Teraz Linux!

Jeszcze niedawno niegrzeczne było pytanie użytkownika Linuksa o możliwość uruchomienia Worda albo Photoshopa w systemie spod znaku pingwina. Teraz, dzięki Wine, oba te programy nie wymagają żadnych przesadnie skomplikowanych zabiegów. Ale na Wine świat Linuksa się nie kończy. Na system ten jest prawdziwy boom: każdy większy producent oprogramowania albo udostępnia odpowiednie wersje swojego software'u dla Linuksa, albo oficjalnie wspiera tę platformę, rozwijając własną dystrybucję, albo wreszcie próbuje zwalczyć system spod znaku pingwina, by przeforsować swoje rozwiązania.

Kiedy zatrzymuję się i spoglądam na Linuksa, największe wrażenie robi na mnie możliwość przystosowania go do praktycznie każdej platformy sprzętowej (oczywiście dzięki dostępności źródeł) i do każdego zastosowania: od superkomputerów, po urządzenia niewiele większe od pudełka zapałek.

Linux jest wszędzie

Nie odchodźmy jednak za daleko od tematyki zastosowań domowych - weźmy wspomniane na początku tekstu Wine. Jego twórcy zapowiadają, że do końca roku osiągną niemal stuprocentową zgodność z systemami Microsoftu. Co to oznacza? To że już teraz, w tej konkretnej chwili, mamy możliwość uruchamiania w Linuksie Microsoft Office, Photoshopa, InDesigna i... napisanych dla Windows wirusów. Tak, tak! Zgodność jest tak duża, że nawet programy wykorzystujące ukryte sztuczki systemu zadziałają, będą próbować infekować dyski i rozprzestrzeniać się przez sieć!

Powiem szczerze: kiedy udało mi się uruchomić pod Wine klon MyDooma, jeszcze tej samej nocy zmniejszyłem partycję Windows tak, by zmieściła system operacyjny i Painkillera. Resztę oddałem we władanie Debianowi.

Niechciane dziecko? Ależ skąd!

Jedno jest pewne: Linux jest może chłopcem do bicia, ale nie jest sierotką. Zauważył go nawet wielki Microsoft i w kampanii reklamowej otwarcie porównywał go do swego sztandarowego produktu, systemu Windows 2003 Server. Zmiana jest olbrzymia, jeszcze dwa-trzy lata temu Windows zestawiano z Solarisem - teraz wszędzie króluje Linux.

Jeśli więc spotkacie kogoś, kto powie Wam, że Linux to tylko namiastka OS-a, pokażcie mu stronę http://www.microsoft.com albo kampanię "Get the facts". I już ten ktoś będzie wiedział, że cały przemysłowy świat traktuje Linuksa poważnie. Proste: Microsoft nie może się mylić wybierając przeciwników.

Superkomputery i dystrybucje

Komputer BlueGene (źrodło: Wikipedia)

Komputer BlueGene (źrodło: Wikipedia)

BlueGene osiągnął niewyobrażalną moc obliczeniową 135 teraflopów - coś takiego jeszcze długo poza możliwościami większości użytkowników. Ale namiastkę BlueGene możemy mieć w domu - superkomputer pracuje pod kontrolą Linuksa, na pewno przynajmniej w małym stopniu podobnego do tego w moim czy waszym komputerze. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że ta moc obliczeniowa nie zostanie wykorzystana do stworzenia kolejnej superbomby neutronowej...

A co w świecie dystrybucji? Zanim przejdziemy do konkretów, warto zwrócić uwagę na tło: mamy początek roku 2005, obecny na rynku Windows XP został odświeżony w Windows Media Center, 64-bitowym Windows XP Professional i... na tym się skończyło. Longhorna jak nie było, tak nie ma. Drugi flagowy system operacyjny Microsoftu, Windows 2003 Server, jest już prawie staruszkiem, służy bowiem już od dwóch lat i też nie wiadomo, kiedy odejdzie na emeryturę.

Debian

Najbardziej elektryzująca wieść ostatnich tygodni: deweloperzy Debiana zastanawiają się nad porzuceniem wsparcia dla niektórych platform. Torvalds już od dawna mówi, że tak naprawdę ważne są tylko procesory PowerPC i x86-64. Co dalej? Rezygnując z obsługi np. procesorów SPARC odcinamy możliwość rozwoju platformy z komputerami Sun. Co prawda ten ostatni gra na dwie strony, jednak ciąży raczej ku Linuksowi. Czy zatem Debian, ten GNU/Linux, jedyny "prawdziwy" Linux ulegnie reformie? Osobiście mam nadzieję, że tak - z pewnością wyjdzie mu to na dobre. Mniej gałęzi do rozwijania oznacza mniejsze rozproszenie i więcej jednostek czasu programisty w przeliczeniu na linijkę kodu.

Ubuntu Linux

Ekran logowania w Ubuntu (źródło: Ubuntu)

Ekran logowania w Ubuntu (źródło: Ubuntu)

Czy hitem roku 2005 będzie Ubuntu, nowa dystrybucja bazująca na Debianie? Już teraz wyprzedza ona pod względem popularności Mandrake'a. To pierwsza dystrybucja, której jednym z głównych założeń jest udostępniać nowe wersje regularnie, co 6 miesięcy.

Ubuntu łączy w sobie stabilność Debiana z łatwością obsługi innych dystrybucji. Wykorzystano w nim najnowsze jądro z linii 2.6, obsługuje procesory x86 (w tym odmiany 64-bitowe) oraz PowerPC (G4 i G5). Twórcy dystrybucji szczycą się ponadto tym, że po łatwiej instalacji system jest natychmiast gotowy do wykorzystania.

Mandrake przestanie istnieć?

Ostatnie plotki donoszą, że firma MandrakeSoft planuje zrezygnować całkowicie z nazwy "Mandrake", tymczasem Mandrakelinux to jedna z najpopularniejszych (jeśli nie najpopularniejsza) dystrybucja Linuksa na świecie. Czy zmiana nazwy nie doprowadzi do konfuzji użytkowników? Zwłaszcza, że w 2005 roku ma zostać udostępniona tylko jedna wersja Mandrake o nazwie "Limited Edition 2005".

Niezależnie od tego, czy dystrybucja będzie się nazywać Mandriva, czy inaczej, możemy próbować spekulować, że ludzie z MandrakeSoft przewidują stagnację na rynku Linuksa w 2005 roku (główny konkurent, Microsoft, robi niewiele) i w związku z tym jest czas na zmianę nazwy. To jednak tylko przypuszczenia.

Gentoo 2005.0

Logo Gentoo (źródło: Gentoo)

Logo Gentoo (źródło: Gentoo)

Gentoo to pupilek linuksiarzy ostatnich kilku lat: pożyczony z BSD genialny system portów (zwany w Gentoo "Portage"), możliwość skrajnego przystosowania do własnej platformy czynią z tego systemu, moim zdaniem, najciekawszą dystrybucję roku 2004. Oczywiście dla tych, którzy lubią sobie "podłubać" i co nieco już o Linuksie wiedzą... Niektórych prośba o stworzenie własnego pliku fstab może jednak zniechęcić - czasem nawet pomoc (doskonałego) podręcznika wydaje się niewystarczająca.

Fedora Core 3 i 4

Fedora Core wypączkowała z projektu Red Hat Linux. Jako dystrybucja stawiająca na nowoczesność w każdym możliwym zakresie, dostępna już od jakiegoś czasu wersja testowa Fedora Core 4 miała w standardowej dystrybucji GCC 4.0, Gnome 2.10 i KDE 3.4. To jedyna dystrybucja, która bez zająknięcia obsłużyła moją stareńką już kartę dźwiękową opartą na chipie Vortex 2.

Novell Linux Desktop

Okazuje się, że Novell nie śpi, starannie przygląda się wszystkim produktom Microsoftu i konsekwentnie wprowadza dostrzeżone u konkurencji zmiany: instalator już teraz jest równie wygodny, sam system operacyjny wygląda bardzo podobnie jak w Windows...

Jak gdyby tego było mało, Novell ma odpowiedź na WinFS i Google Toolbar: implementuje w Novell Linux Desktop technologię o nazwie Beagle, dzięki której możliwe będzie dużo wygodniejsze wyszukiwanie plików.

DamnSmall Linux

DamnSmall Linux zmiesci sie na wizytówce (źródło: DamnSmall)

DamnSmall Linux zmiesci sie na wizytówce (źródło: DamnSmall)

Jaką wizytówkę powinna mieć firma? Wypukłe litery może sobie darować, wizytówka musi być jednak efektowna. Dlatego warto zdecydować się na DamnSmall Linux. Płyta wielkości karty kredytowej zmieści ok. 50 MB danych - to wystarczy, żeby umiejętnie się zareklamować. Ale DamnSmall to nie jakiś tam Linux, to prawdziwe arcydzieło: wbudowany serwer FTP, WWW, SSH, ponadto Firefox, Sylpheed (klient pocztowy), Nail, VNCViewer - wszystko wygodne w obsłudze dzięki Fluxboksowi.

Dalsza miniaturyzacja - Linux w pudełku od zapałek

NetSilicon DigiConnect ME (źródło: LinuxDevices)

NetSilicon DigiConnect ME (źródło: LinuxDevices)

Miniaturyzacja postępuje. Na razie nie ma ziarenek piasku sterowanych Linuksem, pojawiły się już jednak urządzenia wielkości adapterów ethernetowych. Oczywiście sterowane systemem spod znaku pingwina i oczywiście oszałamiające swoimi możliwościami: zasilane procesorem ARM o częstotliwości 55 MHz urządzonko ma 8 MB RAM-u i waży ledwie 18 gramów.

Na Linuksie świat się nie kończy...

Co ponadto dzieje się w świecie open source? Choć jest to odrobinę leciwy news, ciągle robi na mnie wrażenie: w listopadzie minionego roku zostało udostępnione FreeBSD 5.3-RELEASE. "Zwykłe FreeBSD", powie ktoś. Nie do końca zwykłe. Otóż to FreeBSD pracujące w komputerze, który działa jako router (tj. przenosi pakiety między dwiema kartami sieciowymi), potrafi obsłużyć przerzucanie miliona pakietów w ciągu sekundy. Dużo to? Mało? Mnie na początku ta liczba też niczego nie mówiła, póki nie poczytałem porównań: Linux w tej samej konfiguracji sprzętowej pada na kolana przy ok. 130 tysiącach pakietów na sekundę.

Logo Projektu FreeBSD (źródło: FreeBSD)

Logo Projektu FreeBSD (źródło: FreeBSD)

Z moich testów i doświadczeń wynika, że komputer z procesorem P2 350 MHz (kosztujący ok. 150 zł) pracujący pod kontrolą FreeBSD 5.3-RELEASE potrafi routować ok. 100 tys. pakietów na sekundę (Debian na tym samym sprzęcie - ok. 25 tys. pakietów). Żeby osiągnąć podobną wydajność, musiałbym kupić router Cisco za ok. 30 000 zł. Za 150 zł mogę co najwyżej próbować z używanym routerem firmy Planet, który da sobie radę z kilkoma tysiącami pakietów na sekundę. Robi wrażenie, prawda?

Odrobinka goryczy na koniec

Tyle miodu, więc przyda się też odrobina dziegciu: nie wszyscy mogą chcieć to akceptować, ale jednym z koni pociągowych Linuksa jest... Wine. To prawda, Linux korzysta z bogactwa uniksów, ma olbrzymi zbiór oprogramowania, jednak duża część software'u pozostaje ciągle nieprzetłumaczona. Ponadto sama filozofia pracy (konta roota i zwykłego użytkownika, grupy, uprawnienia itp.) Linuksa, odmienna nieco od domyślnie skonfigurowanego Windows, może początkujących nieco odstraszać. Nie zapominajmy jednak, że dwie wielkie zmory lat ubiegłych (konfiguracja serwera X-ów i polskie znaki w programach) zostały już pokonane.

Marzy mi się więc, że kiedyś zainstaluję mojej jedenastoletniej kuzynce Linuksa, a ona włoży płytę ze swoją ulubioną grą (Drakanem), ta płyta sama wystartuje i po kilkunastu kliknięciach gra będzie zainstalowana i zadziała... A kiedy jej się znudzi Drakan, włoży EduROM, który też po prostu się uruchomi...

Aktualizacja: 12 kwietnia 2005 08:00

Sprawdziły się nasze przypuszczenia. W związku z przegranym procesem z Hearst Corporation oraz przy okazji zakupu brazylijskiej firmy Connectiva Linux, firma Mandrakesoft zmieniła nazwę na Mandriva. Również Mandrakelinux - najpopularniejsza i uznawana za najłatwiejszą w obsłudze dystrybucja Linuksa - został przemianowany i nazywa się teraz Mandriva Linux. W naszej ankiecie jednak zdecydowaliśmy się zostać przy starszej, lepiej rozpoznawalnej nazwie.


Zobacz również