"Rule of Rose" - kolejna gra, która wywołuje burzę w mediach

Rule of Rose to jeden z tych tytułów, które nie mają szans by zyskać przychylność mediów. Wręcz przeciwnie - wszystko wskazuje na to, że gra będzie krytykowana o wiele bardziej niż kontrowersyjne Grand Theft Auto. Krucjata już się rozpoczęła...

Rule of Rose to przygodowa gra akcji, gatunkowo nawiązująca do horroru psychologicznego.

Akcja programu osadzona została w Anglii, w 1930 roku. Gracz wciela się w rolę dziewiętnastoletniej Jennifer - dziewczyny, która usiłuje przetrwać w świecie, którym rządzą dzieci o sadystycznych skłonnościach.

Produkt zapewne nie wzbudziłby większego zainteresowania, gdyby nie fakt, że zainteresowały się nim media.

W dzisiejszym artykule, "Rzeczpospolita" przytacza wypowiedź prof. Marii Braun-Gałkowskiej z Instytutu Psychologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego: "W grze dziecko dokonuje kilkunastu tysięcy symulowanych morderstw. Jest nie tylko obserwatorem przemocy, ale także jej egzekutorem. Badania wykazują, że ma to znacznie silniejszy wpływ na psychikę młodego człowieka niż oglądanie najbardziej okrutnych scen w telewizji".

Mimo to, Rule of Rose w Stanach Zjednoczonych i Japonii zostało dopuszczone do sprzedaży dla osób powyżej 15 roku życia (CERO). W Europie klasyfikacją zajmie się organizacja PEGI. Jesteśmy pewni, że tytuł zostanie opatrzony znaczkiem "18+".

Pytaniem pozostaje czy specjalne oznaczenie pudełek z brutalnymi grami ma większe znaczenie? Czy to rodzice nie powinni zainteresować się w co grają ich pociechy?

Aktualizacja: 17 listopada 2006 15:17

Ministerstwo Edukacji Narodowej złożyło dziś do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Sprawa dotyczy rozpowszechniania Rule of Rose w Polsce.

Mirosław Orzechowski, sekretarz stanu w tym resorcie, skomentował, że według wnioskodawców gra jest "skierowana do dzieci, a przy tym makabryczna, pełna przemocy i ociekająca erotyką."


Zobacz również