The Lord of the Rings: War of the Ring

Wreszcie o losach Sródziemia nie zadecyduje szybkie wciskanie przycisków na konsolowym gamepadzie, ale strategiczne myślenie.

Wreszcie o losach Sródziemia nie zadecyduje szybkie wciskanie przycisków na konsolowym gamepadzie, ale strategiczne myślenie.

No i nareszcie ktoś poszedł po rozum do głowy! Koniunkturę na Władcę pierścieni bezczelnie wykorzystali już wszyscy potentaci rynku, serwując nam mnóstwo kolorowych i tandetnych produkcji, wszystkie zaś okraszone fotosami z filmu, posterami, "encyklopediami wiedzy o..." i tak dalej (o zjawisku piszemy szerzej w artykule Licencjonowane gnioty). Tym razem jednak zapowiada się gra, do której ktoś podszedł z sercem, a nie tylko z ręką wystawioną po kasę z naszych portfeli.

WarCraft w Śródziemiu?

Sama tematyka nie gwarantuje sukcesu, ale trzeba przyznać, że The Lord of the Rings: War of the Ring jest w dobrych rękach. Studia Liquid Entertainment (Battle Realms) i Black Label Games (Enclave) słyną z dobrych produkcji. Szczególnie Battle Realms należą się brawa za doskonałą, trójwymiarową grafikę i dopracowany engine gry.

Drobiazgowo przedstawione i precyzyjnie wyrenderowane postacie są efektowne.

Drobiazgowo przedstawione i precyzyjnie wyrenderowane postacie są efektowne.

Producent Marcus Lindblom twierdzi, iż The Lord of the Rings: War of the Ring będzie RTS-em, czyli strategią czasu rzeczywistego, przeplatanym wątkami fabularnymi. A więc możemy się spodziewać czegoś w rodzaju WarCrafta III. W grze występują jedynie dwie strony: dobra i zła, a tym samym dostępne są dwie kampanie. Jak można się domyślać, uczestniczą w nich odpowiednio siły Mordoru i Sarumana (sojuszu dwóch Wież) oraz formacje reprezentujące dobro, czyli armia Gondoru, jeźdźcy Rohanu, elfy z Mrocznej Puszczy i Lorien, krasnoludy spod Samotnej Góry. Przebieg kampanii został rozwiązany w ciekawy sposób. Grając po stronie dobrych, rozgrywka będzie bardziej przypominała WarCrafta, gdzie główny bohater ma do wykonania pewną misję. Natomiast grając po stronie Złych, stwierdzisz, że kampania przypomina klasyczne potyczki RTS-owe, a więc zbieranie surowców (żywność i żelazo), budowę fortec, szkolenie goblinów, orków, Uruk-hai, Trolli i Olog-hai oraz posyłanie ich do walki. Jak zapewnia Marcus, War of the Ring nie będzie strategią dla hardcorowych graczy. Gra została tak przemyślana, aby mogli w nią grać miłośnicy Tolkiena, gier strategicznych i RPG. Pojawia się jednak pytanie: czy aby War nie okaże się grą dla wszystkich, czyli po prostu dla nikogo.

Nie tylko filmowi amanci

Wspaniała gra świateł i cieni widoczna jest dobrze w ruinach zamku.

Wspaniała gra świateł i cieni widoczna jest dobrze w ruinach zamku.

Zapewne zastanawiasz się, czy w grze wystąpią "ci najważniejsi". Otóż, jak najbardziej! Jednak w War of the Ring znajdą się nie tylko Viggo Mortensen i Orlando Bloom... och! przpraszamy - Aragorn, Legolas i reszta Drużyny Pierścienia, ale także inne znane persony Śródziemia. W kolejnych misjach przewinie się Saruman, Theoden, Faramir, Eowina. Wszyscy będą mieli status superbohaterów (podobnie jak postacie z WarCrafta) i specjalne zdolności. Dla przykładu, strzały Legolasa będą nie tylko ranić, ale i odrzucać napastników do tyłu.

Co do innych jednostek, jakie wezmą udział w rozgrywce, możesz być pewien, że na polach bitew znajdą się tylko i wyłącznie te, które występują w powieści Tolkiena, a każda z nich będzie zdobywać doświadczenie, które pozwoli na zwiększenie jej umiejętności.

Co ciekawe, w trybie multiplayer, który będzie również dostępny, wystawisz przeciwko sobie jednostki tej samej strony. Wyjątek stanowią jedynie hobbici, bo o ile w Śródziemiu zdarzały się złe elfy i omamione przez Saurona krasnoludy, o tyle o złych hobbitach nikt nie słyszał (niechlubnym wyjątkiem jest Gollum).


Zobacz również