Tonący gigant

General Motors przez wiele lat był niekwestionowanym tytanem światowego przemysłu samochodowego, bez wysiłku dominującym wszystkich. Teraz dla dostawców, pracowników i byłych pracowników, może wydawać się mniej tytanem, a bardziej Tytanikiem, powoli tonącym. Na mostku kapitańskim prezes Rick Wagoner, może wydawać nerwowo polecenia, ale nie przynoszą one efektu - czytamy w The Economist.

Na początku lat 60., gigant kontrolował ponad połowę amerykańskiego rynku motoryzacyjnego i ustanowił standardy, na podstawie których mierzony był niemal cały światowy przemysł wytwórczy. Jednak mimo miliardów dolarów zainwestowanych od tego czasu w nowe fabryki i samochody, GM ciągle traci udziały w rynku. Zyski zmniejszają się, zwłaszcza na głównym rynku, czyli USA. Okazało się nawet, że trzeba będzie skorygować wyniki za 2001 rok, z powodu nieprawidłowo zaksięgowanych kredytów od dostawców.

Ta ostatnia wiadomość jest relatywnie mało istotna (zmieni roczny raport finansowy jedynie o 400 mln USD na niekorzyść GM), wpłynęła jednak na wzrost nerwowych nastrojów wokół GM. Notowania giełdowe firmy znowu spadły. Analitycy znów zaczynają mówić o możliwym bankructwie firmy.

Można długo dyskutować o przyczynach tak złej sytuacji. Na pewno jej początków należy dopatrywać się w wydarzeniach sprzed 13 lat. Wtedy to zarząd zaczął prężyć swoje muskuły, zatrudniając nowych dyrektorów, w tym Ricka Wagonera. Zaczęto zamykać fabryki, redukować zatrudnienie. Oblicze firmy zaczęło się gwałtownie zmieniać. To przyniosło krótkotrwały efekt - podczas boomu gospodarczego w połowie lat 90., GM znowu przynosił rekordowo wysokie zyski.

A jednak sprzedaż stale spadała. Dan Gorrell z firmy konsultingowej Strategic Visions uważa, że GM koncentrowało się nadmiernie na finansach i marketingu zamiast na projektowaniu i produkowaniu samochodów. Podczas dorocznego zebrania firmowego, Wagoner powiedział: "Gdybyśmy mogli cofnąć czas i odzyskać ostatnich 5 lat, prawdopodobnie staralibyśmy się upewnić, że każdy produkt wyróżnia się na rynku i ma szansę osiągnąć sukces".

GM zwracało dużą uwagę na rozwój najnowszych, sportowych, pełnowymiarowych samochodów (full-sized sport-utility vehicles - SUV), które będą miały premierę na początku 2006 roku. Jednak z powodu wysokich cen paliwa, rynek na tego typu pojazdy bardzo się skurczył. GM przegapiło także okazję wkroczenia z nową generacją samochodów bardziej ekonomicznych. Japońska konkurencja przejęła kontrolę nad tym rynkiem. GM nie chciało uwierzyć, że popyt będzie usprawiedliwiał inwestycje w produkcję samochodów o napędzie hybrydowym.

Produkty są tylko częścią problemu GM. Coraz większy kłopot stanowi zatrudnienie i konieczności dalszych cięć. W niedługim czasie może zostać zamkniętych kolejnych 6 fabryk. W tym roku straty GM sięgnęły 3,8 mld USD.

Pogarsza się także sytuacja w Delphi. Dostawca walczy o przetrwanie po ogłoszeniu bankructwa.

Na szczęście niektóre rzeczy udały się Wagonerowi. Należy do nich zagraniczna ekspansja. Europejskie oddziały firmy powoli wychodzą na prostą, coraz lepiej radzi sobie przyczółek brazylijski. Zakup południowokoreańskiego Daewoo okazał się dobrym posunięciem, fabryka ma nadspodziewanie dobre wyniki. W Chinach GM jako jeden z pierwszych otworzył fabrykę. Od tego czasu, Wagoner rozszerza zakres działań w Państwie Środka, wchodząc w bardzo zyskowne joint-ventures. Co ciekawe, najlepiej wypada marka Buick, wkrótce może się okazać, że sprzedaje więcej samochodów w Azji niż w USA.

Gdyby Wagoner miał za mało zmartwień, zawsze może martwic się Kirkiem Kerkorianem. Miliarder z Las Vegas posiada 9,9% udziałów w GM, stracił na tym już mnóstwo pieniędzy, co najmniej na papierze. Jest udziałowcem bardzo kłopotliwym. Jeśli nic się nie zmieni, wkrótce stanie się też bardzo aktywny. Dało się to zauważyć podczas nieudanego przejęcia Chryslera. Chce umieścić w zarządzie GM swojego człowieka, Jerry Yorka, dawnego prezesa Chryslera.

Poza zamykaniem fabryk, Wagoner zamierza także sprzedać duże udziały w przynoszącym zyski finansowym oddziale firmy, General Motors Acceptance.

Podobno czynione są już zakłady, czy GM zbankrutuje.

Na podstawie: The Economist, "That sinking feeling".


Zobacz również