W kinie: "Ja, Irena i ja"

Reżyserzy („Sposób na blondynkę”) znani są z „przeginania” wszelkich możliwych norm, głównie poczucia smaku i przyzwoitości. Także tym razem robią, co w ich mocy. A, jak widać na ekranie, w ich mocy jest wiele...

Reżyserzy („Sposób na blondynkę”) znani są z „przeginania” wszelkich możliwych norm, głównie poczucia smaku i przyzwoitości. Także tym razem robią, co w ich mocy. A, jak widać na ekranie, w ich mocy jest wiele...

Porządny policjant o gołębim sercu Charlie (Jim Carrey) doznaje w życiu wielu niepowodzeń. Jednak, nie przejmując się nimi, bierze wszystko za dobry omen. Nawet gdy opuszcza go żona („aż do śmierci” - mówiła), bez zmrużenia oka przejmuje wychowywanie trzech dorastających Murzyniątek, pozostałych po małżeństwie. Mieszkańcy miasta pomiatają nim, co – jak wiadomo – w pracy policjanta nie pomaga.

Z powodu natłoku nieszczęść w jaźni Charliego tworzy się alter ego – Hank, nieokrzesany cham i brutal. Obie osobowości zakochują się w poszukiwanej przez policję Irenie (Renee Zellweger).

Treści w filmie niewiele, za to wszelkiego rodzaju obrazoburstwa w obfitości. Tylko dla miłośników gatunku.


Zobacz również