Świat w ruchu

W ostatnich latach nastąpił znaczący wzrost migracji na całym świecie. W wielu przypadkach bogatym państwom opłaca się przyjmować pracowników z krajów uboższych. Jednak nawet państwa, które tradycyjnie ciepło przyjmowały imigrantów mają coraz większe wątpliwości - pisze The Economist.

W Europie Zachodniej niewiele tematów budzi tak gorące emocje jak migracja, a zwłaszcza rosnąca liczba przybyszów poszukujących azylu. Zdaniem lewicy warto ich przyjmować: jeśli nie są ofiarami represji totalitarnych reżimów, to są ofiarami staromodnego kolonializmu lub nowoczesnego imperializmu globalizacji. Prawa strona się temu sprzeciwia, podkreślając, że 80% ubiegających się o azyl otrzymuje odpowiedź odmowną, ponieważ państwo nie może pozwolić sobie na taką szczodrość wobec potencjalnych imigrantów. W oczach prawicy przynoszą oni również "przestępczość i chorobę". W wielu krajach zachodnioeuropejskich, skrajnie prawicowe partie polityczne zdobyły sobie ostatnio elektorat wykorzystując popularne obawy przed imigrantami. Opublikowany 10 czerwca br. raport Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji pokazuje, że liczba osób opuszczających rodzinny kraj w poszukiwaniu lepszego życia gwałtownie rośnie. Od połowy lat 60. uległa podwojeniu - do 175 mln, co stanowi niemal 3% wszystkich mieszkańców Ziemi.

Na całym świecie bogate państwa walczą z nielegalną imigracją, choć poszczególne rządy mają różne powody do obaw. USA zostały zbudowane rękami imigrantów i nadal pozostają relatywnie otwarte dla zagranicznych przybyszów, zwłaszcza dla wykwalifikowanej siły roboczej. Stany przymykają oko na rzesze nielegalnych imigrantów, w tym meksykańskich robotników, którzy mają wystarczająco wielu legalnie mieszkających w USA pobratymców, stanowiących ważny elektorat w Kalifornii czy Teksasie. Poza tym, odkąd Ameryka ma mniej szczodry system opieki socjalnej, nie mówi się już, że pieniądze podatników są wydawane na ubiegających się o azyl. Jednak po atakach terrorystycznych 11 września 2001 r. Amerykanie zaostrzyli politykę imigracyjną. Podobnie uczyniła Kanada, choć nadal pozostaje bardzo otwarta dla azylantów, pozwala im na pracę i przyznaje opiekę socjalną.

W Europie Zachodniej problem związany z imigrantami jest dość złożony. Europa potrzebuje pracowników z innych części świata, ponieważ jej społeczeństwo się starzeje. Brytyjski National Health Service, który jest jednym z największych pracodawców w Unii Europejskiej, upadł by gdyby nie rzesze zatrudnionych imigrantów: lekarzy, pielęgniarek, salowych itd. Jednak, mimo potrzeby zatrudniania imigrantów, wiele państw Zachodniej Europy prowadzi tak restrykcyjną politykę migracyjną, że wielu przybyszów z biedniejszych krajów nie prosi o azyl, uznając, że to najlepszy sposób na zostanie i podjęcie pracy. W dodatku system azyli jest kosztowny: Wielka Brytania wydaje nań 5 mld USD rocznie. Poza tym wielu imigrantów, zwłaszcza z krajów muzułmańskich, oskarża się o nie przestrzeganie liberalnych wartości zachodnich - np. w stosunku do kobiet. Na takim postrzeganiu imingarntów kariery robią partie ultraprawicowe.

Unia Europejska usiłuje wypracować spójną politykę imigracyjną dla wszystkich państw członkowskich. Na początku czerwca br. Komisja Europejska wystąpiła z propozycją "bata i marchewki" - zobowiązała państwa członkowskie do podjęcia działań w celu lepszego zintegrowania z resztą społeczeństwa legalnych imigrantów, którzy (często nawet już w drugim pokoleniu) pozostają ubożsi i z gorszymi perspektywami życiowymi niż rdzenni obywatele państwa. Jednocześnie KE opowiedziała się za wprowadzeniem lepszych systemów do zwalczania nielegalnej imigracji, np. stworzenie ogólnoeuropejskiej bazy wiz wjazdowych i zaostrzenie kontroli granicznej.

Na podstawie artykułu "World on the move", The Economist, 11 czerwca 2003


Zobacz również