Uczta malarza

Ekranizacji dramatu Wyspiańskiego od początku do końca towarzyszyło zwątpienie. Andrzej Wajda przystępował do niej kilkakrotnie. Widząc ostateczny efekt swojej pracy, napisał: "Przygnębiony tym jestem niemożliwie". A przecież powstało arcydzieło.

Ekranizacji dramatu Wyspiańskiego od początku do końca towarzyszyło zwątpienie. Andrzej Wajda przystępował do niej kilkakrotnie. Widząc ostateczny efekt swojej pracy, napisał: "Przygnębiony tym jestem niemożliwie". A przecież powstało arcydzieło.

Wstępne prace nad adaptacją "Wesela" rozpoczęły się już w 1971 r. 15 maja 1972 r. odbyło się spotkanie kolaudacyjne. Dyskusja, w której brało udział szesnaście osób, nie trwała długo, w zapisie posiedzenia znalazła się między innymi taka opinia: "Ta twórczość mówi o tym, że trzeba wyciągać wnioski z nie dość logicznego przebiegu dziejów, bo tak się zaczęło już od Kanału poprzez Lotną, poprzez Popioły, tutaj Wajda te sprawy ukazuje w sposób jeszcze bardziej jasny, po prostu przestrzega i dlatego film jest zrozumiały, jest szalenie pożyteczny dla nas i dla innych".

ORSZAK WESELNY

Zafascynowany dramatem Wyspiańskiego Wajda, początkowo chciał przenieść akcję w czasy współczesne. Zaproponował współpracę nad scenariuszem Andrzejowi Kijowskiemu, ale efekt - zdaniem samego reżysera - był tak niecenzuralny i pełen złośliwości, że ostatecznie pomysł zarzucono. Po paru latach Wajda jeszcze raz zabrał się do pracy nad adaptacją utworu, tym razem z udziałem Jerzego Andrzejewskiego. Rolę panów z miasta, w uwspółcześnionej wersji, mieli wziąć na siebie działacze partyjni. Z tych zamierzeń również nic nie wyszło. Ostatecznie reżyser wrócił do oryginału.

W pierwotnej wersji akcja filmu miała się rozpoczynać na Wawelu. Pierwszą postacią, pojawiającą się na ekranie miał być Stańczyk. Już na początku, zgodnie z wizją reżysera, mieliśmy zobaczyć dzwon Zygmunta, Matejkę, jego pracownię. "Wawel, jak Zamek u Franza Kafki jest pusty, ale przecież ktoś kiedyś w nim był, ciągle jeszcze emanuje z niego na to miasto siła... Gdzieś z Bronowic idzie dziewczyna, ubrana w krakowski strój, do Akademii Sztuk Pięknych. Studenci namawiają ją, żeby się rozebrała i pozowała do aktu. Grają Hejnał z Wieży Mariackiej, a w "Zielonym Baloniku" Noskowski, waląc w klawisze fortepianu, stara się zagłuszyć te znienawidzone krakowskie dźwięki..." Wajda chciał, żeby film był zrozumiały nie tylko dla ludzi, którzy dobrze znają polską literaturę i legendę wesela w Bronowicach. Zależało mu na tym, żeby utwór Wyspiańskiego został dostrzeżony na świecie. Dlatego konieczny był kontekst, z kościołem Mariackim, spod którego rusza orszak weselny, z witrażami Wyspiańskiego.


Zobacz również