Reklama strachem podszyta?

Microsoft zainicjował w poniedziałek w USA nową kampanię reklamową, której głównym zadaniem jest przekonanie użytkowników, że serwerowe produkty koncernu są znacznie tańsze i lepsze od systemów opartych na Linuksie. "Ta kampania pokazuje po prostu, jak bardzo Microsoft boi się Linuksa - a to może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, czyli wzbudzić wśród przedsiębiorców uznanie dla konkurenta Microsoftu" - komentuje Bruce Perens z organizacji Open Source Initiative.

Główną "siłą uderzeniową" kampanii będą dwustronicowe, publikowane w branżowych magazynach, reklamy, zawierające tekst oparty na wynikach raportu firmy IDC. Wynika z niego, że w pewnych zastosowaniach dla firm znacznie wydajniejszym i jednocześnie tańszym (!) od Linuksa rozwiązaniem jest system Windows 2000. Obok znajduje się odnośnik do serwisu internetowego Microsoftu, w którym znaleźć można zbiór tekstów, analiz i raportów, wykazujących wyższość systemów Microsoftu nad darmowym konkurentem (adres strony to: http://www.microsoft.com/mscorp/facts/default.asp ).

Kampania ma trwać co najmniej sześć miesięcy, choć niewykluczone, że może zostać przedłużona. Zdaniem obserwatorów rynku, jest ona dość podobna do podobnej kampanii, którą w ubiegłym roku prowadził IBM - z tym, że ta firma promowała właśnie Linuksa. Główna różnica między nimi to fakt, iż reklamy IBMa stworzone zostały z myślą o szefach działów informatycznych, zaś kampania Microsoftu skierowana jest do zwykłych użytkowników.

Kampania na razie prowadzona będzie jedynie w USA - "Polska nie jest objęta planem związanym z realizacją kampanii reklamowej. Nie śledzimy poczynań innych krajów dlatego też nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy inne kraje Europy realizują tę kampanię" powiedziała nam Monika Kretowicz z polskiego oddziału Microsoftu.

Tonący brzytwy się chwyta?

Dla uważnych obserwatorów rynku rozpoczęcie kampanii nie jest niespodzianką - to po prostu kolejna odsłona prowadzonej od lat walki z Linuksem. Linux ma dwie główne zalety, której brakuje produktom Microsoftu - jest tańszy i zdecydowanie lepiej zabezpieczony. Dlatego też coraz częściej na korzystanie z niego decydują się duże firmy oraz administracja publiczna (w Niemczech z rozwiązań opartych na Linuksie korzysta już kilka landów). Microsoftowi rośnie więc poważny konkurent - nic więc dziwnego, że koncern próbuje się bronić.

Przejawem takiej obrony była rozpaczliwa próba poprawy wizerunku, czyli zaprezentowana na początku 2001 r. inicjatywy "Trustworthy Computing". Zakładała ona, że koncern skupi się na zagadnieniach związanych z bezpieczeństwem systemu - czyli zadba o to, by nowe aplikacje były wolne od błędów i by ze starszych aplikacji usunięto wszelkie luki. Niestety, nie wydaje się, by w ciągu minionych dwóch lat oprogramowanie Microsoftu stało się bardziej bezpieczne - wciąż na światło dzienne wychodzą nowe dziury (kilka z nich doprowadziło do epidemii robaków Slammer i MSBlast). Kolejny pomysł Microsoftu to zaprezentowany ostatnio przez Steve'a Ballmera plan zabezpieczenia systemu Windows XP - z tym, że z oceną tego projektu przyjdzie nam poczekać do chwili udostępnienia Service Packa 2 dla Windows XP (to on zawierać ma większość uaktualnień, podnoszących bezpieczeństwo systemu).

Nieczyste chwyty Microsoftu?

Microsoft próbował również walczyć z Linuksem mniej "merytorycznie" - w maju 2003 r. okazało się, że Microsoft jest gotów zaoferować potencjalnym klientom korporacyjnym zniżki na swoje oprogramowanie, jeśli tylko miałoby to sprawić, że zdecydują się oni na korzystanie z produktów koncernu, zamiast z Linuksa. Szef działu sprzedaży Microsoftu, Orlando Ayala, rozesłał w lipcu 2002 r. do swoich podwładnych list, w którym zachęcał ich do korzystania ze specjalnych funduszy, aby skuteczniej promować rozwiązania Microsoftu wsród firm które skłaniają się ku wdrożeniom rozwiazań open source. "Nie możemy oddawać rynku Linuksowi" - pisał Ayala.

Przyznać jednak trzeba, że żadne z wymienionych powyżej działań nie zdołało tak naprawdę rozwiązać największego problemu Microsoftu - czyli rosnącej popularności Linuksa. Być może stąd wzięła się decyzja o reklamowym ataku na ten system. Tę tezę zdaje się potwierdzać Bruce Perens z organizacji Open Source Initiative: "Ta kampania pokazuje po prostu, jak bardzo Microsoft boi się Linuksa - a to może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, czyli wzbudzić wśród przedsiębiorców uznanie dla konkurenta Microsoftu. Myślę jednak, że reklamy prasowe nie wystarczą - może Microsoft powinien zainwestować w reklamy telewizyjne? Najlepiej te emitowane podczas Superbowl [finał ligi NFL- red.]" - mówi Perens.

Trudno mówić o desperacji

"Pozycja Microsoftu jest dość stabilna, trudno więc mówić o desperacji, ostateczne rozprawienie się z konkurentem też nie wchodzi w grę, bo tylko medialnie się zrobić tego nie da" - komentuje całą sprawę Adam Dawidziuk z firmy 7bulls.com. "Do tego potrzebny by był poważny błąd ze skutkami technicznymi po stronie Linuksa. Raczej jest to zwykła akcja marketingowa, o tyle ciekawa, że bezpośrednio atakująca jedynego konkurenta." dodaje A. Dawidziuk.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wczoraj pojawiły się doniesienia o poważnym błędzie w kilku wersjach jądra Linuksa - umożliwia on użytkownikom o najniższych przywilejach przejęcie pełnej kontroli nad systemem. Rzecz jest o tyle ciekawa, że błąd wykryła polska organizacja ISEC Security Research (więcej informacji na ten temat można znaleźć tutaj: http://isec.pl/vulnerabilities04.html ).

Zdaniem naszego rozmówcy, brak wsparcia MS dla dobrych rozwiązań serwerowych w tej chwili skutkuje wypieraniem przez Linuksa desktopowych produktów MS (skoro terminale windowsowe nie mają wsparcia ze strony dobrych serwerów). "Tutaj pozycja MS jest bardzo silna, a Linux stawia pierwsze kroki. O ile wiem to MS skutecznie się broni przed utratą tego rynku produkując bardzo dobre zresztą (podobno, nie sprawdzałem) oprogramowanie dla serwerów uniksowych (w tym linuksowych)." - mówi Adam Dawidziuk.

Przedstawiciel 7bulls.com zwraca również uwagę na ciekawą sprawę - jego zdaniem globalizacja może spowodować, że dobra kampania na rynku amerykańskim może spowodować utratę rynku europejskiego (szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę parcie UE w stronę wolnego oprogramowania).

To nie takie proste

"Dobrze przeprowadzona kampania reklamowa powinna przynieść pewne efekty - ważne jednak, by Microsoft nie ograniczył się jedynie do promocji, lecz zajął się również udoskonalaniem swoich produków" - powiedział nam Andrzej Jarosz, szef IDC Polska. "Swoją drogą, nie dziwię się, że koncern podejmuje takie działania - sam, będąc biznesmenem, postępowałbym podobnie. Rynek linuksowy rozwija się dobrze, inicjatywy open-source'owe się konsolidują - nic więc dziwnego, że Microsoft czuje się zagrożony" - dodaje A. Jarosz.

Według szefa IDC Polska, warto zwrócić uwagę na jedną sprawę - porównując koszty korzystania z różnego oprogramowania, trzeba pamiętać, że nie porównujemy jedynie cen licencji, lecz tzw. total cost of ownership - czyli również koszty wdrożenia, administracji itp. "Administratorów obeznanych z Linuksem jest mniej, nic więc dziwnego, że ich "cena" jest wyższa - szczególnie w USA, gdzie informatycy zarabiają znacznie więcej niż np. w Polsce. Prawie na pewno więc cytowane w owej reklamie zestawienie kosztów korzystania z Windows i Linuksa wyglądałoby inaczej, gdyby przygotowane zostało z uwzględnieniem realiów innych niż amerykańskie" - tłumaczy Andrzej Jarosz. Nasz rozmówca spodziewa się również, że na "reklamowy atak" Microsoftu rychło zareagują firmy wspierające Linuksa - np. Sun czy IBM. "Myślę, że owa odpowiedź polegała będzie przede wszystkim na szukaniu słabych punktów w argumentacji Microsoftu - co, biorąc pod uwagę przytoczone wcześniej argumenty, wcale nie musi być zadaniem trudnym" - dodaje A. Jarosz.


Zobacz również