz zapisany w formacie 1,68:1 nie ma właściwie żadnych wyraźnych skaz czy zanieczyszczeń. Jak na film animowany miejscami odnosi się wrażenie, że kolorystyka jest nieco wyblakła. Zdarza się to bardzo rzadko i wynika zapewne z wizji artystycznej twórców. Pod względem dźwiękowym daje się zauważyć spore zróżnicowanie. Po pierwsze, ścieżka angielska jest sześciokanałowa, a polska jedynie dwu. Choć film nie zawiera zbyt wielu momentów, w których wszystkie głośniki mają naprawdę co robić, wypada bez porównania bardziej interesująco w DD 5.1. Całe szczęście, że są polskie napisy. Warto jednak zapoznać się z dubbingiem, a że film jest dla dzieci, to zapewne większość widzów wybierze tę opcję. Bardzo dobre tłumaczenie Bartka Wierzbięty robi świetne wrażenie. Polecam tę wersję dźwiękową młodzieży i dzieciom - powinna ubawić zarówno jednych, jak i drugich.

Przyjemnie zaskakuje również liczba dodatków. W oddzielnej sekcji menu umieszczono 3 zwiastuny filmów Disneya. Niestety, pokazują się za każdym razem, kiedy uruchamiamy płytę. Dobrze, że można je przewinąć. Dziwi także drobne niechlujstwo: na początku możemy wybrać wersję hiszpańską i angielską - po wyborze tej drugiej plansze zapowiedzi wciąż jednak są hiszpańskojęzyczne.

Przejdźmy jednak do dodatków. Na pierwszy rzut oka jest ich niewiele, ale po bliższym przyjrzeniu się znajdujemy napis "more", czyli możemy szukać dalej. Na pierwszej planszy wybrać można scenę usuniętą, teledysk Walk the llama, llama oraz krótki instruktaż kroków tanecznych lamy. Sekwencja, która nie znalazła się w filmie, to zniszczenie wioski Pacha. W kolejnej odsłonie menu z dodatkami znajdujemy między innymi grę. Powinna sprawić przyjemność wszystkim dzieciom, znającym język angielski. Polega ona na odpowiadaniu na pytania z filmu. Dzięki temu można odmienić los księcia. Następnie czeka nas dokument o kulisach produkcji. Został podzielony na 3 części, dzięki czemu można wybrać tę najbardziej interesującą. Dla mnie był to fragment poświęcony zastosowanym technikom komputerowym spod znaku CGI. Poza tym zobaczyć można znanego piosenkarza Stinga, komponującego piosenkę, i zwiastun. Na płycie znalazł się też komentarz twórców i trzeba przyznać, że jest o czym posłuchać. Dzięki niemu odkrywamy ten film na nowo i możemy spojrzeć na niego z całkiem innej perspektywy...


Zobacz również