Reah

Któż z nas będąc dzieckiem nie miał marzeń związanych z przygodami, odkryciami, podróżami? Chyba każdy chciał kiedyś stąpać po dziewiczym terenie, rozwiązywać skomplikowane zagadki lub badać pozostałości pradawnych cywilizacji.

Któż z nas będąc dzieckiem nie miał marzeń związanych z przygodami, odkryciami, podróżami? Chyba każdy chciał kiedyś stąpać po dziewiczym terenie, rozwiązywać skomplikowane zagadki lub badać pozostałości pradawnych cywilizacji. Jest to jedno z szablonowych, niespełnionych marzeń każdego nastolatka, który z wypiekami na policzkach śledził losy tytułowego bohatera trylogii "Indiana Jones", czy przygody gromadki dzieci z filmu "Goonies". Za sprawą polskiej grupy L.K.Avalon, w nasze ręce trafia produkt, który choć po części stara się zrealizować marzenie z dzieciństwa. Reah, to dowód w pełni potwierdzający twierdzenie "Polak potrafi". Gra bazuje na rozwiązaniu zastosowanym w grze Myst, czy niedawno wydanej kontynuacji - Riven. Osobom, dla których tytuły te nie są obce, nie trzeba Reah zbytnio rekomendować. Niewątpliwie mocną stroną tychże pozycji jest nietuzinkowa, oryginalna fabuła.

W czasach obecnych panuje moda na gry lekkie, łatwe i przyjemne (wash&go), czyli takie które nie prowadzą do przegrzania szarych komórek, a pozwalają odreagować nerwy kumulowane przez cały dzień pracy lub nauki. Nabywając tę grę, nabywamy bilet na morderczy maraton dla mózgu i kilka(naście) nieprzespanych nocy. Akcja przenosi nas do niezbyt odległej przyszłości. Wcielamy się w skórę osoby wykonującej najniewdzięczniejszy, najbardziej ryzykowny i niezdrowy zawód świata - dziennikarza. Wiadomo, gdzie diabeł nie może, tam dziennikarza poślą. Pojedzie, wywęszy, napsuje i jeszcze mu za to zapłacą.

Na bezludnej, pustynnej planecie Reah, dokonano dziwnego znaleziska. Wygrzebano z piachu coś w rodzaju bramy do innego wymiaru, rodem z filmu Stargate. Nasze wrota nie służą jednak do odległych, kosmicznych podróży, lecz do przemieszczania się między wymiarami. Wszystko co przekroczy "portal" ląduje na tej samej planecie, lecz w wymiarze alternatywnym. Wymiar ten rządzi się swoimi prawami. Gardzi najnowszymi zdobyczami ludzkiej cywilizacji, które po prostu przestają działać. Jedynym źródłem informacji o tym świecie może być relacja naocznych światków. Wojsko w celu bliższego poznania wymiaru wysyła ekspedycję naukową. Cała sprawa okryta jest oczywiście ścisłą tajemnicą, aż do chwili... gdy wojskowi proponują wyprawę przez portal naszemu pupilkowi. Niezłe. Wysłać rządnego sensacji gryzipiórka w miejsce o największym priorytecie tajności. W chwili gdy przekraczamy granicę innego wymiary, portal przestaje działać. Jak wielkie jest nasze zdziwienie, gdy stwierdzamy, iż ludność zamieszkująca owe miasto twierdzi, że już tu wcześniej byliśmy. To jedynie przedsmak tego, co oferuje nam Reah.

Gra zajmuje 6 płyt CD (wkrótce planowana jest wersja na DVD-ROM) i jest to objętość w pełni uzasadniona. Istnieje 7 wersji językowych programu: angielska, niemiecka, francuska, holenderska, włoska, polska. Podczas instalacji zmuszeni jesteśmy poświęcić nie tak małą część dysku, bo ponad 100MB. Nie jest to bynajmniej spowodowane nieprzemyślaną konstrukcją, lecz niezbędną koniecznością. Wszystkie scenerie jakie zwiedzamy zostały wcześniej wyrenderowane i skompilowane do plików AVI. Podczas przemieszczania się z miejsca na miejsca, obracania głowy, wykonywania czynności, animacje są tylko odtwarzane, stąd niewygórowane wymogi w kierunku szybkości procesora. Niestety, wiąże się z tym pewna niedogodność - nie mamy możliwości zajrzenia, bądź udania się w dowolnie obrany punkt ekranu. Tą skazą obciążone są wszystkie gry tego typu. Jednak swoboda obserwacji jest spora i powinna zadowolić każdego. Odgrywanie animacji wiąże się z ciągłym dostępem do pliku. Przy takim rozwiązaniu nie ma mowy o podzieleniu czasu na odtwarzanie animacji i jednoczesne odgrywanie ścieżki dźwiękowej. Cały podkład muzyczny wstępnie kopiowany jest z krążka CD na nasz dysk, a następnie z niego odtwarzany. Rozwiązanie to posiada swoje wady i zalety. Jeżeli w naszym sprzęcie siedzi stary, poczciwy 8-bitowy Sound Blaster, możemy spodziewać się muzyki o kiepskich parametrach. Zaletą, jest fakt osiągnięcia płynnej animacji już przy napędzie o poczwórnej prędkości odczytu i procesorze Pentium 75MHz. Kolejnym ogromnym plusem programu jest grafika. Mnogość detali widocznych na ekranie, podobnie jak wykończenie każdego z nich, wprost poraża. Czasami można złapać się na chaotycznym wędrowaniu po terenie, które można porównać do sobotniej wycieczki za miasto w celu podziwiania fauny i flory. Chodzimy, patrzymy i wzdychamy z trudem na samą myśl o powrocie do szarej rzeczywistości obstawionej śmierdzącymi śmietnikami, obdrapanymi murami i brudnymi ulicami. Kilka słów należy poświęcić oprawie muzycznej. Podkład został zrealizowany przez zawodowych muzyków sceny techno. To słychać, widać i czuć. Do naszych uszów, w zależności od aktualnej sytuacji, dobiega subtelna mieszanka różnych stylów. Począwszy od poczciwego trance poprzez psychodelic, ambient, trip-hop, a zakończywszy na zwariowanym drum'n'bass. Muzyka stanowi idealne dopełnienie całości. Pozwala lepiej i szybciej wczuć się w atmosferę panującą na ekranie (ścieżka dźwiękowa została wydana jako oddzielna płyta CD-Audio). Ciekawym rozwiązaniem jest maksymalnie uproszczony system obsługi. Tu jeżeli coś do czegoś pasuje, od razu zostaniemy powiadomieni. Nie musimy biegać po całym terenie i wtykać patyk w każdą dziurę czy szczelinę. Nie trzeba kombinować, tak jak w przypadku innych gier, z "krzyżowaniem" znalezionych przedmiotów. Ułatwieniem przy rozwiązywaniu zagadek, jest przypisanie przedmiotu konkretnej zagadce. Wiąże się to niestety z faktem, iż gra posiada charakter liniowy.

Produkt, niestety, nie ustrzegł się kilku wad. Gra aktorska kilku osób pozostawia wiele do życzenia. Grają sztucznie i drętwo, że nie pozostaje nic innego jak przymknąć oczy i wsłuchać się w to co mają do powiedzenia. Akcja rozwija się w sposób liniowy. Jeżeli raz rozwiążemy tajemnicę planety, gra nie będzie miała przed nami nowych sekretów. Jednak zanim dobrniemy do końca, czeka nas niezły wysiłek intelektualny. Reah jest pozycją trudną, przeznaczoną na dłuuugie wieczory. Aby dobrnąć do końca, trzeba rozwiązać 100 łamigłówek. Poprzeczka postawiona naszej inteligencji usytuowana jest na różnej wysokości. Zagadki są zróżnicowane, czasami wystarczy coś poprzestawiać, czasami trzeba wydobyć dźwięk, melodię z dziwnych przedmiotów, czasami trzeba postępować kompletnie alogicznie. Niektóre łamigłówki są banalne, można powiedzieć, iż stanowią "wypełniacz" pomiędzy daniami głównymi, lecz lwia część stanowi twardy orzech do zgryzienia nawet dla wytrwałego gracza. Na szczęście (i zarazem nieszczęście) na stronie domowej Reah'a znajduje się komplety przepis na ukończenie gry, który polecam tylko w ostateczności, bo rozkosz płynąca z rozwiązania trudnej zagadki jest rzeczą trudną do opisania. Gra jest przyjemną odskocznią od codziennych obowiązków, pozwala choć przez chwilę poczuć to co czuje odkrywca stąpający po tysiącletnim kurzu.


Zobacz również