Szpiegowali największe firmy w Izraelu

Śledztwo w które zaangażowana była policja izraelska, brytyjska, niemiecka i Interpol doprowadziło do ogromnego skandalu. Menedżerowie dużych izraelskich firm w profesjonalny sposób szpiegowali swoich konkurentów.

Izraelska policja aresztowała kilkanaście osób, zarówno zamieszanych bezpośrednio w szpiegostwo przemysłowe jak i menedżerów, którzy zlecali kradzież danych. Wśród tych ostatnich są dyrektorzy firmy importującej samochody, telewizji kablowej, operatora telefonii komórkowej i mniejsi przedsiębiorcy. Każdy z nich korzystał z usług specjalizowanej firmy założonej przez byłego pracownika wywiadu Zvi Krochmala, która zajmowała się szpiegostwem na rzecz swoich mocodawców. Firma korzystała z wirusów i koni trojańskich aby wykradać z systemów komputerowych ofiar poufne dokumenty - plany finansowe, dane biznesowe i inne cenne informacje.

Na pierwsze ślady szajki izraelska policja trafiła w listopadzie 2004 roku, kiedy izraelski autor książek o grze giełdowej odkrył, że fragmenty jego najnowszego, jeszcze nie wydanego dzieła zostały opublikowane w Internecie. Analiza komputera pisarza doprowadziła do odkrycia zaskakującego "dodatku" - konia trojańskiego niewykrywanego przez żadne antywirusy, starannie ukrytego w systemie. Program umożliwiał zdalne zarządzanie komputerem oraz wysyłanie interesujących dla szpiega plików na wskazane serwery FTP. Część z nich znajdowała się w Izraelu a częśc za granicą. Wirus trafił na komputer pisarza emailem.

Analiza kodu wirusa oraz obserwacja jego pracy doprowadziła policję do autora, którym okazał się informatyk pracujący na zmianę w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Przyznał się on do zarządzania zasobami serwerów FTP, na które trafiały dane ofiar. Ich zawartość uświadomiła policji skalę procederu. Jak się okazało, wirus został napisany na zamówienie trzech największych firm detektywistycznych Izraela, pracujących również jako wywiadownie gospodarcze, wśród nich firmy wspomnianego Krochmala.

Pisarz był tylko jedną z wielu ofiar - wirusa znaleziono w kilkudziesięciu firmach. Trafił do nich przez email jako starannie przygotowana oferta biznesowa lub na CD, wysyłanym pocztą. Wirus instalował się automatycznie w Windows po włożeniu dysku do czytnika, potem wyświetlana była nieszkodliwa prezentacja multimedialna.

Informatyk zarabiał równowartość około 12 tys. zł miesięcznie na każdym komputerze, na którym był zainstalowany wirus. "Usługa" obejmowała zarządzanie wykradanymi informacjami a także modyfikacje wirusa w zależności od potrzeb klientów, którymi byli pracownicy wywiadowni gospodarczych. Ci z kolei przekazywali uzyskane informacje swoim klientom - czyli zwykle konkurencji ofiar.

Zleceniodawcy w opublikowanych oświadczeniach stanowczo odżegnali się od jakiejkolwiek wiedzy na temat nielegalnej działalności "detektywów". Trudno jednak dać tym tłumaczeniom wiarę, biorąc pod uwagę jakie informacje trafiały do nich z wywiadowni. Nie dał im wiary również prokurator, wydając nakaz aresztowania menedżerów kilku największych firm zamieszanych w szpiegostwo, ścigane w Izraelu m.in. z paragrafów o nielegalnym podsłuchu.

Źródło: izraelskie pismo Globe


Zobacz również