Smuga cienia

Według badań i statystyk prawie połowę wszystkich skanów zrobiono z kartek zapisanych tekstem. Równie liczną drugą część - z papierowych fotografii. Więc niemal każdy skan, jaki zrobiono, można wykonać na płaskim tanim skanerze CCD, bohaterze tego testu.

Według badań i statystyk prawie połowę wszystkich skanów zrobiono z kartek zapisanych tekstem. Równie liczną drugą część - z papierowych fotografii. Więc niemal każdy skan, jaki zrobiono, można wykonać na płaskim tanim skanerze CCD, bohaterze tego testu.

Nic dziwnego, że producenci wydają się zadowoleni ze swoich wyrobów. Wśród tańszych skanerów CCD nie ma nowych, rewolucyjnych rozwiązań. Nowinki przechodzą z droższych do tańszych modeli, i to ze sporym opóźnieniem. Tam wchodzi do użytku rozdzielczość 2400x4800, tutaj dopiero 1200x 2400. Szybsze USB jest w droższych w większości, w grupie tańszych nawet niektóre z nowych modeli wyposażane są w wolniejszy interfejs. Także tempem pracy tańsze skanery ustępują droższym.

Na czym zaoszczędzono w tanim skanerze?

Podział na grupy produktów jest w wypadku skanerów wyjątkowo klarowny. Tanie od droższych dzieli nie tylko cena, ale i wiele cech technicznych. Niektóre kombinacje cech skanera, jego rozdzielczości czy dynamiki nie mają szans na wykorzystanie z powodu unikatowości materiałów, do których skanowania mogłyby się przydać. Na przykład duża zdolność rozdzielcza skanera przydaje się tylko w powiększeniach, które robi się najczęściej z klatki filmowej. Z kolei ten rodzaj oryginału wymaga wyjątkowo dużej dynamiki i drugiego źródła światła do prześwietlenia skanowanego obiektu. Wysoka rozdzielczość bez dobrej dynamiki jest nieprzydatna.

Przy skanowaniu zdjęć warto ustawić punkty bieli i czerni. W sterowniku Microteka klikamy kroplomierz (lewy czerń, prawy biel), a potem miejsca, które mają być czarne (głęboki cień) i białe (chmury). Do dyspozycji mamy jeszcze krzywą tonalną, jasność/kontrast, korekcję na kole barw.

Przy skanowaniu zdjęć warto ustawić punkty bieli i czerni. W sterowniku Microteka klikamy kroplomierz (lewy czerń, prawy biel), a potem miejsca, które mają być czarne (głęboki cień) i białe (chmury). Do dyspozycji mamy jeszcze krzywą tonalną, jasność/kontrast, korekcję na kole barw.

Zgodnie z powyższym, test tanich urządzeń CCD w istocie rzeczy obejmuje modele mogące poprawnie skanować fotograficzne odbitki na papierze. W tym wypadku decydujące ograniczenie wynika z technologii wywoływania zdjęć. Oznacza to możliwość osiągnięcia gęstości optycznej nie większej niż 2 do 2,5 D. Liczba ta odpowiada ośmiobitowej głębi koloru dla każdego z trzech kanałów RGB. Warto dodać, że do skanowania negatywów bez strat wymagana jest dynamika 3, a slajdów nawet 4D. W pierwszym przypadku głębia koloru nie powinna być mniejsza niż 12, w drugim aż 15 bitów. Oczywiście chodzi o wartościowy sygnał, a nie szum powstający wyjątkowo łatwo podczas zamiany światła na ładunki elektryczne.

Kolorowa niewiarygodność

Napisy na opakowaniach i specyfikacje skanerów są polem szczególnie zażartej wojny marketingowej. Rozdzielczość interpolowana i bitowa głębia koloru nie są podawane według ujednoliconej normy i nie mogą być porównane. Na szczęście jest jeszcze gęstość optyczna, która do tej pory zachowała charakter danej technicznej, nie poddając się marketingowym manipulacjom. Wśród testowanych skanerów w trzech przypadkach gęstość optyczna była wymieniona w specyfikacji. Nieprzypadkowo, bo oba Microteki i Epson należały do modeli z najlepszą dynamiką.

Rozdzielczość optyczna mówi o liczbie detektorów na długości jednego cala listwy skanującej. Teoretycznie większa wskazuje na lepszą zdolność do rozróżniania szczegółów, ale w teście ujawniła się jeszcze inna zależność. Okazało się, że decyduje także jakość układu optycznego i równomierność przesuwu ramienia. Z porównania trzech tegorocznych testów wynika, że najmniej na zdolności rozdzielczej tracą skanery CIS, w których optyka została zredukowana do minimum. Gorzej wypadły droższe modele CCD, najgorzej - biorące udział w dzisiejszym teście. Wśród nich przyzwoite wyniki miały tylko BenQ 5300U i Mustek 2400CS. Jednak nawet w najgorszych modelach nie ujawniała się aberracja chromatyczna - przebarwienie testowej czerni w stronę jednej z barw składowych - więc poza utratą szczegółów wady optyki nie rzucały się aż tak mocno w oczy.

Śpiesz się powoli

Opłacalność

Opłacalność

Szybkość i jakość skanowania są sobie przeciwstawne. Przed właściwym skanowaniem czujniki powinny być skalibrowane, najlepiej dwukrotnie (dla włączonej i wyłączonej lampy). Kolor i intensywność świecenia samej lampy powinny się ustabilizować. To są czynności wstępne, obie wymagają czasu. Jednak rozgrzewanie ciepłej lampy przed każdym skanowaniem, tak jak robi się w BenQ 5300U i kilku innych modelach - to już przesada.

Ale także tempa pracy zasadniczej nie można nadmiernie przyspieszyć. Należy zadbać o przewagę sygnału nad szumem. Zmniejsza ją nie tylko skrócenie czasu naświetlania, ale i zmniejszenie wymiarów komórki światłoczułej, które jest często skutkiem powiększenia rozdzielczości. Dlatego niektórzy producenci nie zagęszczają czujników, ale dostawiają kolejną kompletną listwę skanującą, nieznacznie przesuniętą w stosunku do poprzedniej. Niezależnie od szczegółów konstrukcji, jedni producenci stawiają na tempo, akceptując większy udział szumów w obrazie, inni na jakość. Ten dylemat najlepiej rozwiązał Plustek w modelu OpticPro 28. Skaner nie tylko uwinął się najszybciej z testami, ale i uzyskał bardzo dobry wynik w próbie jednorodności. Wicemistrzem tempa został Mustek BP 1200f. W przypadku pary skanerów tego producenta 1200f i 2400CS można bez zmian przepisać uwagi z kwietniowego testu droższych modeli. Tam również nowsza wersja, wyróżniająca się większą rozdzielczością, pracowała nieproporcjonalnie wolno.


Zobacz również