Sabat łagodności

Zanim zająłem się grafiką generowaną przez komputer, posługiwałem się tradycyjnymi technikami plastycznymi, gdzie talent, wyobraźnia i sprawna ręka, a nie rozbudowany komputer, decydowały o wiarygodności a zarazem wartości dzieła.

Zanim zająłem się grafiką generowaną przez komputer, posługiwałem się tradycyjnymi technikami plastycznymi, gdzie talent, wyobraźnia i sprawna ręka, a nie rozbudowany komputer, decydowały o wiarygodności a zarazem wartości dzieła.

Tworząc kompozycję, którą na potrzeby tego artykułu nazwę "Sabat" (choć zwykle wystrzegam się tytułów), zacząłem od poszukiwania modelek, odpowiadających moim wyobrażeniom o nastroju tej pracy. A założenie było takie: zamierzałem zbudować grafikę, odwołującą się do tradycji klasycznego malarstwa portretowego, którą miałem wykorzystać jako planszę kalendarza. Chciałem w niej umieścić młode twarze o łagodnych rysach, nie mające nic wspólnego z wizerunkiem z rozkładówek znanych czasopism. Chodziło mi o ukazanie czegoś niezwykłego w urodzie, pozbawionej agresji i przebojowości.

Dzięki znajomemu, który jest anglistą w jednym z toruńskich liceów, poznałem dwie urocze maturzystki: Magdę i Hanię. Po wstępnej rozmowie i poznaniu szkicu projektu dziewczyny zgodziły się wziąć udział w sesji fotograficznej. Zdjęcia miały być bazą do mojej dalszej pracy.

Kameralne studio fotograficzne, w którym się spotkaliśmy, znajdowało się na piętrze niewysokiego domu ze spadzistym czerwonym dachem. Z daleka, przy odrobinie fantazji, budynek upodabniał się do chatki na kurzej stopce. Niecałe sto metrów kwadratowych zawalone było różnego rodzaju draperiami, statywami i lampami. Coś z tego nastroju udało się ocalić w fotografiach.

Zanim zabrałem się do malowania twarzy dziewczyn, precyzyjnie ustawiłem źródło światła. Modelki usiadły na wysokiej skrzyni ustawionej centralnie pod dużą płaszczyzną świetlną, zawieszoną w najwyższym punkcie studia.

Mały nieporęczny pędzelek i dziecięce, zmywalne farbki posłużyły do naniesienia na twarze dziewczyn magicznego ornamentu, który może kojarzyć się z afrykańskimi symbolami plemiennymi. Z zeskanowanych w trybie RGB 20 arkuszowych slajdów wybrałem dwa (ilustracje 1 i 2). Na ogół oddaję do skanowania wszystkie udane zdjęcia, ponieważ najlepszego wyboru można dokonać na monitorze komputera. Duże powiększenie (w tym przypadku do rozmiarów 40 x 60 cm przy rozdzielczości 300 dpi) czasami dyskwalifikuje ujęcie, które na kliszy wydaje się bez zarzutu.

W efekcie dzięki niesamowitemu spojrzeniu Hani kontrastującemu z ciepłem urody Magdy (co szczególnie oddaje ilustracja 3) do kompozycji trafiło ujęcie oznaczone 2.

Do stworzenia malarskiego tła posłużył mi przede wszystkim program Painter 5.0. Używając go wymiennie z Photoshopem 5.02, którego zaletą jest bardziej wiarygodna kolorystyka, nie wspominając o szybkim dostępie do podglądu w trybie CMYK, namalowałem drugi plan. Efekt przypominał trochę fakturalną ekspresję płócien postimpresjonistów, takich jak Chaim Soutine czy Kees van Dongen (ilustracja 4).


Zobacz również