Przestańmy nazywać odkurzacze robotami

Trudno mi zaakceptować, że jeżdżące wciągacze kurzu wrzucamy do tego samego worka, co dzieła geniuszy z Massachusetts Institute of Technology. Niedoskonała terminologia może wprowadzać w błąd kupujących elektronikę.

ASIMO

Roboty w hipermarketach

Nagłówki serwisów internetowych krzyczą, że sieć hipermarketów Auchan testuje w swoich sklepach roboty. Mają pomagać klientom, zwłaszcza kobietom w ciąży i niepełnosprawnym. Lubię innowacje, jestem zaintrygowany. Włączam film i widzę… wózek na kółkach, którego nie trzeba pchać, tylko jeździ sam.

Nie ma we mnie zgody na nazywanie takiego sprzętu tak samo, jak niesamowitego ASIMO produkcji Hondy, któremu kiedyś miałem okazję przybić piątkę i który ma tak precyzyjne ruchy palców dłoni, że może nalać herbatę. Potrafi grać w piłkę. I tańczy lepiej niż ja.

Zobacz również:

Odkurzacze robotyczne i roboty odkurzające

Jeżdżące odkurzacze to świetny wynalazek. Od kilku lat obserwuję kolejne firmy, które wypuszczają je na rynek. Świetnie, że robią się coraz tańsze i bardziej powszechne. Niewykluczone, że dzięki nim wielu mężczyzn polubiło sprzątanie. Ale czy naprawdę jest sens nazywać je robotami?

Jasne, definicja się zgadza, robot to po prostu „mechaniczne urządzenie wykonujące automatycznie pewne zadania”. „Roboty kuchenne” jakoś są z nami od lat, nazwa się przyjęła. A przeze mnie być może przemawia chłopak, który w dzieciństwie naoglądał się filmów science-fiction i dla niego robot musi mieć aparycję Terminatora. Być może. Ale nazywanie miksera robotem nie jest normalne i już.

Dla mnie robot wygląda tak:

Robot, dron i droid

Nie mam natomiast najmniejszego problemu z nazywaniem robotem (albo nawet robo-pszczołą) pierwszego na świecie autonomicznego urządzenia latającego, które potrafi zapylać rośliny. Właśnie powstało. W polskim laboratorium! Jego twórcą jest dr Rafał Dalewski z Politechniki Warszawskiej.

Kadr z serialu "Black Mirror", którego scenarzyści też wymyślili robo-pszczoły

Kadr z serialu "Black Mirror", którego scenarzyści też wymyślili robo-pszczoły

Moje rozterki to nic w porównaniu z problemami, jakie miał dr Dalewski z nazwaniem swojego dzieła. Lata, więc to teoretycznie dron. Ale "drone" to po angielsku "truteń", czyli samiec pszczoły. A samce nie zapylają!

Dr Dalewski postawił więc na nazwę droid. Ładnie. Tyle tylko, że monopol na komercyjne użycie słowa „droid” mają twórcy „Gwiezdnych Wojen” (!), więc musiał uzyskać od nich zgodę (!!).

Droid z "Gwiezdnych wojen"

Droid z "Gwiezdnych wojen"

Udało mu się. Robo-pszczoła oficjalnie nazywa się B-Droid. A odkurzacze niech pozostaną odkurzaczami. Jeśli nie na półkach w sklepach, to przynajmniej w zwykłej komunikacji międzyludzkiej.


Zobacz również