Senne wibracje - trip hop

Jedno, na co nie można narzekać, jeśli chodzi o scenę muzyczną ostatniej dekady, to łatwość, z jaką żurnaliści znajdowali określenia na coraz to - w ich mniemaniu - nowsze subgatunki i tak świeżo narodzonych stylów. Choć na kilka grup tworzących niezależnie od siebie muzykę połamanych rytmów znaleziono wiele określeń, to w powszechnym języku przyjęła się dopiero nazwa trip hop.

Jedno, na co nie można narzekać, jeśli chodzi o scenę muzyczną ostatniej dekady, to łatwość, z jaką żurnaliści znajdowali określenia na coraz to - w ich mniemaniu - nowsze subgatunki i tak świeżo narodzonych stylów. Choć na kilka grup tworzących niezależnie od siebie muzykę połamanych rytmów znaleziono wiele określeń, to w powszechnym języku przyjęła się dopiero nazwa trip hop.

TWÓRCY DOGMATU

Co przeciętnemu słuchaczowi kojarzy się z trip hopem? Rzecz jasna: Massive Attack, Tricky i Portishead. Najpierw była płyta Massive Attack "Blue Lines" i singiel "Unfinished Sympathy" utrzymany (razem z teledyskiem) w typowym już odtąd dla zespołu stylem podniosło-hipnotyczno-melodramatycznym. Massive Attack uważani są za mistrzów, twórców, ikony trip hopu, cokolwiek na wyrost, śmiem twierdzić. Są doskonałym zespołem rockowo-soulowym, który swoje utwory ubiera w dobrze przemyślany sztafaż bezbłędnie rozpoznawany przez zafascynowanych hip hopem, środkowoangielskich białasów. Doskonałe studio, kryształowa produkcja... Płyta z Mad Professorem była chyba najlepszą w ich karierze. Barry Adamson, artysta poruszający się po zabagnionych obrzeżach wolnego breaku, twierdzi, że każdy artysta powinien zostać zremiksowany przez Mad Professora... Patrz: dub. Jeden ze stylów, któremu wszyscy jesteśmy wdzięczni.

Portishead. Z tymi sprawa jest prosta. Delikatny jazzik, perkusja z miotełkami, papierosy... Podobno wokalistka Beth Gibbons ma zawsze zamknięte oczy, gdyż w przeciwnym razie zaczyna histerycznie śmiać się ze swej skupionej widowni zasłuchanej w eteryczne opowiastki rodem z francuskich kryminałów. Muzyka płynie, pani śpiewa, a wszystko dopełniają metaliczne dźwięki... ale jest to trip... dla statecznych małżeństw... bo wnuki to słuchają Cristiana Vogla, na przykład.

Pozostaje nam diabełek Tricky, po tylekroć opiewany przez wszystkich - od "ambitnie wszechwiedzącego" magazynu The Wire po plebejski NME. Z nim sprawa jest łatwa: po prostu jest dobry, nowatorski i rzeczywiście ma coś do powiedzenia, jako kompozytor i producent przynajmniej, gdyż jego opowieści umęczonej, przepalonej do bólu duszy można szybko poznać dogłębnie. Jest autorem kilku już płyt, z których każda zasługuje na wzmiankę. "Maxinquaye", za to że była pierwsza. "Nearly God", za całość, "Pre-Millenium Tension" za charkot i ostatnia, "Angels With Dirty Faces", za doskonałe piosenki. W zestawieniu z "Mezzanine" Massive Attack ta druga jest jak płynąca cicho melodia uprzyjemniająca lato na działkach lub może soundtrack do sprzątania zakrystii...

PO CICHU WKRACZAJĄ NINJA

Imperium Ninja Tune narodziło się w zamierzchłych czasach, a przynajmniej wtedy, kiedy Jonathan More i Matt Black puścili po raz pierwszy publicznie kawałek "Say Kids, What Time Is It" i wszyscy oszaleli. Jak wspomina Mixmaster Morris, panowie znani jako Coldcut do końca obawiali się, czy nie zostaną zamknięci... za wykorzystanie cudzych kawałków. Był chyba rok 1989 i możliwości samplera dopiero zaczęły być doceniane. Sami Black i More prawdopodobnie umarliby ze śmiechu na określenie trip hop, bo i cóż ono znaczy? Ultraskreczowe breakbeaty, zainfekowane nowojorskimi freakami pokroju Steinskiego, okraszone samplami z telewizyjnych komedii i wodewilowych piosneczek nijak się mają do osmolonych, wolnych historyjek snutych przez Massive.

Wokół Ninja skupiło się grono artystów wspólnie odkrywających arkana sztuki funku, zabawy starymi płytami i wgłębianie się w posthumanistyczne manifesty Daniela Pembertona, trzeciej głowy Ninja i mózgu multimedialnego projektu Hex. Oprócz bardziej tradycyjnych, jak Herbaliser czy Up, Bustle and Out, silna jest frakcja innowatorów: Amon Tobin, Luke Vibert, Andy Coleman (Animals On Wheels) czy Si Begg (Cabbage Boy). Efekty multifascynacji i obsesji twórców Ninja od pewnego czasu dostrzec można na płytkach Coldcut, od enhanced CD po pełny CD-ROM dodany do albumu "Let Us Play". Website Ninja także jest starannie opracowany i wart głębszej penetracji.

Zmutowanym synem Ninja jest DJ Vadim, znany też jako Andre Gurov. Ten wychowany we Francji, a osiadły w Anglii eks-obywatel USSR tworzy własną odmianę hip hopu, zasługującą najbardziej na określenie trip. Na płytach wydawanych przez Jazz Fudge (ze smakiem prowadzony label Vadima) pojawia się hasło: audio research into minimal hip-hop.

A skąd wywodzi swe obsesje soniczne miły pan o nazwisku Howard Bernstein? Ten uroczy postmodernista i szkocko-żydowski mądrala w jednym ciele, znany światu jako Howie B, też ma swe trzy grosze do wtrącenia na temat przedziwnych określeń muzycznych stylów. Pussyfoot, czyli wytwórnia prowadzona przez tego troskliwego dżentelmena, stała się domem dla wielu artystów, których oryginalne podejście do sprawy dekonstrukcji breakbeatu zjedna im na zawsze szacunek nielicznej grupy entuzjastów. Bo nie wszyscy poza piszącymi recenzje brytyjskimi pismakami mieli szansę dotrzeć do niektórych pozycji wszechstronnego katalogu Pussyfoot. Jest tu i wykręcony jazzik Spacera - np. jednostronna dziesiątka "Contrazoom" to klasyk... Jest na Pussyfoot Dobie - oryginalny brytyjski hip hop, prawdziwe g..., jak chyba powiedziałby ktoś zza Oceanu. Jest, a raczej byli, Headrillaz, których widziałbym raczej na miejscu rockowej grupy Prodigy... wtedy chciałbym mieć 13 lat... Jest i sam Howie, pod różnorakimi ksywkami (Codefather!), drążący z humorem swój niegłupi break. Łebski facet: "Tak, palę jointy. Piję też kawę i colę i lubię dżin z tonikiem... i kanapki z awokado". Pali też papierosy Tartan.

NADCHODZI NOWY DŹWIĘK

Zastanawiam się, na ile światowa opinia publiczna zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele współczesna muzyka elektroniczna, nie tylko taneczna, zawdzięcza muzyce easy listening w swej najbardziej kiczowatej postaci? A zawdzięcza wiele. Od przerażających, niemożliwych melodii i wokaliz, z którymi nie wytrzymują największe gwiazdy operetki i soulu, po nowatorskie wykorzystanie instrumentów elektronicznych i przewrotne aranżacje. A co najważniejsze, breaki i beaty! Tak, moi drodzy, to prawdziwie trip hopowa muzyka. Techno zawdzięcza wiele tematowi z serialu Dr Who. Dla trip hopu podobnych soundtracków są tysiące: filmy karate, blaxploitation movies, tandetne horrory, gangsterskie filmy lat 60. i 70. ... Polecam płyty, wcale nietrudne do zdobycia: soundtracki Lalo Schiffrina, dancingowe szlagiery NRD, Best Of Karel Gott...

Mo'Wax to wytwórnia, która dla tzw. trip hopu może także stanowić punkt odniesienia. DJ Shadow działał podobno jeszcze przed 1990 r., ale popadł trochę w pułapkę pierwszego albumu, na którym najlepszym utworem okazał się najstarszy "What Does Your Soul Look Like?". Dalej poszło mu dobrze i w tej chwili nie martwi się o respekt, prasę i konto. Money Mark Nishita, kolega z wytwórni, prawa ręka Beastie Boys - którym przecież współczesna muzyka wiele zawdzięcza - także znajduje już swoje miejsce w Masters League. Andrea Parker, eteryczna lady, pokazująca także swe bardziej niegrzeczne oblicze... UNKLE, czyli boss wytwórni, dobry wujek. Playlista Jamesa Lavelle z grudnia 1994 r. - DJ Shadow, Palmskin Prod., Massive ( remix), Money Mark, Pulsinger, Skylab (Matt Ducasse i Howie B!), the Prunes (z Danii, obecnie w Ninja), Kenny Larkin (remix Carla Craiga, który też się zasłużył).

DC Recordings. Ponura nora rządzona przez psychotyka nazwiskiem J. Saul Kane. Kiedyś nagrywał coś z Simenonem z Bomb The Bass (też pierwociny trip hopu - 1988 r.), ale, jak przyznaje, wszystko zaczęło go irytować... Teraz bestia staje się silniejsza po każdym uderzeniu. Dla mnie definicją trip-hopu jest "Nine Deadly Venoms", pierwszy album Kane'a jako Depth Charge z 1994 r.

Ostatni rok przyniósł nam morderczą trylogię: "Disko Vixen", "Disko Alien" i "Disko Airlines". Disco, breakbeat, hip hop i sample z filmów karate w bezkompromisowo szorstkim miksie stworzyły rozwalające, klasyczne numery. Na letnie Mistrzostwa Świata w piłce nożnej Kane przygotował album "Romario". Piłkarzowi nie było niestety dane stanąć na boisku - przeżywał klęskę rodaków komentując mecz dla brazylijskiej TV. Kane nagrywa także brudne elektro jako Octagon Man. Błogosław mu, Panie.

Warp jest wytwórnią specjalizująca się raczej w eksperymentalnej, nieco uniwersyteckiej elektronice. Wytwórnia jest domem dla Red Snappera, zaskakującego zespołu, który znalazł nowe zastosowanie dla bębnów, kontrabasu i dęciaków. Pierwsze single i remix Andy Weatheralla otworzyły im drogę na Parnas. Właśnie wyszedł nowy album, "Making Bones", z udziałem jungle'owego rapera Mc Deta; kupcie go, a będzie i trip, i hop! Remiksy singla przygotowali prominenci Weatherall i David Holmes, który materiał na album "Let's Get Killed" zbierał w Nowym Jorku chodząc po mieście po zażyciu LSD. To dopiero trip. Dla Warp nagrywają też Boards Of Canada, którzy nowym albumem "Music Has The Right To Children" udowadniają wrażliwość na reinterpretację hip hopowych rytmów przez maszynę. Zresztą do tych korzeni odwołują się także ich mentorzy z Autechre...

Wiele jest jeszcze wytwórni i wielu artystów, którzy nie zostali tu wymienieni... Jest Pork i Fila Brazilia, jest szkoła francuska z Air, jest Lamb i Moloko, popsterzy , ale ze smakiem i głową... Jest wielu innych... nawet w naszym kraju. Santic - słowiański Massive (przynajmniej dobrze wyprodukowany, w odróżnieniu do innych). Jest nowa brytyjska scena - Fused and Bruised, Bolshi... I będzie tego coraz więcej...

I czymże jest trip hop? Czy to wolny, czy szybki break, czy kontrabas, czy sampler, z wokalem czy bez? Kto geniuszem, a kto cwaniaczkiem, wyczujcie sami. TRIP-HOP jest muzyką balansu. Trudno osiągalnej równowagi pomiędzy chałeczką, artystowską masturbacją a szczerymi emocjami opowiedzianymi przez kogoś, kto rzeczywiście ma o czym opowiadać. To trzeba wyczuć albo dać się przekonać. Ale ten wolny break!

Jeśli ciekawi Was zagadnienie balansu między sztuką a komercją, polecam: Simple Minds, remiksy Fila Brazilia i Philadelphia Bluntz, Edwyn Collins - remiksy Jamesa Lavelle, Red Snappera i Deadly Avenger (DC Rec.).

Na zakończenie polecam kilka miejsc, które warto odwiedzić podczas sieciowych tripów. Wybór jest nader subiektywny, ale może tworzyć podstawę udanego wieczoru:

http://www.massiveattack.co.uk - oficjalna strona sztandarowych przedstawicieli trip hopu

http://www.portishead.co.uk - minimalistyczna i monochromatyczna odpowiedź na zagadkę Beth Gibbons

http://www.howieb.co.uk/ - serwis Howie B i jego wytwórni płytowej

http://www.pork.co.uk - cudownie przyjemna strona uroczej wytwórni ;-)

http://www.x-radio.com - radiowe transmisje z archiwum X tripu i breaku

http://www.southern.com/pipe - Coldcut i cała załoga Ninja mają dla wszystkich gruba walizkę niespodzianek

http://www.feedback.com/tbd - pionierzy elektronicznego beatu - Black Dog

http://www.popnews.com/air/indexang.htm - nowy francuski projekt Air

http://www.crammed.de - Crammed Discs i wszystkie ich zaskakujące produkty

http://www.cmjmusic.com/ArtistOfDay/artistdjshadow.html - DJ Shadow

http://www.netmusic.com.pl/strony/santic/ - Santic

Już sama analiza nazwy - trip hop - świadczy, jak bardzo określenie to zawęża sens całego muzycznego zjawiska. Trip - czyli podróż, a może narkotyczny odlot, najczęściej utożsamiany z paleniem marihuany. Stąd wiedzie prosta droga do hip hopu, czyli rytmicznej breakbeatowej czarnej muzyczki z jej afroamerykańskimi korzeniami i kultem oraz niezaprzeczalnie istotną rolą DJ-a.


Zobacz również