Skaza nieseryjna

Obłęd sprawił, że żaden z nich nie powstrzymał się od wcielenia w życie swojej makabrycznej wizji. Ich czyny podyktowane przez chory umysł zawsze budziły strach. Od wielu lat mordercy przemykają po ekranach, a ich uśmiechnięte twarze zapamiętuje się na zawsze.

Obłęd sprawił, że żaden z nich nie powstrzymał się od wcielenia w życie swojej makabrycznej wizji. Ich czyny podyktowane przez chory umysł zawsze budziły strach. Od wielu lat mordercy przemykają po ekranach, a ich uśmiechnięte twarze zapamiętuje się na zawsze.

Znajomy Amerykanin opowiadał mi kilka lat temu o sposobie pokazywania Charlesa Mansona w telewizji. Zabieg polegał na maksymalnym zbliżeniu twarzy mordercy. Ten nienaturalny widok sprawiał, że publiczność prawie czuła na sobie oddech mordercy. Podobnie został ukazany Hannibal Lecter podczas pierwszego spotkania z agentką Clarice.

Hannibal bezalkoholowy

Jego spojrzenie jest zimne, badawcze, jak na lekarza przystało, wręcz diagnostyczne. Pierwsze mocne wrażenie po spotkaniu z Lecterem potęguje fakt, że osadzony jest w specjalnym pomieszczeniu, przypominającym akwarium. Od razu wiadomo, że to nie człowiek, ale zwierzę. Ocena zmienia się wraz z każdym jego starannie cedzonym słowem. Okazuje się, że w tej przedziwnej klatce zamknięto człowieka światowego, wyrafinowanego, którego zimna, wyrachowana błyskotliwość wzbudza szacunek. Oto szalony geniusz zgubiony przez swą psychiczną słabość, a może deformację. Emocjonalny kontakt, oscylujący na krawędzi wzajemnej fascynacji, rozbudzony między młodą piękną agentką a krwiożerczą bestią sprawia, że obraz Lectera nabiera cieplejszych barw, staje się on wręcz bohaterem pozytywnym. Żegnamy go na wolności, gdzie ma dokonać zemsty.

Stęsknieni dalszych losów Lectera i Clarice czekaliśmy aż 10 lat na Hannibala. Dowiadujemy się, że agentka wciąż pracuje dla FBI, on zaś mieszka we Florencji. Stara się o posadę kustosza i wszystko wskazuje na to, że wiedzie dobre życie, o którego wartości stanowi między innymi obcowanie z wysoką kulturą. Tym razem jednak spokój jest pozorny, bowiem jedyna żyjąca ofiara Lectera, perfidny multimilioner o zdeformowanej twarzy, czyha na życie doktora. Hannibal musi zacząć działać. Niestety, podobnie jak to miało miejsce w wypadku filmów akcji, bohater zamiast mrozić swym widokiem, żartuje na temat posiłków, mrugając okiem w stronę publiczności. Może w ten sposób Lecter daje nam jakiś znak? Pytanie - czego dotyczący. Hannibal, który w Milczeniu owiec układał proste akronimy dla bystrej Clarice, pozostawia swoje zachowanie bez komentarza.

W ciągu ostatnich kilku lat ten gatunek filmowy przeżył znaczącą ewolucję. Wydawać by się mogło, że horror osiągnął swój kres. Być może ze względów komercyjnych, nowy Lecter został psychologicznie spłaszczony. Przypomina raczej pana z reklamy piwa, mrużącego nerwowo oko przed wypowiedzeniem dobrze wszystkim znanej kwestii. Te komediowe zagrywki dezorientują w wypadku Hannibala, choć sam film jest zrobiony perfekcyjnie, a epizod florencki jest piękny i majestatyczny.

Śmiać się, czy płakać?

Coś złego dzieje się z tematyką filmową, ukazującą seryjnych morderców. Kolekcjoner kości czy Cela są filmami niedopracowanymi. Nie mają owej mocy, charakteryzującej chociażby Siedem. Brakuje kompleksowej analizy czynów przestępców i próby ich wytłumaczenia. Już nawet parodia W czym mamy problem lepiej tłumaczy najróżniejsze zachowania mordercy. To czarna komedia, będąca reakcją na eksploatację tego wątku, głównie w horrorze. Jest to zabawna historia zwykłej matki, która w wolnych chwilach zastrasza sąsiadów, rewanżując się w okrutny sposób za nieekologiczne postawy czy niekulturalne zachowania. W starszych produkcjach rys psychologiczny mordercy budził strach. Czasami pojedyncze sekwencje tworzą niepowtarzalny klimat.


Zobacz również