System bezkluczykowy to proszenie się o kradzież auta

Samochodowy system bezkluczykowy można "złamać" wykorzystując sprzęt za paręset złotych. Do takich wniosków doszedł jeden z naukowców, który postanowił sprawdzić jak bezpieczne jest to rozwiązanie.

Trzymając kluczyk w kieszeni lub torbie podchodzimy do samochodu, otwieramy drzwi po czym naciskając przycisk uruchamiamy silnik i odjeżdżamy. Wysiadając po prostu zamykamy drzwi i odchodzimy. Po chwili sam się przecież zarygluje i będzie nie do otwarcia do czasu naszego powrotu. No właśnie, czy aby na pewno?

Postanowił to sprawdzić profesor Srdjan Capkun z uniwersytetu w Zurychu, którego badanie opisuje MIT Technology Review. Jego motyw był trywialny - sam nabył samochód wyposażony w system bezkluczykowy i zaczął się zastanawiać czy powinien mu ufać. Profesor Capkun zebrał więc zespół naukowców i postanowił sprawdzić to rozwiązanie w 10 samochodach od 8 różnych producentów.

Prosto i skutecznie

W teorii system bezkluczykowy sprawdza się świetnie. Kluczyk wysyła sygnał na niewielką odległość (kilka metrów). Samochód będzie można otworzyć tylko gdy ten się w nim znajdzie. Zaryglowanie drzwi nastąpi natomiast automatycznie zaraz po utracie sygnału.

Zespół naukowców znalazł jednak proste rozwiązanie, które pozwala wydłużyć zasięg emitowanych fal. Dzięki temu samochody udawało się otworzyć nawet z bardzo dużej odległości. Materiały? Skuteczny atak z wykorzystaniem dodatkowej anteny i połączenia kablowego kosztował 50 dolarów. Gdy zechcemy go przeprowadzić tylko z wykorzystaniem transmisji bezprzewodowej koszty mogą się wahać od stu do tysiąca dolarów.

Scenariusz dla złodzieja

Naukowcy sprawdzili parę scenariuszy. Pierwszy wymaga obecności dwóch osób. Jedna musi obserwować, a później podążać za posiadaczem kluczyka gdy ten wysiądzie z auta. Śledzący będzie musiał złapać sygnał z kluczyka i przesłać go do wspólnika. Druga osoba wyemituje ten sygnał przy samochodzie otwierając go i odjeżdżając.

Drugi sposób jest jeszcze prostszy. Wystarczy, że kierowca zostawi kluczyk niedaleko okna swojego domu. Dalsza część scenariusz jest identyczna - odpowiednio silna antena jest w stanie go przechwycić i wysłać do kolejnej, umieszczonej koło samochodu.

W obydwu przypadkach sygnał z kluczyka udało się łapać nawet z odległości ośmiu metrów.

Wnioski

Naukowcy uznali, że system bezkluczykowy będzie bezpieczny tylko w przypadku gdy kierowca będzie mógł go wyłączyć, tak by nie emitował sygnału gdy tego nie chcemy. Takie rozwiązanie mija się jednak z samym pomysłem, który w zamierzeniu ma nam pozwolić w ogóle nie martwić się kluczykiem.

David Wagner, naukowiec, który skomentował eksperyment dla technologyreview.com, uspokaja kierowców. Według niego i tak "są łatwiejsze sposoby by ukraść auto". Do tej pory nie było jednak tak bezinwazyjnych. Wykorzystując sposób prof. Capkuna można dosłownie wejść do samochodu w takim sam sposób jak właściciel.


Zobacz również