Tunguska: Legend of Faith

W 1912 roku miała miejsce słynna katastrofa – upadek meteorytu tunguskiego. Właściwe do końca nie wiadomo czy był to meteoryt, czy może mikroskopijna czarna dziura. Niektórzy wierzą, że był to statek kosmiczny obcej cywilizacji. Jedno jest pewne, było to wydarzenie dziwne i tajemnicze, które po dzień dzisiejszy nie zostało wyjaśnione. Firma Exortus wykorzystała ten fakt i postanowiła przekazać światu swoją wersję wydarzenia, naturalnie w postaci gry komputerowej.

W 1912 roku miała miejsce słynna katastrofa – upadek meteorytu tunguskiego. Właściwe do końca nie wiadomo czy był to meteoryt, czy może mikroskopijna czarna dziura. Niektórzy wierzą, że był to statek kosmiczny obcej cywilizacji. Jedno jest pewne, było to wydarzenie dziwne i tajemnicze, które po dzień dzisiejszy nie zostało wyjaśnione. Firma Exortus wykorzystała ten fakt i postanowiła przekazać światu swoją wersję wydarzenia, naturalnie w postaci gry komputerowej.

Według autorów Tunguski grupa mnichów mieszkająca nieopodal miejsca katastrofy, niedługo po niej znalazła tajemniczy artefakt. Uznali go za dar od Boga i ukryli w murach świątyni. Po latach wybudowano nawet zamek, aby strzegł tajemniczego przedmiotu. Jak się okazało nie był to jednak dar boży. Diabelska moc artefaktu sprawiła, że komnaty i korytarze zamku wypełniły się wszelkiej maści kreaturami...

Tymczasem w zupełnie innych czasach, na krzesło elektryczne został skazany Jack Riley. Cały proces był jedną wielką mistyfikacja. Sfabrykowano dowody i złożono fałszywe zeznania. Jack zasiadł na krześle, kat uruchomił dzwignię włączającą dopływ prądu... jednak coś poszło nie tak. Dusza Jacka opuściła ciało, a przed jego oczami przemknęło całe życie oraz bestia. W ostatniej chwili udało mu się przejść „na druga stronę”. Nie było to jednak niebo, to była Tunguska. Jack dostał szansę rozwiązania zagadki Tunguski i ocalenia życia.

Tak rozpoczyna się twoja historia, bowiem w grze wcielisz się w postać Jacka Riley’a. Przygoda w pełni trójwymiarowym świecie, z mnóstwem zagadek, mistycyzmu i walki. Co jest twoim zadaniem? Oczywiście rozwikłać zagadkę Tunguski.

Tunguska: Legend of Faith jest grą, którą ciężko scharakteryzować w dwóch słowach. Jeżeli sięgniemy do podstaw, stwierdzimy, że jest to przygodówka. Większą część gry zajmują jednak pojedynki. Myślę, że najtrafniejsze będzie określenie „przygodowa gra akcji”.

Jack jak przystało na prawdziwego bohatera, ma fantastyczne warunki fizyczne, jest świetny w walce wręcz, potrafi także posługiwać się wszelkimi rodzajami broni. Cała zabawa polega na przemierzaniu ciemnych korytarzy zamku i zabijaniu wszystkiego co się rusza. Miłośnicy Mortal Kombat czy Virtua Fighter na pewno sobie poradzą – wystarczy blokować ciosy i zadawać obrażenia przeciwnikowi. Po skończonej walce zawsze dzieje się coś ciekawego. Czasem przy zwłokach znajdziemy interesujący przedmiot, albo otworzy się nowy korytarz gdzie będzie kolejny wróg czekający na eksterminację. Niekiedy, aby rozwiązać problem, w odpowiednim miejscu będziemy musieli użyć znalezionego wcześniej przedmiotu.

Grając w Tunguskę odniosłem wrażenie, że strona przygodowa została zepchnięta na dalszy plan. Po kilku godzinach gra stała się dla mnie wyłącznie „zręcznościówką”. Nie do końca jestem przekonany czy wyszło to na dobre, ale na pewno miłośnicy mordobić będą zadowoleni.

Graficzna strona jest całkiem poprawna. Widać, że autorzy włożyli w przygotowanie zamku, oraz plenerów wokół niego, dużo pracy. Ach te skały, góry - przez moment miałem nawet wrażenie, że znajduję się w Ojcowie :-) Postacie są wykonane również bardzo starannie, choć nie tak precyzyjnie jak otoczenie.

Jedyne co słychać podczas gry to odgłosy kroków oraz walk (bardzo podobne do tych z filmów karate). To co mnie irytuje to flegmatyczny sposób poruszania się bohatera. Jack przemieszcza się tak, jakby chodził po igłach (ma również problemy z koordynacją ruchów). Niezbyt dobrze pracuje „kamera”. Akcję często moglibyśmy obserwować z lepszej perspektywy, a czasami zdarza się, że bohater całkowicie ginie za ścianą.

Szczerze powiedziawszy po raz pierwszy zetknąłem się przygodową grą , w której na pierwszym miejscu stoją pojedynki. Do końca nie jestem pewien czy jest to wadą czy zaletą gry. Zdecydowanie negatywne wrażenie pozostawia sterowanie bohaterem oraz dynamizm kamery. Gra broni się jednak swoja grafiką, która w niektórych miejscach znacznie bije inne przygodówki. Do dźwięku nie można mieć większych zastrzeżeń ponieważ niemal przez cały czas walczymy. Plusami są również niska cena oraz wymagania sprzętowe. Fabuła jest wciągająca, aczkolwiek została zepchnięta na drugi plan. Wobec powyższych z czystym sumieniem polecam Tunguskę wszystkim miłośnikom „mordobić” i wielbicielom nietypowych przygodówek.


Zobacz również