Skandalista Korkuć

Michał Warda Plakat Korkucia wywołał oburzenie w środowisku polskich feministek. Autora zaskakiwały reakcje rozmaite: od skrajnych posądzeń o skrywane defekty osobowości, po wątpliwości, czy aby nie jest narzędziem prawicowej propagandy. Celem, jak podkreśla, było sprowokowanie dyskusji.

Michał Warda Plakat Korkucia wywołał oburzenie w środowisku polskich feministek. Autora zaskakiwały reakcje rozmaite: od skrajnych posądzeń o skrywane defekty osobowości, po wątpliwości, czy aby nie jest narzędziem prawicowej propagandy. Celem, jak podkreśla, było sprowokowanie dyskusji.

Przez pewien czas plakat „Zostań feministką"... rozklejony na ulicach Warszawy i Krakowa stał się wakacyjnym tematem tygodnia. Nieczęsto jesteśmy świadkami tak żywego odbioru medium, którego potencjalna siła oddziaływania wydaje się obecnie marginalizowana, rzykład inicjatywy Ruchu Odnowy Moralnej, pokazuje, że plakat może eszcze funkcjonować samodzielnie oddziaływać w tradycyjnej dla niego przestrzeni ulicy.

RHM mimo że Korkuć określa go mianem nieformalnego, obywatelskiego ruchu, skupiającego grono osób o podobnym spojrzeniu na społeczną i polityczną rzeczywistość Polski, należy traktować jako inicjatywę projektanta o naturze burzyciela, krytycznego z przekonań i temperamentu twórcę plakatów, ilustratora, dizajnera. Można zaryzykować tezę, że w działalność RHM/Korkucia równie ważne jak zwrócenie uwagi na poruszony problem, jest osobowość i styl autora plakatu. To dwuznaczne balansowanie na krawędzi autopromocji i społecznej misji realizowanej przez ruch o niesprecyzowanym bliżej programie, jest jednak zaletą zainaugurowanej przed 3 laty działalności Korkucia. Plakaty RHM wzbudziły spore emocje.

O koło 400 maili, które w krótkim czasie nadesłali na konto Ruchu sympatycy i krytycy akcji, potwierdziło sens wystąpienia pierwszego od lat obywatelskiego, niezależnego głosu projektanta, który odważył się na otwartą wypowiedź polityczną.Efektem est bezpardonowa, radykalna grafika o precyzyjnie sformułowanym przekazie, bez względu na to, czy zgadzamy się z jego przesłaniem, czy nie.Historia światowego dizajnu odnotowuje liczne przypadki niezależnej wypowiedzi projektanta: począwszy od zaangażowania rosyjskich artystów awangardy, którzy w początkach Rosji sowieckiej czynnie współtworzyli wizerunek nowego porządku społecznego, po oryginalną, antyfaszystowską twórczość artystów, takich jak niemiecki projektant James Heatrfield, poprzez bogatą historię powojennych ruchów kontestatorskich kontrkulturowych - od psychodelii i kultury kampusów uniwersyteckich lat 60. i 70. w USA, po rewoltę studencką w Paryżu w 1968 roku.Plakat, grafika agitacyjna, ilustracja prasowa czy szablon i graffiti stawały się głównym nośnikiem idei i z czasem ikonami swoich czasów.

Nieprofesjonalny duch agitacji niekiedy ewoluował, stając się podstawą profesjonalnej twórczości projektantów, jak w wypadku francuskiej, lewicowej formacji Grapus, czy krytycznej twórczości artystów Amerykanina Tomi Ungerera czy Izraelczyka Dawida Tartakovera. rzykładem przenikania języka kontestacji do reklamy stała się na początku lat 90. działalność Oliviero Toscaniego. Tradycyjnym nośnikiem społecznej i politycznej refleksji autora są do dziś popularne plakaty autorskie, wydawane w niewielkim nakładzie i w technikach na poły warsztatowych. W okresach przełomów politycznych projektant przejmował rolę aktywnego twórcy, wyraziciela idei, aktywnego współtwórcę procesów społecznych - jak Jerzy Janiszewski, autor logotypu Solidarności (1981), Tomasz Sarnecki z plakatem „W samo południe" (1989) czy na Węgrzech Istvan Oros, autor plakatu - symbolicznego pożegnania wycofującej się armii sowieckiej „Adieu" (1989).

Piotr Młodożeniec w czasie pierwszych wyborów prezydenckich tworzy znany, graficzny znak - wizerunek Lecha Wałęsy, zbudowany z liter inicjałów w formie kotwicy „Polski walczącej". Czasy gdy również od artystów oczekiwano aktywnego opowiedzenia się po jednej ze stron, minęły. Tym trudniejsza i bardziej ryzykowna staje się obecnie manifestacja własnej postawy obywatelskiej. Po przeszło dziesięciu latach od debiutu Korek Studio, widać wyraźnie, że to, czym od początku różniło się projektowanie Wojtka Korkucia od większości miernego dizajnu reklamowego połowy lat 90., nie było tylko prostą chęcią prowokowania zdezorientowanej chaosem wizualnym publiki. Korek jako jedyny wówczas ilustrator i plakacista bez kompleksów połączył malarski i rysunkowy temperament z ekspresją śmiałej figuracji, dystansując się od artystycznie oszczędnej poetyki polskiego plakatu.

W pierwszych realizacjach sięga po rozmaite środki wyrazu, sprawnie wsparte najnowszymi możliwościami grafiki komputerowej, angażując w kompozycjach plakatowych nader często własną, ekspresyjną fizjonomię. Projektowanie Korkucia zawsze cechowała wiara w siłę obrazu plakatowego, władzę plastycznej ekspresji nad uwagą odbiorcy. Do dziś zaletą prac Korka jest bezpardonowa estetyka dynamicznego, ekspresyjnego obrazu, który nie pozostawia widzowi czasu na refleksję. Działa kolorem rzuconym pędzlem na papier, drażniącym kolażem, drapieżnym rysunkiem. Choć w ostatnich plakatach Korkuć coraz częściej skupia się na wizualnym koncepcie, korzysta z fotografii studyjnej i zrównoważonej, statycznej typografii, ilustracja nadal pozostaje polem nieustającej wizualnej prowokacji.

To głównie dzięki powrotowi do klasycznego języka plakatu, najbardziej demokratycznemu medium komunikacji, Korkuć potrafił zaskoczyć środowiska znane z radykalizmu. Tak odmienne jak aktywny ruch feministyczny, prawicową organizację młodzieżową i lewicową partię z tradycjami do kompletu. Zagadkowy Ruch Higieny Moralnej, choć jak dowodzi jego lider, jedyny dizajner w tym gronie, tworzy grupa znajomych i przyjaciół o wspólnych przekonaniach ponad politycznych, wydaje się raczej projektem autorskim, rodzajem zdrowego odruchu obywatelskiego.

„Najbardziej dziwi mnie fakt, że w naszym kraju karierę robi krytyka negatywna. [Korkuć wskazuje kalendarz osoby publicznej z 2001 roku]. Kalendarz miał wymowę pozytywną, prezentowany był na Vidicalu, jednak nikt nie zwrócił uwagi na zawarty w nim przekaz. O plakacie „Sojuszowi dziękujemy” mówi, że „jest to mocny akcent, ostatnie słowo na zakończenie kadencji odchodzącego rządu, wstęp do kolejnej, politycznej zmiany sił”.

Korkuć w sposób radykalny w warstwie plastycznej oraz w treści przeciwstawia się wszelkim objawom radykalizmu światopoglądowego. Takie podejście odsuwa na bok rozważania o możliwych sympatiach politycznych autora, który podkreśla obywatelski charakter swojej działalności i wskazuje na jej interwencyjny charakter. Poza krytycznym tonem nietypowego wystąpienia, warto zwrócić uwagę na istotny walor formalny akcji RHM: Korkuć wykorzystuje medium doskonale sobie znane, ochoczo przez krytykę skazywane na powolne wymarcie.

Plakat okazuje się nadal efektywnym środkiem przekazu, wbrew utrwalającemu się systemowi komunikacji marketingowej i społecznej upatrującej w nim jedynie elementu uzupełniającego prowadzone kampanie. Tutaj plakat jest jedynym środkiem przekazu, a w wykonaniu Korkucia wykorzystuje doskonale znane i sprawdzone środki perswazji plastycznej: liternictwo i obraz.

Zarówno w plakacie sprzed 3 lat „Nie ufaj (ko) muchom”, jak i wypadku najnowszych realizacji, m.in. „Sojuszowi dziękujemy”, mamy do czynienia z klasycznym krojem afiszowym „Block”, o czytelnym rysunku i miękkim konturze, naśladującym w elektronicznej wersji fontu naturalny efekt odbitki z pierwotnie drewnianej czcionki. Prostej literze, głównemu nośnikowi sloganu towarzyszy czytelny, uproszczony rysunek lub fotografia, przy czym, jak podkreśla Korkuć, cechy artystyczne warstwy ikonograficznej są mniej istotne niż wymowa plakatów. Odręczny rysunek sztandarów, budujących przewrotne, zbudowane na grze słów hasło „gra partii”, znajduje czytelne uzupełnienie w jednolitej dla większości projektów kontrastowych zestawieniach czerwieni, czerni i bieli.

W „feministycznym” plakacie pojawia się motyw z opublikowanej dwa lata wcześniej na łamach „Playboya” ilustracji tekstu „Trup w szafie” (nr 129 (330), 2003). Podobnie jak w kolejnej grafice towarzyszącej rok później tekstowi Michała Zabłockiego „Seks Kazimierza” („Playboy”, nr 3(136), 2004), Korek wraca do stylu, z którego znany był od początku, i do którego do dziś konsekwentnie powraca w projektach okładek i w ilustracji prasowej. Zdecydowane zastosowanie koloru zdradza malarski temperament, którego wzorem od początku pozostaje dla Korkucia twórczość Waldemara Świerzego.

Niedawne wystąpienie Wojciecha Korkucia i Ruchu Higieny Moralnej, to nie tylko ciekawy prolog najdłuższego w demokratycznej Polsce miesiąca wyborczego, ale również akt buntu i zarazem dowód na to, że projektant może być sprawcą, a nie jedynie wykonawcą, twórcą niezależnym i wyrazicielem opinii większej zbiorowości. Słowem, jest w stanie z pomocą niezwykle groźnej broni – grafiki, wyrażać opinie, o których można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że zostały niezauważone.

Wojciech Korkuć (ur. 1967). Grafik-projektant, absolwent Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, którą ukończył dyplomem w pracowni plakatu prof. Mieczysława Wasilewskiego. Założyciel studia projektowego Korek Studio. Mieszka i pracuje w Warszawie.

http://www.korekstudio.com.pl


Zobacz również