Uwolnić się ze złotego gorsetu

Kraje rozwijające się na nowo przemyślały swoje strategie rozwoju gospodarczego i nie chcą już oddawać "wszystkiego" zagranicznym ponadnarodowym korporacjom. Ubezpieczeniem pomyślnego rozwoju mają być szybko rozwijające się domorosłe wielkie korporacje.

Coraz większego znaczenia w globalnej gospodarce będą nabierać wielkie korporacje pochodzące z krajów rozwijających się - stwierdza w pracy "Big Business and the Golden Straitjacket" Paul Brecken, profesor zarządzania i nauk politycznych Yale School of Management.

Korporacje ponadnarodowe działają w krajach rozwijających się od dziesięcioleci. Wiele gospodarek owych krajów uzależniło się od nich w zakresie dostarczania technologii, know how. W zamian korporacje wymuszają na rządach tych krajów daleko idące koncesje, ułatwiające im działalność. Globalizacja i ekonomia rynkowa ogranicza zatem władzę rządów narodowych. Często zresztą politykę ich formułowano wokół nadrzędnej idei zachęcania zagranicznych inwestorów do aktywności w danym kraju. Ten układ, krępujący w ostatecznym rozrachunku swobodny rozwój gospodarczy nazwano Złotym Gorsetem.

Wszystko to ma ulec zmianie - przewiduje profesor Bracken. Szefowie rządów krajów rozwijających się, szczególnie tych o dużych rynkach wewnętrznych, zaczynają rewidować dotychczasowe założenia rozwoju. Nie chcą już po prostu oddawać rodzimego rynku. W ciągu kilku lat zatem na tamtejszych rynkach wyrosły wielkie firmy, prawdziwi przedstawiciele gatunku gospodarczych tygrysów krajów rozwijających się. Napędzą już one strachu międzynarodowym gigantom, natomiast krajom rozwijającym się - ich rządom i przedsiębiorstwom - pozwolą uwolnić się z krepującego gorsetu.

Przejawem takiego trendu jest decyzja Chin o budowie własnego przemysłu samochodowego, która ma na celu ograniczenie wpływu ponadnarodowych korporacji na kształt rozwoju chińskiej gospodarki. Gdyby zagraniczne firmy zdecydowały się nie wdrażać jakiejś technologii w chińskich fabrykach, albo wręcz zdecydowały się z Chin wycofać - wówczas straci cała gospodarka i chińscy konsumenci. Obecność rodzimej firmy, kierującej swoją produkcję na ten sam wielki rynek, czyni taką politykę zagranicznych korporacji dalece bardziej ryzykowną.

Co więcej, domorosłe korporacje, idąc za przykładem swoich zagranicznych protoplastów, kształtować będą do pewnego stopnia politykę i regulacje gospodarcze. Dobrym przykładem są Indie. Dopóki nie pojawił się w latach 90. silny sektor prywatny, centralne planowanie i biurokracja uniemożliwiały indyjskim firmom konkurowanie przez wydajność. Dzisiaj jednak wielkie firmy, jak outsourcingowy potentat Wipro, w coraz większym stopniu szlifują politykę gospodarczą i z sukcesem lobbują za przeprowadzaniem określonych regulacji.

Te zmiany w krajach rozwijających się oznaczają dla ponadnarodowych korporacji świata zachodniego, że będą musiały znaleźć nowy model obecności w tych krajach. Znacznie trudniej będzie im już samopas układać się z narodowymi rządami albo budować sieci małych firm partnerskich. Zamiast tego, aby uzyskać dostęp do owych gigantycznych rynków, ponadnarodowe firmy powinny działać w porozumieniu lub poprzez wielkie korporacje danych krajów / rynków.

Nie koniec oczywiście na tym. Wielkie ponadnarodowe korporacje o proweniencji "zachodniej" muszą też zwrócić więcej uwagi na rodzime rynki. Łakome i agresywne firmy z krajów rozwijających się mogą wkrótce zechcieć podbić ich mateczniki.


Zobacz również