Sąd: udostępnienie w P2P to dystrybucja

Kilka dni temu informowaliśmy, że jeden z Amerykanów pozwanych przez RIAA podważył zasadność jednego z założeń, będących podstawą procesów wytaczanych przez tę organizację - chodzi o przyjęcie, że udostępnienie muzyki w sieci P2P jest jednoznaczne z jej dystrybuowaniem. Sprawa ta nie została jeszcze rozpatrzona, jednak inny amerykański sąd zajął się niedawno podobną kwestią - i zdecydował, że RIAA ma rację.

Wspomniany powyżej Amerykanin to Ray Beckerman - w ubiegłym tygodniu jego prawnicy oświadczyli iż RIAA nie ma racji, przyjmując, że umieszczenie pliku muzycznego w folderze udostępnionym innym użytkownikom P2P jest równoznaczne z jego nielegalnym dystrybuowaniem i że zamierzają podważyć to twierdzenie przed sądem. Pisaliśmy o tym w tekście "Taktyka pozwów RIAA legnie w gruzach?".

Najświeższe doniesienia zza Oceanu Atlantyckiego zdają się jednak sugerować, że na fiasko działań RIAA raczej nie należy liczyć. Serwis http://Digitalmusicnews.com poinformował właśnie, że w innej toczącej się przed amerykańskim sądem sprawie sędzia zdecydował, że pozwany może zostać uznany winnym nielegalnego dystrybuowania materiałów chronionych prawem autorskim nawet jeśli nikt od niego owych materiałów nie pobrał. Decydujące znaczenie ma tu bowiem intencja - jeśli oskarżony udostępnił w Internecie pliki muzyczne, to zrobił to po to, by inni internauci mogli je pobrać.

Orzeczenie takie przyczyniło się do uznania małżeństwa Howellów z Scottsdale winnymi nielegalnego rozpowszechniania w Internecie muzyki (za pośrednictwem sieci Kazaa). Prawnicy RIAA przedstawili w sądzie dowody, potwierdzające, że z należącego do małżeństwa komputera udostępniono w Internecie ponad 2 tys. utworów muzycznych.

Małżonkowie bronili się, wysuwając trzy podstawowe argumenty: po pierwsze, twierdzili, że w czasie, gdy owe pliki były udostępniane w Internecie, obydwoje przebywali w pracy - a to znaczy, że nie można ich uznać za osoby dystrybuujące muzykę. Po drugie: zapewniali, że wszelkie udostępnione pliki nabyli zgodnie z prawem w internetowych sklepach muzycznych (oraz zrippowali z własnych oryginalnych płyt audio). Po trzecie: twierdzili, że nie mieli zamiaru udostępniać w Sieci żadnych plików audio, zaś to, że udostępniono je w P2P było wynikiem działania "jakiegoś hakera".

Sąd nie uznał żadnego z powyższych argumentów - sędzia stwierdził, że skoro udowodniono, iż to małżonkowie udostępnili w Internecie owe pliki, to nie ma znaczenia fakt, iż żadne z nich nie było fizycznie obecne w czasie, gdy muzyka była udostępniona. Nie pomogło również to, że muzyka była zakupiona legalnie; pozew bowiem w ogóle nie kwestionował pochodzenia muzyki - Howellom zarzucono tylko jej nielegalne dystrybuowanie. W czasie procesu nie przedstawiono też żadnych dowodów na to, że ktoś nieautoryzowany dokonywał jakichkolwiek zmian w ustawieniach programu P2P zainstalowanego w komputerze Howellów.

Ostatnią linią obrony oskarżonych była właśnie próba podważenia twierdzenia, że udostępnienie plików w Sieci jest równoznaczne z nielegalną dystrybucją. Niestety, również ten argument został odrzucony.


Zobacz również