Ruch w interesie

Rzut oka wstecz pozwala się przekonać, że w niewielu kategoriach oprogramowania dzieje się tak wiele, jak właśnie w dziedzinie komunikatorów. Nie da się ukryć, że zrobiły zawrotną karierę.

Rzut oka wstecz pozwala się przekonać, że w niewielu kategoriach oprogramowania dzieje się tak wiele, jak właśnie w dziedzinie komunikatorów. Nie da się ukryć, że zrobiły zawrotną karierę.

A zaczęło się od ICQ, przynajmniej na forum publicznym, bo zapewne pierwsze próby miały jeszcze miejsce w rozmaitych sieciach lokalnych. Grupa kilku zdolnych studentów z Izraela zaproponowała program, który wykorzystując Internet pozwalał wymieniać w czasie rzeczywistym informacje bezpośrednio na ekranie, a nawet stwierdzić, czy potencjalny rozmówca jest obecny online.

Pomysł trafił w dziesiątkę. Potrzeba szybkiego kontaktu, gdy rozmowa telefoniczna jest zbyt kosztowna, zaś starszy o ćwierć wieku wynalazek Raya Tomlisona, czyli poczta elektroniczna, zbyt powolna, była tym, na co czekały miliony ludzi.

ICQ rozpoczął podbój Internetu, a liczba kont rosła w oszałamiającym tempie. Obecnie jest ich około 150 milionów. Wczesne numery, poniżej 1 miliona, są wręcz dzisiaj przedmiotem handlu, jakby ich posiadanie było czymś nobilitującym. Może to i prawda, skoro w realnym świecie także się ceni m.in. wczesne numery rozmaitych legitymacji partyjnych.

Niebywałą popularność swojego programu obrotni ojcowie założyciele już dawno zdyskontowali w dziesiątkach milionów dolarów, jakie zapłaciła im za ten system amerykańska kompania America Online, i pewnie z samych odsetek mogliby wieść do końca życia luksusową egzystencję emerytów, gdyby nie to, że żaden z nich nie przekroczył jeszcze trzydziestki. Świetny pomysł stał się sztandarowym wręcz przykładem tego, jak w świecie wszechobecnego Internetu można przekuć na złoto własne szare komórki.

Pogoń za liderem

Nietrudno było się domyślić, że idea znajdzie swoich licznych naśladowców, jak i tego, że nie tak łatwo już będzie o prawdziwą innowacyjność. ICQ stał się standardem, do którego odwoływały się późniejsze rozwiązania.

Warto od razu zauważyć, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nastąpił w Polsce prawdziwy wysyp tego rodzaju oprogramowania - zarówno oryginalnego, jak i polonizowanych wersji zachodnich programów. Jedne szybko zeszły z rynku (obie "portalowe" wersje izraelskiego Odigo), inne mają się świetnie i z powodzeniem konkurują z zachodnimi rozwiązaniami. Niezagrożonym liderem, przynajmniej pod względem liczby założonych kont, jest Gadu-Gadu. Daleko z tyłu, choć wielkimi krokami, goni go Tlen.pl, który zaczął robić karierę po wprowadzeniu komunikacji głosowej. Wspierane energicznie przez macierzyste portale OnetKomunikator i WPKontakt na razie pozostają z tyłu. Z należnym uznaniem nie spotkał się jeszcze spolszczony Windows Messenger, choć jest integralną częścią Windows. Słabnie w ostatnich latach pozycja ICQ, AOL Instant Messenger czy Yahoo! Messenger, które nigdy nie były specjalnie popularne (tym bardziej, że wspierający AOL Netscape ma bardzo marną pozycję), podobnie jak ubożuchny komunikator Opery.

Rozwój standardów

Wybitny polski uczony, profesor Edward Lipiński mawiał: ja jestem ekonomistą, a panna Madzia z gminnej spółdzielni jest starszym ekonomistą. Ta zabawna opowiastka obrazuje nieco sytuację w omawianej przez nas kategorii oprogramowania - różnice funkcji dostępnych w komunikatorach są ogromne, choć wszystkie nazywamy komunikatorami. Niektóre realizują tylko jedną lub dwie funkcje, gdy inne są ogromnymi kombajnami, do których włączane są najdziwniejsze narzędzia. Typową parą Dawid-Goliat jest Miranda ICQ i oryginalny ICQ, które łączy jedynie wspólny protokół komunikacyjny.

Komunikatory w gruncie rzeczy nie wprowadziły nigdy żadnych supernowości, jeśli nie liczyć bezpośredniej rozmowy na ekranie komputera, i tak przecież podobnej w swej istocie do IRC-owych pokojów. Ich największą zasługą jest to, że w pomysłowy sposób zintegrowały, i dalej integrują, coraz większą liczbę funkcji komunikacyjnych, a robią to lepiej niż ich niektórzy antyczni już prekursorzy.

Podstawowym zadaniem programu jest powiadomienie o obecności potencjalnego rozmówcy i możliwość przeprowadzenia z nim poufnej rozmowy face-to-face, czy też może hand-to-hand. Jednak już pobieżne przyjrzenie się dobremu programowi ujawnia, że takie rozmowy możemy prowadzić z większą liczbą rozmówców (konferencja), możemy im wysyłać szybkie informacje, pocztę elektroniczną i pliki, wysyłać SMS-y na telefon komórkowy, w niektórych prowadzić rozmowę głosową, a nawet wręcz wideorozmowę, gdy program obsługuje kamerę internetową. ICQ, który od lat ściga się sam ze sobą, zafundował nam jeszcze mały, ale całkiem sprawny program zarządzający informacją osobistą (PIM - Personal Information Manager) i całą gamę rozmaitych serwisów, jak kartki z życzeniami czy gry. Niektóre programy o "lojalnościowym" charakterze, przede wszystkim związane z portalami, dają bezpośredni dostęp do serwisów informacyjnych macierzystych portali, a jeszcze inne pozwalają tworzyć w WWW specjalne centra komunikacyjne, umożliwiające sprawdzenie obecności online posiadacza programu.

Jabber, czyli ruch oddolny

Niedaleko od Internet Engineering Task Force ukonstytuowała się grupa niezależnych programistów, którzy w ramach grupy Jabber Software Foundation rozwijają eXtensible Messaging and Presence Protocol (XMPP) - otwarty, oparty na XML protokół komunikacyjny.

Został pomyślany tak, aby wszyscy zainteresowani producenci mogli go wkomponować w rozwijany przez siebie komunikator lub wykorzystać go w firmowym intranecie oferującym usługi Instant Messaging. Rozwiązanie to opiera się na komunikacji klient-serwer oraz serwer-serwer, natomiast nie ma bezpośredniego kontaktu typu klient-klient. Możliwe jest uruchomienie dowolnej liczby serwerów, do których są na stałe przypisane poszczególne programy klienckie. Zarówno kontakt między serwerami, jak i sposób adresowania, przypominają bardzo rozwiązanie stosowane w poczcie elektronicznej.

Jabber napotyka w tej chwili spore trudności ze względu na dość zachowawcze stanowisko Internet Engineering Task Force oraz zdecydowaną niechęć wielkich producentów, którzy wolą sami ustanawiać standardy, mając wielki udział w rynku komunikatorów. Protokół Jabber Software Foundation jest akceptowany przez te firmy, które oparły na nim swoje rozwiązania (w Polsce najbardziej znanym programem jest WPKontakt), natomiast komunikacja ze światem zewnętrznym jest realizowana za pośrednictwem specjalnych modułów-bramek. Obsługiwane są w ten sposób ICQ, MSN, Yahoo, IRC i wiadomości SMS. Jednak America Online już w ubiegłym roku zablokowała funkcjonowanie bramki do AOL Instant Messengera, co nie dziwi w kontekście dotychczasowego zachowania tej firmy.

Perspektywy ruchu open source w tej kategorii oprogramowania są ciągle niejasne - kłopotliwa jest zwłaszcza niewesoła sytuacja ekonomiczna najbardziej bodaj znanego promotora Jabbera, czyli France Telecom, ale jego siłą jest zgodność z najpowszechniejszymi standardami internetowymi. Życie już nieraz pokazywało, że jest to walor o wystarczającej sile przebicia.

Jak więc widać, na jednym biegunie mamy tak mikroskopijne programy, jak Miranda ICQ, której miłośnicy cenią sobie szybkość, prostotę i małe wymagania, z drugiej ICQ, w którym trudno się czasem połapać w dostępnych narzędziach, a który przyprawia cały system operacyjny o zadyszkę. Co ciekawe, wcale nie dostrzega się gremialnego przechodzenia od najprostszych do najbardziej rozbudowanych programów. Jedne i drugie mają swoich zagorzałych zwolenników. Natomiast obserwuje się niewątpliwy wzrost zakresu dostępnych funkcji komunikacyjnych, co dyktuje rozwój Internetu jako całości.

Pisać czy gadać?

Współczesne komunikatory można klasyfikować według rozmaitych kryteriów. Jednym z bardziej sensownych jest podział na komunikatory tekstowe i głosowe (czy szerzej, multimedialne).


Zobacz również