Strachy na CEO

Nieustający napływ złych wiadomości o malejących zyskach i korporacyjnych skandalach nie zachęca liderów biznesu do podejmowania ryzyka czy inwestowania.

Wszyscy zdają się wiedzieć, czemu gospodarka jest w tak złej kondycji. Groźba rozpoczęcia wojny z Irakiem stresuje inwestorów, zaufanie konsumentów wciąż spada, a złe wiadomości ekonomiczne zdają się przeważać nad dobrymi. Zdaniem Johna A. Byrne'a, z BusinessWeek, amerykańscy ekonomiści, którzy na co dzień śledzą każde wystąpienie Alana Greenspana powinni przyjrzeć się również innej możliwej przyczynie gospodarczej zapaści.

Można ją nazwać w skrócie lękiem CEO. Rzadko mierzone czy dyskutowane zaufanie dyrektorów wykonawczych jest, zdaniem BusinessWeek, równie ważne jak inne wskaźniki makroekonomiczne. To CEO decydują o inwestycjach, wydatkach na technologię czy sprzęt, które to wydatki mogły by pomóc w ożywieniu gospodarki.

Jeszcze nie tak dawno temu, w epoce rosnących kursów akcji i nadmiaru pracy, CEO byli niemal idolami. Dziś, w dobie słabej sytuacji gospodarczej i zapaści na rynku akcji, z wciąż zaskakującymi i coraz liczniejszymi skandalami korporacyjnymi, CEO czują się pokonani i nie lubiani. Sondaże pokazują wyraźnie, że poszanowanie publiczne dla kadry menedżerskiej jest najniższe w historii.

Spowolnienie gospodarcze i lęk przed wojną sprawiają, że korporacyjna Ameryka znalazła się w sytuacji patowej. Wiele firm wstrzymało wszelkie decyzje, a świadomość fatalnej sytuacji ekonomicznej jeszcze pogarsza sprawę.

Pętla wokół szyi amerykańskiego CEO zdaje się zacieśniać. Opinia publiczna jest do niego wrogo nastawiona, media są coraz bardziej nieufne wobec liderów korporacji. Akcjonariusze stają się coraz aktywniejsi i chcą decydować o strategii firmy. Prezesi korporacji, którzy sami znaleźli się w tarapatach, wymagają od CEO coraz więcej. Z kolei podwładni, z których wielu pracuje z ciągłą obawą przed zwolnieniami, również odnoszą się do dyrektora wykonawczego z rosnącą niechęcią.

Kilka lat temu CEO w glorii podpisywali się pod sukcesami swoich firm i ich rosnącymi fortunami, teraz zaś przypisuje im się lwią część winy za spadające kursy akcji. Jednak zdaniem Warrena Bennisa, liderzy odpowiedzialni są jedynie za ok. 15% wyników firmy. Za pozostałe 85% odpowiadają inne czynniki, takie jak ogólna sytuacja gospodarcza czy konkurencja.

Oczywiście trudno byłoby znaleźć CEO, który otwarcie przyznałby się do swoich obaw. Jednak, Marshall Goldsmith, specjalizujący się w psychologicznych poradach dla kadry menedżerskiej, twierdzi, iż jeszcze nigdy liderzy biznesu nie byli w tak złej kondycji. Przytacza nawet przykład dyrektora wykonawczego, który podczas spotkań towarzyskich wstydzi się przyznać do tego, że jest CEO. Nie mówiąc już o niechętnym wypowiadaniu się na łamach prasy. CEO zaczęło towarzyszyć poczucie, że opinia publiczna uwzięła się na nich.

Problem jest naprawdę poważny, ponieważ w takich warunkach trudno wymagać od amerykańskich CEO pozytywnego myślenia, optymizmu czy odważnego działania. Coraz więcej firm nie jest w stanie osiągnąć zakładanych przychodów i na razie nie widać światełka w tunelu. Na ten zbiorowy pesymizm trudno znaleźć lekarstwo. CEO muszą czekać, z wymuszonym uśmiechem, na odwrócenie złej rynkowej passy a wraz z nim powrót ich dobrej reputacji.

BusinessWeek podaje im już jedną dobrą wiadomość: jak wynika z badań nowojorskiej firmy Perfect Match, CEO z dużych spółek publicznych wciąż są najatrakcyjniejszymi kandydatami na randkę dla 49% ankietowanych. Prawnicy znaleźli się dopiero na drugim miejscu (42%), a sprzedawcy na trzecim (11%). Może to marna pociecha, ale zawsze...


Zobacz również