Tobie już dziękujemy, Stefan

Gdyby Kopernik żył bliżej czasów współczesnych, do swych rozlicznych zainteresowań pewnie dodałby komputery. Mógłby wtedy ogłosić rozprawę pod tytułem ''Technologiae cudendae ratio'', w której sformułowałby zasadę, zgodnie z którą zła technologia wypiera dobrą technologię. (A ponieważ źli autorzy wypierają dobrych autorów, jej autorstwo zostałoby przypisane komuś innemu, jak to się stało z prawdziwą zasadą Kopernika, znaną jako prawo Greshama).

Gdyby Kopernik żył bliżej czasów współczesnych, do swych rozlicznych zainteresowań pewnie dodałby komputery. Mógłby wtedy ogłosić rozprawę pod tytułem ''Technologiae cudendae ratio'', w której sformułowałby zasadę, zgodnie z którą zła technologia wypiera dobrą technologię. (A ponieważ źli autorzy wypierają dobrych autorów, jej autorstwo zostałoby przypisane komuś innemu, jak to się stało z prawdziwą zasadą Kopernika, znaną jako prawo Greshama).

A gdyby złożyło się tak, że wielkiemu astronomowi, prawnikowi, matematykowi, ekonomiście no i w końcu wielkiemu informatykowi przyszło żyć już naprawdę bardzo blisko naszej współczesności, mógłby przedstawiając tę zasadę posłużyć się przykładem firmy Apple, która robi świetne komputery, ale niestety nie świetne interesy.

Oto - jak ostatnio wyczytałem - po latach starań Steve'a Jobsa udział Apple'a w rynku wynosi 3 proc. To, niestety, gorzej niż było, kiedy Jobs przejmował pałeczkę po Gilu Amelio.

Co się dzieje? Ano właśnie zła technologia wypiera dobrą technologię. To, co Apple tworzy, inni powielają i świetnie z tego żyją. Apple to nie zwykła firma, która sprzedaje komputery. Apple tworzy wizję. Jeśli popatrzeć na poczynania Jobsa, to trudno nie zauważyć, że to co go interesuje, to wprowadzanie za wszelką cenę innowacji, a nie wypełnianie planów sprzedaży.

Za to kochają go użytkownicy Maców i nie znoszą wszelkiej maści finansiści i analitycy giełdowi. Nie znoszą, bo Jobs więcej uwagi poświęca swoim wizjom niż raportom finansowym. Toteż po powrocie Jobsa do Apple'a na Wall Street pukali się w czoła: przecież temu facetowi nie udał się dotąd żaden biznes.

Ostatnio naszemu Stefanowi wiedzie się pod tym względem nieco lepiej: Pixar radzi sobie świetnie, Apple też niezgorzej, choć - jak się przed chwilą rzekło - świata jakoś zawojować nie może. Tu dochodzimy do sedna. A może jednak dałby radę? Pytanie, czy cena nie byłaby zbyt wysoka.

Przed laty - jeszcze za Gila Amelio w fotelu prezesa Apple'a - kiedy kurs akcji firmy leciał na łeb, na szyję, niemal wszyscy spodziewali się, że lada moment ktoś ją kupi.

Przejęcie ponoć negocjowały takie firmy jak Sun czy Oracle. Nic z tego nie wyszło i chyba dobrze się stało. Dziś akcje Apple'a stoją znacznie lepiej, ale może właśnie to byłby dobry moment na przejęcie producenta Maców.

Kto mógłby być zainteresowany? Światowy koncern z dobrą marką i jeszcze lepszymi kanałami sprzedaży, którego potencjał pozwalałby w masowej skali wdrażać i sprzedawać wizje tworzone przez Apple'a. To stanowi właśnie dziś zasadniczy problem Apple'a: jest on za małą firmą, aby mimo genialnych pomysłów znacząco zwiększyć swój udział w rynku. Sukces sklepów Apple Store pokazuje, czego brakowało i (nie oszukujmy się, firmowe sklepy w niewielkim stopniu i na niewielkim obszarze cokolwiek zmieniły) nadal brakuje Apple'owi - właśnie dobrej sieci handlowej.

Apple wniósłby do tego związku przede wszystkim - oprócz wielu lojalnych klientów - know-how: pomysły na genialne produkty. Dla jego partnera byłaby to rzecz bezcenna, dająca ogromną przewagę nad konkurencją.

Takim partnerem podobno mogłoby być Sony. To nie tylko zabawa logiczna czy symulacja biznesowa. Związki między obydwoma firmami istnieją od dawna. Sony korzysta z różnych rozwiązań Apple'a (np. FireWire i to nie tylko w kamerach wideo, ale również pod nazwą iLink w urządzeniach audio). Jobs zachwalał telefony Sony Ericsson, kiedy przeszło rok temu prezentował iCal oraz iSync.

Ale - co najważniejsze - szefowie obu koncernów: Steve Jobs i Nobuyuki Idei kilkakrotnie spotykali się w ostatnich miesiącach.

Idei ma nóż na gardle: tylko w pierwszym kwartale tego roku straty Sony sięgnęły astronomicznej kwoty miliarda dolarów!

Tematem rozmów było współdziałanie firm.

Do porozumienia nie doszło, co wcale nie znaczy, że sprawa jest zamknięta. Podobno Idei był pod wrażeniem Jobsa, ale równocześnie raziła go arogancja szefa Apple'a.

To właśnie kluczowa kwestia: czy Jobs, człowiek, który ma za nic wszelkie zasady obowiązujące w świecie wielkich korporacji, może się im podporządkować? Albo - z drugiej strony - czy jakakolwiek organizacja mogłaby dać mu margines wolności, jakiego potrzebuje. Zresztą, czy Jobs w ogóle dałby się do takiej transakcji przekonać? Wszystko przecież może zostać po staremu: przy 3-procentowym udziale w rynku też można żyć, zwłaszcza że Apple zarabia i ma spore nadwyżki gotówki (4,5 mld dolarów przy kapitalizacji akcji, a więc giełdowej wartości spółki na poziomie 7 mld). Jedno jest pewne: dla potencjalnego kontrahenta Jobs byłby największym atutem Apple'a, ale i zarazem jego największym problemem.


Zobacz również