Spotkanie Internetowych Żeglarzy

''Internet sprawia, że zafascynowani nim ludzie wyobcowują się z rzeczywistego świata. Wpatrzeni w monitory zapominają o tym, że istnieje coś poza cyberprzestrzenią. Tracą kontakt z innymi.''

''Internet sprawia, że zafascynowani nim ludzie wyobcowują się z rzeczywistego świata. Wpatrzeni w monitory zapominają o tym, że istnieje coś poza cyberprzestrzenią. Tracą kontakt z innymi.''

Takie głosy i opinie padają z wielu stron, w prasie i telewizji wypowiadają się na ten temat autorytety, kreśląc przygnębiające wizje samotników, spędzających życie przy komputerach i jeśli rozmawiających z innymi, to tylko za pośrednictwem tych maszyn.

Być może zdarzają się takie przypadki. Myślę jednak, że istnieje także druga strona medalu. Osobiście znam wiele osób, dla których Internet stał się miejscem, gdzie zdobyli nowych znajomych, a teraz wymieniają listy i spotykaja się poza cyberprzestrzenią - "na żywo".

Chciałabym opowiedzieć właśnie o takim spotkaniu w świecie rzeczywistym, które gdyby nie Internet, nigdy nie doszłoby do skutku. Było nim I Ogólnopolskie Spotkanie Internetowych Żeglarzy SIŻ'96. Choć nazwa ta brzmi dosyć pompatycznie, sama impreza niewiele miała z powagą wspólnego.

Co najbardziej lubią żeglarze

Wiele razy słyszałam głosy, że ludzie dzielą się na normalnych i żeglarzy, a to dlatego, że jeśli gdzieś spotka się chociaż dwóch z tych ostatnich, natychmiast się rozpoznają i zaczną snuć dla nich tylko zrozumiałe "morskie opowieści". Nic więc dziwnego, że żeglarze odnaleźli się także w sieci, dzięki listom dyskusyjnym, stronom WWW itd..

Jedną z poświęconych żeglarstwu stron, zresztą bardzo ciekawą i ładnie zrobioną, prowadzą w Gliwicach Agrest (Tomek Dwornicki) i Jurgen (Jurek Hodor), studenci tamtejszej politechniki. Strona nosi nazwę "Żeglarstwo, szanty, Śląski Yacht Club" i znajduje się pod adresem: http://zeus.polsl.gliwice.pl/~agrest/

To właśnie wśród znajomych Agresta i Jurgena narodził się pomysł, żeby osoby wymieniające swe doświadczenia o żeglarstwie w Internecie, spotkały się "na żywo" i podyskutowali w warunkach najbardziej temu zajęciu sprzyjających, to znaczy nad wodą i przy piwie.

Przy organizacji spotkania wykorzystywano wszystkie możliwe "sieciowe" sposoby: powstała lista dyskusyjna, wywieszono wiadomość na pl.rec.żeglarstwo, pl.rec.nowości i pl.rec.travel, a kiedy był gotowy plan imprezy, która miała odbyć się prawdziwie po żeglarsku na Mazurach, Jurgen i Agrest wyprodukowali na swojej maszynie specjalną stronę z ogłoszeniem o planowanej imprezie.

Znalazł się tam projekt banderki, jaką miał nieść każdy jacht SIŻ-owej flotylli. Strona zawierała także szczegółowy plan imprezy i kapownik, w który mogli się wpisywać wszyscy chętni, aby było wiadomo na przykład, ile piwa należy zamówić. Dla tych, którzy trochę słabiej znają Mazury, przygotowana została mapka wraz z opisem, jak trafić w wybrane na spotkanie miejsce.

Z Internetu po Śniardwach

19 sierpnia w porcie w Mikołajkach od rana gromadziły się jachty z SIŻ-ową banderką. Z największą niecierpliwością organizatorzy wyglądali jednak plastikowej DZ-ty o nazwie "Gejsza", jedynego jachtu na tyle dużego, że pomieścić mógł wypożyczony na imprezę rollbar, do którego zakupiono już dwie beczki piwa.

Odprawa kapitanów wszystkich jachtów odbyła się na flagowej jednostce imprezy, "Vikingu III", na którym pływali Agrest i Jurgen ze znajomymi. Tam też "na ostatni guzik dopięto" plan imprezy i po załadowaniu rollbaru, beczek z piwem i produktów na wieczornego grilla oraz śniadanie, cała flotylla ruszyła na południe ku jezioru Śniardwy, w miejsce, gdzie miała mieć miejsce główna część Spotkania Internetowych Żeglarzy.

Po dotarciu do celu, wszyscy, już w świetnej komitywie, zabrali się do wyładowywania sprzętu i produktów, przygotowywania terenu, drewna na ognisko itd.

Zaczęło się po zapadnięciu zmroku

Zasiedliśmy wokół ogniska i piekliśmy kiełbaski, ryby, a nawet banany (specjalność załogi "Gejszy"!), które oczywiście popijaliśmy piwem. Po kolacji Agrest nakreślił plan imprezy, zaś kapitanowie jachtów przedstawili swoje załogi, nie pomijając działalności internetowej i adresów sieciowych. Okazało się, że nawet wewnątrz załóg niektóre osoby znały się wcześnej jedynie z wymienianej siecią poczty. Tak było też w przypadku Moniki z naszej załogi, którą pierwszy raz zobaczyłam "na żywo" dopiero w Mikołajkach.

A potem do rana lało się piwo, snuły "morskie opowieści", odbywały się różne gry i zabawy. Nie mogło się też obyć bez chóralnego śpiewania szant, niezbędnego elementu każdego spotkania żeglarzy.

Muszę powiedzieć, że duże wrażenie na dobijających do brzegu obcych jachtach robił ustawiony na środku leśnej polany nad brzegiem jeziora bardzo fachowy rollbar z piwem Żywiec, wokół którego po zapadnięciu zmroku koncentrowało się życie towarzyskie. Ponieważ było to spotkanie żeglarzy internetowych, jako podstawki pod piwo od przemiłych barmanek otrzymywaliśmy przestarzałe już dla większości z nas pięciocalowe dyskietki.

Następnego dnia wstaliśmy... późno. Świeciło słońce i większość była w tak dobrych humorach, że kiedy okazało się, iż na dnie beczki zostało jeszcze kilka litrów piwa, nikt nie chciał go już pić i znaleźliśmy dla niego inne zastosowanie: ponieważ bylo ciepłe i świetnie się pieniło, jakże malowniczo wyglądały polewane nim osoby! W tej radosnej atmosferze prawie nikt nie ostał się suchy:

Przed powrotem do Mikołajek nastapiła jeszcze wspólna kąpiel w jeziorze, a to w celu zmycia piwa, które zastygając wytworzyło na skórze błyszczącą, sztywną powłokę.

Więcej szczegółow na temat przebiegu imprezy, a także sporą porcję zdjęć można znaleźć na poświęconej jej stronie, którą już oczywiście zrobili u siebie Jurgen i Agrest:

Tak oto wyglądało I Spotkanie Internetowych Żeglarzy. Wszyscy, którzy wzięli w nim udział, bawili się świetnie i są przekonani, że była to pierwsza z cyklu tego rodzaju imprez. A skoro znamy się już i poza siecią, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy się spotykali częściej.

W ten sposób udało nam się zaprzeczyć tezie, jakoby Internet alienował swoich użytkowników i nie sprzyjał nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich.

Mogę jeszcze dodać, że na tej imprezie, czyli dzięki Internetowi właśnie, jeden z organizatorów poznał miłość swojego życia. Ale to już osobna historia...


Zobacz również