Rozmowa na koszt operatora

Czasy telefonicznego eldorado dla różnej maści oszustów i miłośników darmowego dzwonienia powoli się kończą. Coraz rzadziej zdarzają się klienci, którym udaje się wydzwonić na kwoty przekraczające dziesiątki tysięcy złotych i potem zniknąć bez śladu. Mimo to chętnych na darmową aktywację wciąż nie brakuje.

Czasy telefonicznego eldorado dla różnej maści oszustów i miłośników darmowego dzwonienia powoli się kończą. Coraz rzadziej zdarzają się klienci, którym udaje się wydzwonić na kwoty przekraczające dziesiątki tysięcy złotych i potem zniknąć bez śladu. Mimo to chętnych na darmową aktywację wciąż nie brakuje.

Sposoby stosowane przez naciągaczy są tak prymitywne, że często przejrzałoby je nawet kilkuletnie dziecko. A jednak potężni operatorzy sieci telefonii komórkowej, wyposażeni w rozmaite narzędzia służące do weryfikacji tożsamości swoich klientów, wciąż padają ofiarą oszustw. Wprawdzie unowocześnione metody windykacji w znacznym stopniu ograniczyły ich skalę, ale wykrycie sprawców nadal pozostaje trudne.

<font face="Arial" size="-1" color="#0080C0">Polska policja utrzymuje, że oszustwa nie przynoszą operatorom poważnych strat. W Niemczech straty z tego tytułu liczone są w milionach ecu.

Bogdan Markiewicz, rzecznik prasowy Ery, utrzymuje jednak, że oszustwa te nie przynoszą operatorom poważnych strat: "Są to sumy na tyle marginalne, że w żaden sposób nie wpływają na wyniki finansowe firmy". Podobnie problem ten komentuje Ryszard Borunowicz, rzecznik prasowy Polkomtela - operatora sieci Plus GSM. Wynikałoby jednak z tego, że polskich operatorów ominął problem powodujący np. w Niemczech straty liczone w milionach ecu.

Sprawdzone metody

Lista technik stosowanych przez oszustów jest zaskakująco skromna. Poszczególne warianty są jedynie w niewielkim stopniu modyfikowane w zależności od procedur obowiązujących przy zawieraniu umowy z operatorem. Zmiany dotyczą przede wszystkim dokumentów, jakie należy przedstawić - czasami wystarczyły dwa dowody na potwierdzenie tożsamości, w innym zaś przypadku konieczne okazywało się np. zaświadczenie o zatrudnieniu.

Za jeden z bezpieczniejszych sposób uznawana jest metoda "na pijaczka". Wystarczy pół litra wódki i dobra znajomość co bardziej podejrzanych dzielnic miasta. Nie brakuje tam ludzi, którzy wiedzeni wizją darmowego napitku gotowi są do każdego niemal szwindlu. Często zresztą nawet nie wiedzą, w co się pakują. W zasadzie wystarczy, by posiadali komplet dokumentów i byli gdziekolwiek zatrudnieni. Później krótka wycieczka do najbliższej siedziby jednego z operatorów, podstawiony klient podpisuje w swoim imieniu umowę, dostaje obiecaną nagrodę i grzecznie oddaje aktywację swojemu "dobroczyńcy". Dopiero pierwszy rachunek za telefon uświadomi mu, że wpakował się w niezłą kabałę, zwłaszcza że własnoręcznie popisał umowę.

Powyższa metoda, chociaż skuteczna i stosunkowo bezpieczna, wymaga jednak licznych zabiegów przygotowawczych. Szukanie odpowiedniego człowieka nie jest ani przyjemne, ani higieniczne, a do tego łatwo oberwać po głowie. Znacznie prostsze w wielu wypadkach okazuje się wykorzystanie fałszywych dokumentów - najczęściej kradzionych. Jeśli złodziej działa wystarczająco szybko, to ofiara z dużym prawdopodobieństwem nie zdąży nawet zawiadomić policji. Konieczna jest tylko wymiana zdjęcia, a dla fachowca to żaden problem.

<font face="Arial" size="-1" color="#0080C0">Poszczególni operatorzy jak ognia unikają podawania konkretnych liczb, dotyczących skali oszustw i związanych z tym strat.

Z uwagi na to, że sfałszowanie dokumentów wiąże się ze znacznymi kosztami, dlatego oszuści coraz rzadziej sięgają po tę metodę. Najzwyczajniej w świecie przestała się ona opłacać. Dawniej nie opłacana karta pozostawała aktywna nawet przez 3-4 miesiące, nie istniały również miesięczne limity rachunków. Dziś klient, który przekroczy założony limit (tuż po aktywacji wynosi on 400 zł), jest wzywany do wpłacenia kaucji wynoszącej 2000 zł. Jeżeli tego nie uczyni, jego karta jest blokowana. Popsuło to szyki głównie tym oszustom, którzy nielegalnie zdobyte karty wykorzystywali podczas zagranicznych podróży. Jak wiadomo, dochodzą wówczas opłaty roamingowe i limit 400 zł zostaje szybko wyczerpany.

Wszyscy operatorzy zgodnie deklarują, że wykryte nadużycia natychmiast są kierowane do prokuratury. To pewna nowość w polityce firm, które do tej pory starały się raczej odzyskać swoje pieniądze na drodze polubownej, a dopiero w ostateczności kierować sprawę do sądu. Bogdan Markiewicz nie rozwodzi się jednak nad tą zmianą: "Wyłudzenie aktywacji jest przestępstwem i jako takie powinno być ścigane przez prawo".

Nie ma mocnych

Nie warto oszukiwać

Zapytaliśmy Marka Chmielę, sędziego Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Łodzi, co grozi osobom wyłudzającym w nielegalny sposób karty od operatorów sieci telefonii komórkowej. Okazało się, że podlegają oskarżeniu z co najmniej trzech paragrafów.

Przede wszystkim karze do dwóch lat więzienia na podstawie art. 275 par. 1 kodeksu karnego podlegają osoby, które dopuściły się kradzieży dowodu osobistego i innych dokumentów, niezbędnych do wykupienia aktywacji. Zwykle jednak dokumenty takie wymagają przeróbek, np. wymiany zdjęcia. Wtedy dochodzi art. 270 par.1 kk, który dotyczy fałszowania dokumentów i posługiwania się nimi. W tym przypadku możliwe jest wymierzenie kary grzywny lub pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

W nowym kodeksie karnym niezwykle rozbudowano przepisy dotyczące przestępstw telekomunikacyjnych. Osoby posługujące się nielegalnie zdobytymi kartami podlegają art. 285, par. 1 kk, który mówi o wyłudzaniu impulsów telefonicznych na niekorzyść osoby trzeciej. W tym przypadku najwyższa kara to trzy lata pozbawienia wolności.

W przypadku, gdy oskarżony zostaje uznany za winnego kilku przestępstw, kara jest orzekana na podstawie tego paragrafu, który przewiduje najwyższą karę maksymalną. Jeżeli zatem ktoś ukradł dowód osobisty, przerobił go i na jego podstawie podpisał umowę z operatorem sieci telefonii komórkowej, wyrok zostanie wydany na podstawie wspomnianego artykułu 275 par.

Zachodni operatorzy, walczący z telekomunikacyjnymi oszustami, posługują się zaawansowaną technologią. Jednym z bardziej popularnych rozwiązań jest system Minotaur, wyprodukowany przez Neural Technologies. Wykorzystano w nim sieci neuronowe, dzięki czemu Minotaur sam potrafi nauczyć się specyfiki danej sieci. Analizuje typowe zachowania użytkowników i gdy odkryje, że któryś z abonentów korzysta z telefonu w sposób znacznie odbiegający od tego schematu, natychmiast wysyła sygnał alarmowy do operatora. Analiza jest wielopoziomowa i obejmuje zarówno model zachowań konkretnego użytkownika, jak i statystyczny model grupy, do której należy. Dlatego np. człowiek, który przez kilka miesięcy odbywał wyłącznie rozmowy krajowe, a nagle zaczął dzwonić przede wszystkim z zagranicy, zostanie uznany za podejrzanego.

Żaden z polskich operatorów nie zdecydował się jednak na zakup takiego systemu, polegając na tradycyjnych metodach windykacji należności. Biorąc jednak pod uwagę tempo, w jakim wzrasta liczba klientów poszczególnych sieci i proporcjonalnie zwiększającą się liczbę oszustów, zakup takich systemów może wkrótce okazać się koniecznością.

Dodatkowym argumentem przemawiającym za zastosowaniem dodatkowych zabezpieczeń jest fakt, że coraz częściej do procederu wyłudzania aktywacji wciągani są pracownicy poszczególnych sieci. Tradycyjne systemy windykacji w tym przypadku okazują się mało skuteczne. Klasycznym przypadkiem jest włączenie usługi roamingu. Zawsze wiązało się to z dość skomplikowaną procedurą. Wymagane jest terminowe opłacenie co najmniej trzech rachunków lub wpłacenie wysokiej kaucji.

Jedynym sposobem na szybkie ominięcie tych zabezpieczeń jest współpraca z osobą mającą uprawnienia do uruchomienia roamingu. Ponieważ pracownikom sieci nikt nie wystawia przed zatrudnieniem certyfikatów uczciwości, a łatwy zarobek wydaje się kuszący, nie brakuje chętnych do takiej współpracy.

Znany jest przypadek z Łodzi, gdzie tym intratnym procederem zajmowało się małżeństwo. Kobieta pracowała w biurze obsługi klienta i na podstawie fałszowanych podań hurtowo pobierała aktywne karty, mężczyzna natomiast zajmował się ich rozprowadzaniem. Udawało im się prowadzić taką działalność przez 2 lata. Wpadli w zupełnie innej sprawie, przy próbie sprzedaży samochodów nielegalnie sprowadzonych z Niemiec. Znaleziono przy nich wówczas kilkanaście aktywnych kart, na które nie zdążyli jeszcze znaleźć klientów.

Globalne problemy globalne wioski

Jak oceniają specjaliści od oszustw telekomunikacyjnych, prawdziwe problemy rozpoczną się w chwili, gdy na dobre rozpoczną działanie systemy łączności satelitarnej. Wykrywanie przestępstw i nadużyć w sieciach, z których korzystają miliony ludzi na całym świecie, będzie wymagało stworzenia wyspecjalizowanych systemów nadzorujących, wykorzystujących sieci neuronowe, czyli niezwłocznie reagujące na wyobraźnię współczesnych phreakerów. To jednak kwestia przyszłości, ponieważ na razie jedyny działający system telefonii satelitarnej - Iridium - znajduje się na skraju bankructwa.


Zobacz również