Trampolina do gwiazd

Statyści często traktowani są na planie jak istoty niższej kategorii. A jednak jakaś magiczna siła pcha setki ludzi przed kamerę.

Statyści często traktowani są na planie jak istoty niższej kategorii. A jednak jakaś magiczna siła pcha setki ludzi przed kamerę.

Przesuń się, k... bo sp... ujęcie! - to nie cytat z najnowszego filmu Władysława Pasikowskiego. Statyści nierzadko słyszą tego rodzaju kwestie. Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, gdy kierownik planu ustawia ujęcie. Bez wątpienia to od niego zależy sposób traktowania statystów w czasie kręcenia filmu. Z rozmów przeprowadzanych z ludźmi zajmującymi się statystowaniem wynika, że mają oni wiele negatywnych doświadczeń z planu.

Aktor i pod-aktor

Najpierw trzeba rozstrzygnąć, kim jest statysta. Najkrócej rzecz ujmując, jest to aktor (najczęściej nie zawodowy, choć on również może wykonywać tego rodzaju usługi), który występuje głównie w scenach zbiorowych. Podczas pracy nie wygłasza żadnego tekstu i zazwyczaj pozostaje anonimowy (rzadko jego nazwisko pojawia się w napisach końcowych). Tak właśnie zapytani przeze mnie statyści określali granicę pomiędzy aktorstwem a statystowaniem. Wypowiadanie kwestii bowiem wiąże się z określonym zadaniem aktorskim. Trzeba już wygrać pewne emocje. Do tego niewątpliwie niezbędne są zdolności aktorskie.

Jeden ze statystów stwierdził też, że różnica polega na odmiennym traktowaniu ludzi przez kierownika planu. Aktor jest hołubiony. Mówi się do niego "proszę", "dziękuję", "przepraszam", zapewnia pełne wyżywienie przez cały dzień zdjęciowy. Statyści traktowani bywają "jak bydło". Bez względu na wiek i płeć kierownik planu zwraca się do nich, używając wyłącznie słów powszechnie uważanych za obelżywe. Podczas kręcenia filmu Modrzejewska (reż. Jan Łomnicki) do autokaru odwożącego ekipę z planu wchodzili najpierw aktorzy. Statyści, jeśli nawet były to starsze panie, musieli stać całą drogę. Na nieoficjalnej stronie filmu Quo vadis jedna ze statystek (pragnąca zachować anonimowość) wspomina, że na cały dzień pracy przypadały na nią dwie mikroskopijne kanapki i woda. Oczywiście, zimna, ponieważ podgrzewacze nie mogły obsłużyć naraz 1300 osób.

Różnice są wyraźne. Z czego to wynika? No cóż, aktor musiał cztery lata uczyć się zawodu w szkole aktorskiej. Statysta zaś najczęściej nie ma wykształcenia artystycznego. Co najwyżej udziela się w jakiejś amatorskiej grupie teatralnej bądź uczęszcza na kursy gry. Dla większości z nich statystowanie stanowi dodatkowe zajęcie. Pracę przed kamerą traktują jak możliwość rozwoju w innym kierunku niż wykonywany zawód.


Zobacz również