W pogoni za szóstym kanałem

Hackerzy łamią kody, producenci spierają się o standardy, a większość z nas zadaje sobie proste pytanie: kupować to, czy jeszcze poczekać, a nuż pojawi się coś ciekawszego. Odtwarzacze płyt DVD Audio już wkrótce poważnie zagrożą nie tylko zwykłemu CD.

Hackerzy łamią kody, producenci spierają się o standardy, a większość z nas zadaje sobie proste pytanie: kupować to, czy jeszcze poczekać, a nuż pojawi się coś ciekawszego. Odtwarzacze płyt DVD Audio już wkrótce poważnie zagrożą nie tylko zwykłemu CD.

DVD Audio następny krok w kierunku rozszerzenia możliwości

DVD Audio następny krok w kierunku rozszerzenia możliwości

Wielu z nas zapewne dobrze pamięta zamieszanie związane z pojawieniem się płyty kompaktowej. Oto miały wreszcie ziścić się marzenia melomanów: jakość będzie doskonała! Pamiętam artykuł z francuskiego pisma, w którym tłumaczono, że na płycie CD znajdziemy dokładnie te dźwięki, które wytworzył artysta, bez żadnej straty na jakości; ponadto nośnik byłby niezniszczalny (istniały opowieści o tym, jak to można srebrne płytki deptać i drapać, a dźwięk pozostaje niezmiennie krystalicznie czysty). Płyty CD szybko zdobyły rynek, a narzekania garstki audiofilów na jakość dźwięku w tym nowym, cudownym wynalazku były uznawane za skrzyżowanie wstecznictwa ze snobizmem. We wczesnych latach osiemdziesiątych pomysł, że dźwięk może być odtwarzany za pomocą technologii łączącej laser i komputery wydawał się tak futurystyczny, że nikt nie wierzył, by mógł mieć jakiekolwiek wady. Dziś emocje opadły.

CD to nie jest to!

Zabawne wydaje się na przykład, że wśród zamieszania nikt nie pomyślał, by to cyfrowe cudo było wyposażone w tak narzucające się opcje, jak wyświetlanie nazwy płyty i tytułów utworów...

Ale najważniejsze, że w miarę upływu czasu ograniczenia dźwiękowe formatu CD zaczęły być coraz bardziej widoczne. Czyniono więc kroki zmierzające do poprawy jakości nagrań. Najpierw postanowiono poprawić jakość wznawianych starszych płyt - te bowiem początkowo brzmiały fatalnie. Brak trzasków igły nie był w stanie zrekompensować utraty dynamiki i naturalności właściwej starym, analogowym krążkom.

Rozpoczęto więc cyfrowy remastering nagrań. Choć brzmi to skomplikowanie, rzecz jest stosunkowo prosta. Standardowo każde nagranie jest wykonywane na kilkunastu czy wręcz kilkudziesięciu ścieżkach, a na każdej z nich znajduje się oddzielny instrument - gitara, głos, saksofon itd. Po nagraniu poszczególnych ścieżek następuje proces tzw. miksowania, czyli odtwarzania całości w odpowiednich proporcjach, z dodawaniem potrzebnych efektów. Wszystko jest następnie nagrywane na dwuśladową taśmę-matkę, która jednak nie trafia bezpośrednio do tłoczenia. Przedtem odbywa się mastering - nadanie ostatecznej formy nagranemu na dwóch ścieżkach (stereofonicznemu) materiałowi. Chodzi o ustawienie dynamiki, głośności, ustalenie poziomów odpowiednich częstotliwości i podobne zagadnienia. Na tym etapie uwzględnia się specyfikę medium, na którym ma się znaleźć nagrany produkt. Na przykład mastering na płyty analogowe musi brać pod uwagę fakt, że im dłuższa jest strona płyty, tym węższe są rowki dla igły. W wypadku dłuższych nagrań trzeba więc rezygnować z dynamiki, szczególnie w ostatnich częściach płyty. Przeznaczając materiał na kasetę, trzeba pamiętać, że dysponuje ona mniejszą dynamiką niż inne nośniki. Natomiast przy masteringu na płytę kompaktową należy brać pod uwagę, że nośnik ten oferuje szeroki zakres częstotliwości - nie można więc lekceważyć tego, co dzieje się z najwyższymi i najniższymi dźwiękami - i specyfikę brzmienia powstającego w przetworniku cyfrowo-analogowym. Jeśli do tłoczenia kompaktu użyjemy wersji taśmy-matki przystosowanej do wytłoczenia na płycie czy nagrania na kasecie, uzyskamy bardzo słabe efekty. Korzyść osiągnięta dzięki technologii cyfrowej nie będzie wcale znaczna, a uzyskane efekty - nierzadko negatywne, w szczególności w zestawieniu z płytą analogową. W pewnym momencie zaczęto więc przygotowywać specjalne wersje nagrań na CD.


Zobacz również