Sami nie swoi

W filmie Chęcińskiego szuler mówi jak filozof, kobiety są po to, żeby się rozbierać, cola i Hotel Victoria spełniają marzenia o wielkim świecie, a mocnym jest się tylko do pierwszej przegranej. Ale i tak najważniejsza jest uroda Jana Nowickiego. Nie ma mężczyzny, który by się za nim nie obejrzał.

W filmie Chęcińskiego szuler mówi jak filozof, kobiety są po to, żeby się rozbierać, cola i Hotel Victoria spełniają marzenia o wielkim świecie, a mocnym jest się tylko do pierwszej przegranej. Ale i tak najważniejsza jest uroda Jana Nowickiego. Nie ma mężczyzny, który by się za nim nie obejrzał.

Mikun (Leon Niemczyk). Gra się, żeby wygrać, przegrana wymaga zemsty.

Mikun (Leon Niemczyk). Gra się, żeby wygrać, przegrana wymaga zemsty.

Kino drogi po polsku czy dramat jednego aktora? Po cieszącym się wielką popularnością tryptyku o losach Kargula i Pawlaka Sylwester Chęciński zrealizował kameralną historię samotnego oszusta, który niczym Mefisto pojawia się w życiu młodego chłopaka marzącego o szczęściu kupowanym za wielkie pieniądze. Fabuła, jak to w filmie sensacyjnym, jest prosta, tyle że nadano jej efektowną oprawę. Stary mistrz pokera, po kilku latach spędzonych w więzieniu, nie mogąc liczyć na żonę, daleką od ideału wiernej Penelopy, wikła się na nowo w sytuacje, które nie pozwolą mu spokojnie spędzić reszty życia. Nałóg hazardu okazuje się silniejszy od marzenia o cichej przystani, a dawni przeciwnicy nie zamierzają darować przegranej. Bezlitosny czas wprowadza na scenę kolejnych żądnych wielkiej forsy bohaterów, jeszcze boleśniej przypominając o zmarnowanym życiu. Film zdaje się podsuwać myśl: nie mogąc być już nikim innym, można przynajmniej zostać profesjonalistą.

Wchodząc na ekrany kin we wczesnych latach osiemdziesiątych, Wielki Szu bezbłędnie trafił w oczekiwania publiczności. Polskie kino komercyjne, nie cieszące się szczególną popularnością wśród rodzimej widowni, przeżywało właśnie okres przebudzenia po zasłużonym sukcesie Vabanku Juliusza Machulskiego.

Cuda epoki Gierka

Obraz cinkciarskiego półświatka stworzono z elementów, które przeciętnemu obywatelowi PRL kojarzyły się automatycznie. Są tu więc luksusowe wille, niezastąpiony w tamtych czasach Hotel Victoria, samochody zachodnich marek i blichtr, jaki dzisiaj może wywoływać uśmiech pobłażania. Na początku jest obrazek właśnie z takiej bajki. Grażyna Szapołowska, tym razem blond, w negliżu, wśród bibelotów zdradzających badylarski gust, symbolizuje świat, o który toczy się zacięta gra. Mimo udawanego stylu, z trudem maskującego nuworyszowskie dążenie do posiadania, jest tu jednak element pewnej stabilizacji. Za drzwiami czeka już inny świat, Polska lat siedemdziesiątych. Gierkowska rzeczywistość emanuje swoją tandetnością bez względu na to, czy akcja toczy się w prowincjonalnym miasteczku, czy w dewizowym hotelu z obowiązkowymi panienkami w tle. Wyznacznikiem luksusu jest najczęściej butelka coca-coli, a grubszą forsę upycha się po plastikowych torebkach. Już po pierwszych projekcjach filmu krytycy podejrzewali, że wszechobecny na ekranie kicz nie jest zamierzoną i krytyczną ilustracją stylu życia określonej warstwy społecznej, ale nieudolną próbą stworzenia sensacyjnego obrazu na miarę zachodnich wzorów.

Kult, hazard i wielki szmal

Pierwsze sceny Wielkiego Szu kręcono w Wambierzycach, dolnośląskim centrum religijnego kultu, miejscu odwiedzanym przez tłumy pielgrzymów z całego kraju. W filmie nosi ono nazwę Lutyń i tu właśnie zaczyna się droga wiodąca przez kolejne wygrane aż do ostatniej partii w stolicy. Zestawienie dwóch tak różnych światów, jak spokojne miasteczko pełne rozmodlonych pątników i szara strefa hazardu, nie było - rzecz jasna - przypadkowe. Starzejący się mistrz pokera dokonuje przecież swego rodzaju rozrachunku z życiem, gdzieś, mimochodem, zaczyna się mówić o wartościach pozostających aż do tej pory na marginesie jego zainteresowań. Recepcjonistka w miejscowym hotelu, patrząc na pusty rozkład jazdy, radzi przybyszowi, żeby do Wrocławia zabrał się z jakąś pielgrzymką...


Zobacz również