W Belgii głosy wyborców liczono na "starożytnych" komputerach

Podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego głosy zliczane były przy użyciu komputerów, co jest zrozumiałe. Jednak maszyny, które zostały użyte w tym celu przez Belgów, są tak stare, że aż trudno uwierzyć. I w dodatku zafałszowały wyniki.

Jak szacuje komisja rządowa, dwadzieścia procent maszyn nie zliczało głosów poprawnie. Wszystko przez buga w ich oprogramowaniu, który został co prawda już załatany, jednak jego szczegóły techniczne nie są jeszcze znane. Oprogramowanie do liczenia głosów dostarczyła firma Stesud, a same maszyny obliczające dane zasługują bardziej na miejsce w muzeum techniki, niż podczas ważnych wyborów w 2014 roku.

Działają one pod systemem DOS, posiadają procesory x86, mając do dyspozycji 1 MB (tak, megabajt) pamięci RAM. W maszynie znajdziemy dwa porty szeregowe i... stację dysków 3,5', poprzez którą wprowadza się do maszyny oprogramowanie. Belgia posiada 209 kantonów, więc w ponad czterdziestu głosy były albo źle zliczane (np. głos liczony był podwójnie), albo w ogóle nie rejestrowane. Stesud tłumaczy się, że maszyny były testowane setki razy i zawsze działały poprawnie. Można zrozumieć, że do obsługi wyborów nie potrzeba procesora i7 i czterordzeniowego procesora, jednak wypadałoby mieć nieco nowszy sprzęt, niż wyposażony w 1 MB RAM.


Zobacz również