Uwe Boll straszy kolejnym filmem na podstawie gry

Niestety czeka nas kolejny koszmar w postaci adaptacji #Dungeon Siege# wyreżyserowanej przez Uwe Bolla. Szykuje się kolejny gniot, na który wydanie złotówki na bilet będzie niepowetowaną stratą.

Nie ma co liczyć na przełom. Każdy film, który wyszedł spod ręki tego niemieckiego reżysera to tragedia. Co gorsza, pan Boll upodobał sobie tworzenie obrazów na podstawie znanych i niezmiernie grywalnych tytułów. W swoich rękach dzierży prawa do ekranizacji jednych z najlepszych gier ostatnich lat i co straszniejsze, nie zawaha się ich użyć.

Dla tych, którzy mieli to szczęście i nie słyszeli jeszcze o tym twórcy, oraz udało im się uchować przed obejrzeniem jego "twórczości", trochę wyjaśnień.

Uwe Boll

Uwe Boll

Uwe Boll jest niedoszłym pisarzem, posiada doktorat z literatury, studiował reżyserię filmową i uwielbia grać w gry komputerowe. Nie byłoby w tym nic koszmarnego, ale Boll postanowił połączyć swoje pasje i zacząć tworzyć filmy w oparciu o komputerowe hity.

Choć w swoim dorobku miał już kilka pozycji, pierwszą wysokobudżetową produkcją był House of the Dead na bazie automatowo-konsolowej strzelanki. Efekt był porażający, ale nie majstersztykiem reżyserskim, a totalną głupotą, tandetą i niedopracowaniem. Film szybko okrzyknięto mianem najgorszego filmu z zombiakami. Do fabuły gry miał się jak pięść do nosa, klimatu horroru to ze świecą można było szukać, a gra aktorska była delikatnie mówiąc "uwsteczniona".

I byłoby pięknie, gdyby ta porażka zniechęciła pana Bolla do dalszych prób. Niestety tu właśnie zaczyna się prawdziwy horror. Ambitny Niemiec łapie się za klasykę komputerowych horrorów, czyli serię Alone in the Dark. Jak łatwo można się domyśleć, film znów okazał się klapą. Wielu starszych graczy pamięta tę atmosferę grozy towarzyszącą odkrywaniu mrocznych tajemnic zawartych w fabule gry, zagadki do rozwiązania, atakujące znienacka piekielne stwory. Rozgrywka przypominała nie mniej znaną serię Silent Hill, tyle że wyprodukowaną w 1992 roku.

A cóż uczynił "reżyser" Uwe? Bezmyślną strzelaninę z durną fabułą, komputerowymi stworami i zakończeniem wołającym o pomstę do nieba. Jak to określił mój znajomy "Alone in the Dark to film który przejdzie do historii... jako największa szmira ostatnich lat. Niektóre filmy to dno, a ten się jeszcze w to dno wrył".

Niestety fakt, że obraz przyniósł same straty, a na prestiżowym portalu IMDB.com ocena z trudem wzniosła się do poziomu 2.3 wyprzedzając w kategorii "100 najgorszych filmów" takie produkcje jak Spice World (film ze Spice Girls w roli głównej), czy Crossroads (debiut filmowy Britney Spears), Uwe Boll złapał się za kolejną ekranizację. Tym razem kolejną ofiarą jest... BloodRayne.

BloodRayne

BloodRayne

W rolę ponętnej pół-wampirzycy wcieliła się Kristianna Loken (Terminator 3) a towarzyszy jej Michelle Rodriguez (The Fast and the Furiuos). Te dwie panie to jedyny pozytywny element tego filmu. Dalej jest już gorzej, albo jeszcze gorzej. Akcja ma się nijak do tego co można było obserwować na ekranach monitorów/telewizorów w dwóch częściach gry. No dobra... Nie zawsze trzeba odzwierciedlać realia wirtualne i do tego akurat przyczepić się nie muszę. Za to do reszty tak. Drętwe dialogi, żenujące sceny walk, brak jakiejkolwiek logiki w linii fabularnej. To chyba ma być elementem charakterystycznym dla każdego filmu Uwe Bolla. Jeśli jesteś miłośnikiem gry, albo lubisz wyżej wymienione aktorki, to mam dla ciebie lepsze rozwiązanie, niż oglądanie BloodRayne. Wstaw sobie tapetę z wizerunkiem Kristianny, albo Michelle na pulpit i zagraj ponownie w BloodRayne. Wyjdziesz na tym zdrowiej niż ci się wydaje.

To nie koniec

Za 50 milionów USD, Uwe Boll stworzył kolejnego koszmarka, tym razem w oparciu o grę wydaną przez Microsoft, czyli Dungeon Siege. Jest to tytuł z gatunku RPG, który został dość ciepło przyjęty przez graczy, a druga część niedawno zagościła na polskich półkach sklepowych.

BloodRayne

BloodRayne

Fabuła jest oczywiście prosta jak konstrukcja cepa. A więc był sobie człek imieniem Farmer (niezłe imię, w Polsce powinni to przetłumaczyć jako "rolnik"), któremu żonę porwano, a syna zabito. Oczywiście zrobili to Krugowie - przedstawiciele "bardzo złej" rasy. Tak więc nasz Farmer bierze widły... o przepraszam, miecz do ręki i wyrusza aby pomścić śmierć syna a żonę uwolnić. Z pewnością do głównego wątku dojdzie standardowo kwestia uratowania całego świata. Rewelacja...

Nasz "zdolny" reżyser zatrudnił do tej wiekopomnej produkcji same sławy tj. Jason Statham (Transporter), John Rhys-Davies (Shogun, Wing Commander), Kristianna Loken (Terminator 3, BloodRayne), czy Burt Reynolds (Tak! To właśnie ten od Mistrza kierownicy ucieka). Tak więc obsada jest super, fabuła ekstra, a reżyser ma o sobie bardzo dobre zdanie. Zapowiada się hit!

Ale to jeszcze nie koniec "dobrych" wiadomości. Uwe Boll podzielił film na dwie 105 minutowe części. Jak sam twierdzi, ponad dwieście minut spędzonych w kinie może być ciężkie dla niektórych widzów (moim zdaniem dla wszystkich którzy odważą się na to pójść). I nie ma się co dziwić. Wytrzymać tyle minut akcji serwowanej nam przez "wirtuoza kamery" byłoby osiągnięciem na miarę wpisu do Księgi rekordów Guinessa.

Ciemne chmury...

...zbierają się nad wszystkimi spragnionymi porządnej ekranizacji gry komputerowej. W planach Uwe Bolla znajdują się bowiem takie tytuły jak Far Cry, Hunter: The Reckoning, Fear Effect i co najstraszniejsze Postal. Ten ostatni, oparty na krwawej, obrazoburczej i brutalnej grze może być już kompletnie niezjadliwy. Chyba napiszę petycję do IMDB.com aby wprowadzili oceny ujemne, ponieważ danie "1" to obraza dla innych ocenionych w ten sam sposób produkcji.

Ktoś kiedyś określił Uwe Bolla, współczesnym Edem Woodem (reżyser okrzyknięty mianem najgorszego reżysera XX wieku, odpowiedzialny za najgorszy film sci-fi pt. Plan 9 from Outer Space), ale uważam, że godzi to w godność tego ostatniego. Ed Wood był kiepskim reżyserem, ale zarazem pasjonatem i wizjonerem. Uwe Boll to po prostu partacz.


Zobacz również