Rząd Belgii powołał cyberpolicję, która istniała... tylko na papierze

Ataki na strony rządowe Belgii nie były tak głośne, jak np. hakowanie eBay czy dziura HeartBleed, jednak takie włamania są równie groźne - kraj ten należy do NATO i oczywiście Unii Europejskiej, więc może mieć na swych serwerach ważne dane.

Fala ataków miała miejsce w drugiej połowie 2013 roku, a informacje o nich były oczywiście utajnione. W związku z powtarzającymi się incydentami powołano Centre pour la cybersécurité Belgique (CCB), przeznaczając na to budżet 10 milionów Euro. Gdy w maju miał miejsce kolejny atak na strony rządowe, okazało się, że pół roku po ustanowieniu CCB, agencja istnieje... wyłącznie na papierze. Przygotowane centrum komputerowe nie działa, a agencja nie ma nawet powołanych władz, nie mówiąc o pracownikach czy koordynatorach działań.

Gabinet premiera Belgii wydał oświadczenie, że natychmiast zajmie się tą sprawą i poprosił kilka agend o pomoc: BIPT (provider Internetu), , FEDICT (rządowa agencja IT), VSSE (Służba bezpieczeństwa Belgii) oraz Siły Zbrojne Belgii. Do koordynowania ich działań ma zostać wyznaczonych 10 osób, a w całej CCB ma zostać zatrudnionych 230 pracowników. W najbliższym czasie rozpocznie się proces ich rekrutacji, więc jeśli znasz się na tego typu sprawach, możesz spróbować swoich sił. Warto, ponieważ roczne zarobki w CCB mają wynosić minimum 87 000 Euro, czyli ponad 350 000 złotych, co daje ok. 29 tys. złotych na miesiąc.


Zobacz również