Rosja w oczach Zachodu

Mieszkańcy rosyjskiego kurortu – słynącej z wód mineralnych Krainki - zdają się nie dostrzegać ruiny gospodarczej, w jakiej znalazła się ich miejscowość i zamierzają ponownie głosować na Putina – dziwi się BusinessWeek.

Kilkanaście dni przed wyborami prezydenckimi w Rosji reporterzy BusinessWeeka postanowili przyjrzeć się codziennemu życiu mieszkańców Krainki, rozpadającego się kurortu spa, położonego jakieś 300 km na południe od Moskwy i dwie godziny drogi na zachód od przemysłowego molocha - Kaługi. „Mam dość słuchania o wyborach. Ucieszę się, jak wreszcie ten temat się skończy” – zwierzyła się zagranicznym dziennikarzom podróżująca pociągiem Ałła Iwanowna, emerytowana lekarka.

Jednak Rosjanie zawsze w końcu dają się wciągnąć w rozmowy o polityce. Wśród 14 ankietowanych naprędce pasażerów pociągu, aż 11 zamierza głosować na Putina, dawnego agenta KGB, który zamierza piastować władzę przez następną kadencję i jest niemal pewnym zwycięzcą. „Tylko on jest w stanie kierować tym państwem” – uważają przedstawiciele rosyjskiego ludu.

Tak silne poparcie dla Putina jest zaskoczeniem dla zachodnich obserwatorów. Bo choć rosyjska gospodarka rozwija się w szybkim tempie - od 2000 r. rośnie średnio o 5% rocznie – niewielu ludzi, z wyłączeniem klasy „nowych Ruskich” oraz pracowników sektorów związanych z ropą naftową i gazem ziemnym, zauważyło jakąkolwiek poprawę w standardzie życia.

To powoduje wielki żal wśród mieszkańców miejscowości takiej jak Krainka. Ponad 10% spośród półtoratysięcznej ludności nie ma pracy. Ale szczęśliwa większość posiadająca pracę zarabia przeciętnie mniej niż 200 USD miesięcznie. Nieliczni mają samochody. Większość nie może sobie pozwolić na wakacyjny wyjazd, a przecież coroczny urlop dla każdego był sztandarowym osiągnięciem komunizmu.

I podczas gdy Moskwa przeżywa boom, Krainka popada w coraz większą stagnację. Miejscowe sanatorium, które gości kuracjuszy od 140 lat, oferując im wody mineralne i kąpiele błotne, świeci pustkami przez większą część roku. Położone wśród pięknych lasów i pól sanatorium wyspecjalizowało się w leczeniu schorzeń układu pokarmowego oraz dermatologicznych i powinno przyjmować gości tysiącami. Jednak kierownictwo ośrodka nie jest w stanie ani znaleźć funduszy niezbędnych do odnowienia wiekowego już wyposażenia ani wykorzystać efektywnie tego, co jest.

Hotel w Kraince zbankrutował w 1998 roku, gdy rosyjska gospodarka wpadła w głęboki kryzys. Pozostała jeszcze elektrownia Suworow, jednak wielu obawia się, że wkrótce zastąpią ją nowsze, wydajniejsze fabryki energii elektrycznej, które zaczęły działać w Kałudze i Obnińsku.

Miejscowa infrastruktura jest w okropnym stanie. System telekomunikacyjny jest – eufemistycznie mówiąc - przestarzały, blokowiska nie były remontowane od początku swojego istnienia (czyli od lat 1960-70), a drogi są niebezpiecznie dziurawe. Katastrofalny stan miejscowej gospodarki spowodował, że wielu mieszkańców wyruszyło do pracy do odległej o 130 km Tuły, która stała się teraz centrum rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego (słynie m.in. z fabryki kałasznikowów).

A jednak za ten stan rzeczy ludzie wcale nie obwiniają rządzącego od lat Putina. Wręcz przeciwnie - prezydent cieszy się ogromnym poparciem, według lokalnej prasy aż 80-procentowym. Nic dziwnego. Rosjanie uważają, że Putin zapewnił im stabilizację po niemal 10 latach chaosu, i choć może sprawy w takiej Kraince nie idą najlepiej, to gdyby nie Putin, mogłyby iść znacznie gorzej. Mieszkańcy podupadającego kurortu nie dostrzegają nawet grozy problemu czeczeńskiego.

Putinowskie stanowcze „rozprawienie się” z oligarchami również zyskało sobie aplauz w Kraince. Gdy w październiku 2003 r. aresztowano Michaiła Chodorkowskiego, potentata naftowego i głównego udziałowca koncernu Yukos, moskiewscy liberałowie oskarżali Putina o złamanie prawa i próbę uciszenia potencjalnego politycznego rywala. Chodorkowski bowiem miał być ewentualnym kontrkandydatem dla Putina w wyborach prezydenckich.

Jednak większość mieszkańców Krainki uważa, że oligarcha zasłużył sobie na taki los, ponieważ podobnie jak inni rosyjscy bogacze, dorobił się majątku „kosztem kraju”. Zwykli obywatele są również zdania, że garstka bogaczy ma zbyt duży wpływ na całą gospodarkę i należy ten wpływ osłabić.

Mieszkańcy Krainki nie obawiają się, że Putin staje się dyktatorem. Nie zgadzają się zresztą z tym określeniem, uważają, że Putin jest silny i dobrze zorganizowany, a Rosja potrzebuje silnego prezydenta, który będzie trzymał kraj w garści i polepszy ich życiowe standardy. I jeśli wierzyć sondażom, większość Rosjan podziela ich poglądy. I choć dla ludzi wychowanych w zachodnich demokracjach wydaje się to niewiarygodne, zdaniem znakomitej większości rosyjskich obywateli, od Petersburga po Władywostok, Putin wykonuje dobrą robotę.

Na podstawie BusinessWeek, David Fairlamb „As goes Krainka, so goes Russia?”


Zobacz również