Smoki i rozczarowania - recenzja Dragon Age 2

Droga do władzy, zdrady, intrygi, romanse i wiele więcej w ciekawej oprawie graficznej i bogatym świecie. A wszystko to prosto od mistrza gatunku cRPG, czyli firmy Bioware. Jednak nawet mistrz może mieć słabszy dzień. O wiele słabszy.

Firmy Bioware chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest to wręcz synonim gatunku RPG na rynku rozrywki elektronicznej. Panowie maczali swoje palce w klasycznych już dziś produkcjach: serii Baldur`s Gate, Star Wars: Knights of the Old Republic czy też niedawnej serii Mass Effect. Kilka lat temu postanowili jednak powrócić do starej szkoły RPG. Tak oto pojawił się pomysł duchowego następcy Wrót Baldura - Dragon Age. Gra oferowała niemal wszystko, czego oczekiwać mogli fani przebywający duchem w świecie Baldura. Pomimo ogranej fabuły, Dragon Age: Origins oferował niebanalne postacie, system łączenia zaklęć, walkę w widoku izometrycznym oraz niesamowicie bogaty świat. A teraz nadszedł czas na jego następcę.

Dragon Age 2 opowiada historię uchodźca z Lothering, miasta znanego nam z pierwszej części gry. Na ziemiach Fereldenu trwa plaga, a główny bohater wraz z rodziną zmuszony jest do ucieczki na bardziej spokojne obszary. Za sprawą paktu z niespodziewanym sojusznikiem, udaje im się cudem dostać do Kirkwall - miasta za morzem, w którym mają nadzieję odnaleźć spokój. Ale już na samym początku Hawke uzyskuje "zatrudnienie" w jednej z dwóch frakcji. Tak zaczyna się mozolne wspinanie po szczeblach kariery. Nie myślcie jednak, że ten rok będzie wypełniony przygodami. Po wyborze frakcji otrzymujemy zdawkową informację "minął rok" i przechodzimy do dalszej części gry. Teoretycznie fabuła przedstawia dekadę z życia bohatera. W praktyce natomiast jest to około 40 godzin rozgrywki ze wstawkami o upływającej ilości czasu.

Do wyboru mamy trzy odmienne klasy postaci: maga, łotrzyka oraz wojownika. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by wyszkolić czarownika do poziomu odpowiedniego do używania pełnej zbroi płytowej. Podobnie w przypadku złodzieja. Zrezygnowano natomiast ze znanego z pierwszej odsłony systemu zmęczenia postaci. Możliwość dostosowania wyglądu głównego bohatera powinna uszczęśliwić nawet największych malkontentów, gdyż jesteśmy w stanie nadać dowolne rysy twarzy. Warto pobawić się w chirurga plastycznego, by czerpać pełną przyjemność z rozgrywki. Wiele osób rozczaruje zapewne fakt, że całkowicie zrezygnowano z możliwości wyboru rasy, co było jednym z plusów pierwszej odsłony. Zostało to podyktowane podłożeniem głosu głównej postaci, jednak pewien niesmak pozostaje.


Zobacz również