The Settlers Heritage of Kings

Z dziedzictwem bywa różnie...

Z dziedzictwem bywa różnie...

Seria The Settlers ma już 12 lat. W tym czasie powstały cztery części cyklu i tyleż dodatków, a seria stała się legendą. Nadszedł czas na piątą kolonizację naszych komputerów.

Dziarski pogrobowiec

Na początek rozprawmy się z kwestią dziedzictwa nie królów, lecz serii. Oryginalna The Settlers i jej wczesne następczynie utworzyły sobie wśród gier własną niszę ekologiczną. Dziwna, nieco karykaturalna w wyglądzie, pełna życia gierka może i nie wszystkim przypadła do gustu, ale zdecydowanie zdobyła rozgłos. Prawie każdy wiedział coś o niej, większość graczy przynajmniej raz spróbowała się z nią zmierzyć. Czas płynął, aż pojawiła się czwarta odsłona cyklu, a wraz z nią zmiana koncepcji rozgrywki. Wielbiciele osadników zżymali się, że z gry pozostał jedynie tytuł i strona wizualna.

Jak widać architektura jest germańska aż do bólu. Szkoda, że wszyscy budują w tym stylu, nawet wytatuowani barbarzyńcy

Jak widać architektura jest germańska aż do bólu. Szkoda, że wszyscy budują w tym stylu, nawet wytatuowani barbarzyńcy

Piąta część zrywa zupełnie z tradycją graficzną serii, wskrzeszając za to nieco z bazowych założeń rozgrywki. Nieco, bo reszta to RTS na podstawie cyklu The Settlers. Grając, czułem się zatem dziwnie: z jednej strony zachwycałem się oprawą graficzną i dynamiką gry, z drugiej byłem niepocieszony po stracie uroków poprzedniczek. Bo czymkolwiek jest, Dziedzictwo Królów nie dziedziczy zbyt wiele po swych poprzedniczkach.

Germański w każdym pikselu

Grafika w grze jest bardzo dopracowana. Postacie i budynki zaprojektowano dokładnie i konsekwentnie - wszystko jest na wskroś późnośredniowieczne i zdecydowanie germańskie. Osadnicy, poddani działaniu diety-cud, nie mają nic wspólnego ze swymi korpulentnymi przodkami. Szczegóły otoczenia, a zwłaszcza wodospady, robią spore wrażenie. Fauna jest liczna i importowana wprost z raju: na tej samej polance radośnie kica sobie zając i baraszkuje wilk - opcja: zero przemocy w naturze. Budynki wyposażono w złożone animacje, bazujące na faktycznym działaniu średniowiecznych (a czasem wręcz renesansowych) maszynerii. Zmieniające się pory roku powiązane są ze specjalnymi efektami pogodowymi: deszczem czy śniegiem. Zimowy krajobraz przywodzi na myśl wyidealizowany obraz gwiazdki (jednym ze sposobów zapowiedzenia zimy jest zresztą cichy zaśpiew "Jingle Bells"), a w silnym deszczu kiepsko widać szczegóły przy oddalonej kamerze. Silnik 3D pracuje ładnie, choć z niewiadomych powodów nie można na stałe obrócić kamery - dostępna jest tylko opcja przekręcenia pola widzenia na czas trzymania zdefiniowanego klawisza.

U kowala ciężka robota

Na targowisku po przystępnych cenach nabędziesz potrzebne surowce. Im większe zamówienie, tym dłuższy czas realizacji

Na targowisku po przystępnych cenach nabędziesz potrzebne surowce. Im większe zamówienie, tym dłuższy czas realizacji

Kwestia rozbudowy infrastruktury pozostała kluczową w grze. Niestety, osadnicy wydobywający i przetwarzający surowce już nie ganiają z workami i koszami po osadzie. Urobek trafia do wspólnej wirtualnej puli, typowej dla RTS. Ruch generowany jest przez spacery robotników na farmy i do domów - po wyżerkę i na odpoczynek. Co ciekawe, osadnicy rozmnażają się ewidentnie przez klonowanie - każdy zawód reprezentowany jest tylko przez jeden model, w dodatku zawsze męski. Jedynie wśród bohaterów pojawiają się nieliczne samiczki, ale o tym później.

Budynków jest mnóstwo, na dodatek większość posiada trzy stopnie rozwoju, a co za tym idzie tyleż modeli i zestawów animacji. Część budynków uzależniona jest od stopnia rozwoju innych, część od stopnia rozwoju technologii. Odkryć naukowych jest wiele, począwszy od ogólnych (nowe budynki i opcje rozwoju), poprzez zwykłe ulepszenia (wytrzymalsze konstrukcje), na szczegółowych skończywszy (pancerz dla danego typu wojska).

Osadnicy pozyskują pięć podstawowych surowców: drewno, glinę, kamień, żelazo i siarkę. Ostatni, szósty element, czyli gotowiznę, osobiście inkasujesz od nich w formie podatków. Kolejnym ograniczeniem jest limit populacji, zależny od ilości zajętych osad i stopnia ich rozwoju. Ponieważ każdy budynek obsługuje grupa fachowców, łatwo możesz przedobrzyć i w momencie powoływania wojsk obudzić się z ręką w nocniku.

Działa samobieżne

Jatka na całego. Jeśli się dobrze przyjrzeć, można wyłowić niejeden osobisty dramat. Animacja jest naprawdę na poziomie

Jatka na całego. Jeśli się dobrze przyjrzeć, można wyłowić niejeden osobisty dramat. Animacja jest naprawdę na poziomie

Mnogość rodzajów wojsk i możliwości ich ulepszania zaskakuje w porównaniu z dawniejszymi odsłonami cyklu. Trzy rodzaje piechoty uzbrojone w kolejne generacje broni, dwa typy konnicy i cztery rozmaite działa - sporo tego. Żołnierze dowodzeni są przez Kapitanów, którzy mogą w razie potrzeby uzupełniać skład swoich oddziałów. Artyleria działa zbyt niezależnie - w grze pełnej rozmaitych robotników obsługujących budynki rażą modele dział bez śladu obsługi.

Walka rozgrywana jest w klasyczny dla RTS sposób, łącznie z bezzałogowymi wieżami obronnymi i typowym systemem zależności: ten bije tego, a obrywa od tamtego. Same animacje są naprawdę zacne, dużo i szybko dzieje się na polu bitwy.

Pewne lokacje dostępne są jedynie zimą, lecz biada armii, którą odwilż złapie na środku jeziora - nawet bohaterowie pływają tylko jednym stylem: kamieniem do dna.

Drużyna amuletu

Kampania w Dziedzictwie Królów toczy się dookoła... dziedzictwa królów. Ponieważ gry z cyklu The Settlers nigdy nie stworzyły sensownego uniwersum, i tym razem mamy do czynienia z zupełnie niezależną historią. Istniało sobie kiedyś wielkie państwo, które teraz rozpadło się na wiele udzielnych dziedzin. Dario, główny bohater opowieści i klasyczny Aryjczyk w romantycznym stylu, jest dziedzicem dawnych władców. Aby w pełni upomnieć się o tron, musi uciułać ileś tam fragmentów utraconych insygniów władzy, a zaczyna od amuletu, który daje mu na łożu śmierci mamusia. Rodzicielka kona, bo przybyli źli, brutalni i przesadnie gotyccy paskudnicy, którzy na regalia również zagięli parol. Zbiera więc Dario ekipę herosów i wyrusza trzepać skórę wrogom, bacznie rozglądając się za błyskotkami.

Arbalet to najpotężniejsza broń zasięgowa piechoty. Kapitanowie trenują w pocie czoła, nim powołają podkomendnych

Arbalet to najpotężniejsza broń zasięgowa piechoty. Kapitanowie trenują w pocie czoła, nim powołają podkomendnych

W wielu misjach będziesz dysponował nawet i sześcioma bohaterami naraz. Taka ekipa jest w stanie rozłożyć na łopatki spore siły wroga, zwłaszcza przy użyciu swych specjalnych zdolności. Erek, czarnowłosy przystojniak i rzeźnik okrutny, jednym atakiem potrafi posłać do osadniczego nieba nawet i dwa regularne oddziały. Ari, łuczniczka z miseczką D i kryminalną przeszłością, zawsze i wszędzie może liczyć na pomoc dawnych kamratów. Niedźwiedziowaty Pielgrzym rozstawia działa i powoduje wybuchy. Kościelny hierarcha Helias błogosławi na lewo i prawo, wypłacając jednocześnie pokutę kosturem. Salim, przedstawiciel arabskiej inteligencji pracującej mieczem, prokuruje lecznicze mikstury i zdradzieckie pułapki. Wróg też posiada swoich kierowników, choć w ferworze walki bywa, że giną oni niezauważeni. W sumie da się zauważyć czasie gry trzy heroiny: Ari, Mary de Mortfichet i księżną Norfolku, co wyraźnie zwiększyło żeńską populację świata (bez nich wyniosłaby zero). Jeżeli to na nich trzech spoczywa całe dzieło prokreacji, to zaiste wielkimi bohaterkami są te dziewczyny.

Ni pies, ni wydra

Warto na koniec pokusić się o podsumowanie, choć nie jest to łatwe. Jako RTS jest to złożona i udana gra, jako strategia ekonomiczna zaledwie leciutka przekąska, jako cRPG sztampa aż boli, jako The Settlers dzieło zbyt oderwane od korzeni. Graficznie gra prezentuje się świetnie, oprawa dźwiękowa bez rewelacji, ale da sie wysłuchać. (W polskiej wersji - lokalizacja kinowa).

W sumie, miła zabawka na zimowe wieczory, gdy choroba łamie kości i myślenie zbytnio może zaboleć. No i jeden gorzki żal: tego typu gry, w których grafika 3D skłania do kontemplacji, powinny dysponować aktywną pauzą.

3 grosza

Kocham serię Settlers. Choć rozgrywka się zmieniała, to zawsze miała urok. Czekam więc na kolejną część. Bo Dziedzictwo Królów to nie są Settlersi. Delanov

Z przyjemnej i sympatycznej gry z własnym charakterem powstał kolejny sztampowy RTS. Ze starych Settlersów pozostała tak naprawdę sama nazwa. Leviathan

Recenzuję hardcorowe strategie, jak i odmóżdżone RTS-y. Dawno nie widziałem gry, którą równie trudno zaliczyć do którejś z tych skrajnych kategorii. Lucas the Great

The Settlers Heritage of Kings

Producent: Blue Byte

Polski wydawca: CD Projekt

Cena: 99,90 zł

Wersja: PL

Wymagania: CPU 1 GHz, 256 MB RAM, grafika 32 MB

Plusy: doskonała grafika, efekty pogodowe, dynamika rozgrywki

Minusy: durne questy, wtórne AI, brak aktywnej pauzy

<hr size=1 noshade>Lato czy zima, zając się trzyma

Sługa Stefan przez okrągły rok pilnuje zająca zatrudnionego z łapanki w kamieniołomach. Jak do tego doszło? Algorytm ruchu zwierzaka został zakłócony przez budowę kopalni. Zablokował się, bidula, na ciągłym ruchu naprzód pośrodku skały. Stefan pilnuje go dla formalności.

<hr size=1 noshade>Komiks średniowieczny

Główny wątek fabularny przedstawiany jest dwojako - poprzez scenki wykonane na silniku gry i przez opowieści z przeszłości, przedstawione w formie średniowiecznych malowideł, ułożonych niczym kolejne plansze komiksu.

Oświetlenie przemieszcza się w miarę obrotu kamery i zmienia natężenie, jak blask pochodni. Stylistyka ilustracji jest żywcem wzięta z epoki. Istna galeria średniowiecznego komiksu.


Zobacz również