Uważaj, żeby ktoś się pod ciebie nie podszył

W Sieci istnieje ogromna liczba serwisów społecznościowych. Z braku czasu i potrzeby korzystamy z zaledwie ułamka z nich. Dobrze byłoby się zastanowić, co dzieje się w tych, w których obecni nie jesteśmy. Podszyć się bowiem w Internecie pod kogoś innego jest naprawdę łatwo. Aby ukraść tożsamość, nie trzeba nawet włamywać się na istniejące konto!

W ujęciu liczby aktywnych użytkowników i penetracji rynku niepodzielnie króluje Facebook, ale jeśli chodzi o muzykę czy fotografię, w celach poszerzania horyzontów wybiera się inne serwisy. Nie wszystkie odpowiadają zainteresowaniom, zresztą nie starczyłoby czasu, aby być obecnym na każdym z nich.

W Internecie jesteśmy zachęcani lub wręcz zmuszani do podawania prawdziwych danych - imienia, nazwiska, pseudonimu, zdjęcia. Na szeroką skalę zapoczątkował to zjawisko Facebook, który prowadzi skuteczną kampanię usuwania kont użytkowników podających fałszywe informacje. Nowy portal od potentata na rynku wyszukiwarek, Google Plus, także wymaga podawania prawdziwych danych osobowych. Co więcej, aktualizacja regulaminu objęła tym obostrzeniem również niezwykle popularną pocztę Gmail, a także inne usługi należące do giganta.

Jak prosto ukraść tożsamość

Schemat wejścia w nową społeczność wygląda następująco. Po pierwsze, zakładamy nowy profil na portalu. Używamy prawdziwego imienia i nazwiska bądź internetowego nicka, pod którym jesteśmy ropoznawalni. Aby nie przeoczyć powiadomień z serwisu, podajemy też zwykle prawdziwy adres e-mail. Wysyłamy na serwer nasze zdjęcie przeznaczone na awatar, wpisujemy resztę podstawowych danych. I voilla, po kilku kliknięciach jesteśmy online. Coraz częściej inteligentne algorytmy podpowiadają nam linki do kont znajomych, którzy w serwisie znaleźli się przed nami. W obie strony wysyłane i akceptowane są lawinowo zaproszenia do znajomości. Przy okazji wymieniane są jedynie krótkie grzecznościowe formułki. Parę godzin, kilka statusów, uzupełnienie kilku informacji i stajemy się wiarygodni. A ile osób weryfikuje innym kanałem komunikacji przed potwierdzeniem znajomości, czy nowy profil internetowy faktycznie należy do danej osoby?

Obecnie do identyfikacji wystarcza już tylko miniaturka zdjęcia i nazwisko. Widząc profil z taką “wizytówką", automatycznie zakładamy, że jest on prawdziwy. Zdjęcie uwiarygadnia wirtualną tożsamość... Idąc tym tropem dalej - jaki problem w tym, aby ktoś zarejestrował się gdzieś za nas? Jeśli mamy w Internecie już jedno konto widoczne publicznie, to każdy internauta może nam te dane (czyli wspomniany nick, imię, nazwisko i zdjęcie) podebrać. Używając naszych danych, które sami z własnej woli przecież wrzuciliśmy do Sieci, jest w stanie założyć fikcyjne konto i zdobyć zaufanie znajomych. A ściganie delikwenta żerującego naszym kosztem może być bardzo trudne i czasochłonne.

Zagrożenia związane z fikcyjnym kontem

Powstaje pytanie, czemu ktoś mógłby chcieć to zrobić? Powodów jest mnóstwo, motywowanych z zasady nieszlachetnymi zamiarami. Taką osobą może być zarówno dawny kolega z pracy czy ze szkoły, chcący się zemścić za dawną urazę, czy też zupełnie przypadkowa osoba, pragnąca zarobić kosztem naiwności naszych znajomych. Krótki wpis na Twitterze, obrazujący rozpaczliwą sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, prośba do znajomych o szybkie przelanie pieniędzy? Czasem zdarza się widzieć statusty z prośbą o szybką pomoc finansową - ktoś utknął na dworcu ze skradzionym portfelem, kończy się bateria w telefonie i starczyło jej jedynie na wrzucenie statusu z numerem konta... To nie fikcja, takie przypadki się już zdarzały, i niewykluczone że ktoś znów się na to nabierze. Najgorsze jest to, że nie ma sprawdzonego sposobu, aby się przed tym bronić. To, co możemy zrobić, aby poprawić nasze bezpieczeństwo, to poświęcenie jednego wieczoru i założenie kont na wszystkich najpopularniejszych portalach. Brzmi pracowicie? I faktycznie takie jest, nadal nie zapewniając stuprocentowego bezpieczeństwa.

Założenie profili w każdym serwisie jest czasochłonne, ale możliwe. Pozwoli w przyszłości uniknąć stresu związanego z odkręcaniem zaistniałych sytuacji lub naprawianiem nadszarpniętej reputacji. Nie musimy oczywiście istnieć w każdym miejscu w Sieci, ale popularne portale, takie jak Facebook, Nasza-klasa, Twitter, Google Plus, GoldenLine, LinkedIn czy Disqus, powinny być potraktowane priorytetowo. Nasze prawdziwe konto może pełnić rolę systemu wczesnego ostrzegania, pojawienie się więc zdublowanego profilu będzie mogło wzbudzić podejrzenia wśród naszych kontaktów. Jest jeden dodatkowy bonus, wynagradzający zmarnowany czas - jeśli kiedyś przyjdzie nam ochota na powrót do jednego z tych serwisów, konto będzie czekało gotowe i uzupełnione. A przy okazji nikt nie zarejestruje się przed nami, używając nicku, który chcielibyśmy w nim wykorzystać.

Dlaczego warto o tym myśleć? Jeśli ktoś założy konto, podając nasze nazwisko, to posługując się naszym wizerunkiem, może zacząć naprzykrzać się różnym ludziom w Sieci. Pół biedy, jeśli dotrze do naszego znajomego z czasów licealnych i napisze mu kilka niemiłych zdań w naszym imieniu. Jeżeli jednak jakiś dowcipniś trafi na naszego obecnego lub przyszłego pracodawcę, może doprowadzić to do wielu nieprzyjemności. Warto linkować między swoimi profilami w portalach w Internecie, bo to je uwiarygodni. Możemy wykorzystać serwisy tworzące internetowe wizytówki, np. www.about.me.

Prywatność a bezpieczeństwo

Osobnym zagadnieniem jest konieczność podawania prawdziwych danych, w celu korzystania z webaplikacji i serwisów internetowych. Nie sposób nie zauważyć tego trendu. Napędzane jest to przez gigantów, którym oczywiście na tych danych zależy, aby serwować nam potem spersonalizowane reklamy. Czy jest to dobre dla użytkowników? Zdania są podzielone. Z jednej strony konieczność podpisania się własnym nazwiskiem eliminuje większość wpisów internetowych trolli, z drugiej zabiera tę część wolności w Internecie, pozwalającą wypowiadać się bez obaw o rozpoznanie czy zdobycie niepotrzebnego rozgłosu. Ale Internet się zmienia i najwyższa pora wziąć sobie do serca słowa Erica Schmidta, byłego CEO Google: “Jeśli masz coś, o czym nie chcesz, by inni wiedzieli, może po pierwsze powinieneś przestać to robić".

Artykuł pochodzi ze specjalnego dodatku "PC World - Facebook". Pismo można jeszcze zamówić (wysyłka GRATIS!).


Zobacz również